Nie może wysiedzieć w ławce, ma kłopoty z koncentracją, ciągle interesuje go to, co nie powinno. Zdolny leń? Nie, nadpobudliwiec.
Znajomi proszą o popilnowanie dziecka. Nie ma sprawy. Posiedzi, pobawi się z naszym brzdącem, pogramy w chińczyka. Gdy przychodzi co do czego, okazuje się, że, po pierwsze, z tym siedzeniem to nie bardzo. Po drugie, zabawa interesuje go co najwyżej przez pięć minut, a potem ciekawsze są ptaki za oknem i hałasy dochodzące z kuchni. A chińczyk? No cóż, przecież nie każdy lubi tę grę. Zamiast spokojnie pooglądać film, trzeba mieć oczy dookoła głowy. Męczące? W wielu domach jest tak codziennie.
Więcej niż urwis
Zespół nadpobudliwości psychoruchowej (Attention Deficyt Hyperactivity Disorder) charakteryzuje się trzema objawami: niemożnością skupienia uwagi, impulsywnością oraz nadmierną ruchliwością. Nie jest chorobą, ale stwarza problemy.
Jak rozpoznać, gdzie kończy się urwisostwo, a zaczyna ADHD?
Halina Kantor, matka dwóch chłopców z tym zespołem i założycielka „Niezwykłych dzieci” Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom z ADHD i Innymi Dysfunkcjami, uważa, że nadpobudliwość widać już u noworodków.
— Większość tych dzieci w wieku niemowlęcym jest płaczliwa, kapryśna i nie chce spać. Bez względu na to, czy są w łóżeczku, w wózku, czy na rękach — mówi Halina Kantor.
Ale bywa i tak, że nim dziecko pójdzie do szkoły, rodzice po prostu uważają je tylko za bardzo żywe i nieuważne.
— Często sami są tacy, bo ADHD się dziedziczy i nie widzą w zachowaniu malucha nic nadzwyczajnego — wyjaśnia Agnieszka Breitkopf, psycholog z Centrum Psychoterapii Akademii Medycznej w Warszawie.
W szkolnej ławie
Kłopoty zaczynają się w przedszkolu.
— Usłyszałam, że mój syn jest upośledzony, bo nie umie się skoncentrować, gdy pani czyta bajkę. Pomyślałam, jakim cudem dziecko, które zaczęło mówić, gdy miało półtora roku, a w wieku trzech lat wysławia się pełnymi zdaniami, może być upośledzone — wspomina Halina Kantor.
Tak zaczęła się szkolna przygoda jej starszego syna. A potem — jak sama określa — droga przez mękę.
— Ta sama pani miała uczyć dzieci w zerówce, więc wysłałam syna do szkoły prywatnej. Pod koniec pierwszej klasy wychowawczyni doszła do wniosku, że trzeba zrobić badania dojrzałości szkolnej. Zrobiliśmy. Psycholog nie zauważył odchyleń od normy. I zaczęło się. Uwagi, że biega, przeszkadza — opowiada Halina Kantor.
Niestety, takich historii jest więcej. Bo właśnie szkoła zarówno dla dziecka, jak i rodziców, jest prawdziwym sprawdzianem.
— Dziecko z ADHD powinno siedzieć w pierwszej ławce. Najlepiej samo. Nauczyciel powinien podchodzić do niego i na przykład postukać palcem w ławkę. Ze starszym dzieckiem można się umówić na jakiś sygnał. Inne dzieci go nie widzą, a prowadzący lekcję daje znać: wróć do mnie, twoja uwaga odfrunęła — mówi Agnieszka Breitkopf.
Ważne też, aby nauczyciel częściej zwracał się do nadpobudliwego dziecka. Poprosił, by zmoczyło gąbkę, podlało kwiatek albo wytarło tablicę. Bo ono potrzebuje odmiany.
I znów wywiadówka
Nie zawsze udaje się zgodna współpraca ze szkołą. Albo rodzice jeszcze nie wiedzą
o ADHD, albo nauczyciel. Zdarza się, że rodzic dziecka nadpobudliwego słyszy od nauczyciela:
— Przykro mi, ale pani dziecko jest osłem i może warto pomyśleć o szkole specjalnej.
Co wtedy? Trzeba spokojnie porozmawiać w cztery oczy z nauczycielem. Zwłaszcza że straszenie szkołą specjalną ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.
— Dzieci z nadpobudliwością obowiązuje ten sam program, jeżeli oczywiście mieszczą się w normie intelektualnej. A bardzo często mają wysoki iloraz inteligencji. Mówiąc brzydko, szkoła specjalna nie naprawia dzieci nadpobudliwych — podkreśla Anna Milewska, dyrektor departamentu kształcenia podstawowego i gimnazjalnego z Mazowieckiego Kuratorium Oświaty.
Kłopoty są nie tylko z nauczycielami, lecz także z rodzicami pozostałych dzieci.
— Każdy chce, by jego dziecko miało jak najlepsze warunki do nauki. A to jest trudne. Mówiłam na zebraniach, proszę państwa, moje dziecko jest inne. Proszę o wyrozumiałość. Jeśli ktoś zrozumie, przestanie się bać. Jeśli przestanie się bać, nie będzie reagować agresywnie. A gdy impulsywne zachowania mojego dziecka nie spotkają się z agresją i ono przestanie być agresywne — mówi Agnieszka Breitkopf.
Impulsywność kontra impulsywność
ADHD jest dziedziczne. Dlatego bardzo często rodzice dzieci nadpobudliwych też tacy są.
— Gdy pani psycholog opisywała mi problemy mojego syna, zapytałam, zaraz, pani mówi o mnie czy o moim dziecku? — opowiada Halina Kantor.
A tu należy być spokojnym i opanowanym. Dziecku wszystko trzeba powtarzać trzy razy. Jeżeli to przyjmiemy do wiadomości, nie będziemy się denerwować, gdy to, co mówimy, nie trafi do niego za pierwszym razem.
Należy wprowadzić jasne reguły i wyeliminować chaos. Ważne, aby przypominać o zasadach i pilnować, żeby były przestrzegane.
— Oczywiście dziecko na początku się buntuje, ale z czasem się przyzwyczai — mówi Agnieszka Breitkopf
Kolejnym sposobem jest wprowadzenie systemu punktowego. Za grzeczne odrobienie lekcji jeden punkt. Zdobycie 10 punktów w ciągu tygodnia równa się kino. Prosta i, co ważne, interesująca dla dziecka matematyka. I nie można zapomnieć o chwaleniu. Nawet za drobiazgi, jak choćby za 15 minut spokojnego wysiedzenia przy odrabianiu lekcji.
Wprowadzenie tych zasad bywa trudne i wymaga od rodziców wiele pracy oraz cierpliwości. Ale warto.
— W szkole podstawowej podczas odrabiania lekcji płakaliśmy oboje. A teraz jest spokojnie — mówi Halina Kantor
I trzeba pamiętać jeszcze o jednym.
— Dzieci z ADHD nie uczą się na własnych błędach. Jeśli trzy razy nauczyciel wyrzuci je z lekcji za złe zachowanie, to za czwartym razem zrobi ono dokładnie to samo — podkreśla Agnieszka Breitkopf.
Podobnie w domu. Tyle że tu są jeszcze nadpobudliwi rodzice.
