Zdalni zdystansowali polskich brokerów

opublikowano: 02-01-2019, 22:00

Trzy z pięciu najważniejszych dla GPW domów maklerskich nie ma biura w Polsce. Jeszcze rok temu najaktywniejszy zdalny członek giełdy był w czołówce rodzynkiem, zajmującym trzecie miejsce. Obecnie jest liderem

Sądząc po tym jaki jest udział poszczególnych domów maklerskich w obrotach na polskiej giełdzie, „polską” jest ona już niemal tylko z nazwy. Największe obroty sesyjne na rynku akcji w 2018 r. wygenerowali bowiem klienci Merrill Lynch. To jeden z tzw. zdalnych członków giełdy, a więc brokerów, którzy nie mają w Polsce czegoś, co można nazwać biurem maklerskim, ograniczających swoją styczność z Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) do połączenia systemów informatycznych.

Merrill Lynch swoje ambicje wykazywał już w latach 2016-2017, kiedy to zajmował trzecie miejsce w obrotach sesyjnych akcjami. Mimo rosnącej roli zdalnych członków giełdy był jednak jedynym tego typu podmiotem wśród pięciu najważniejszych dla GPW firm brokerskich. W 2018 r. nie dość, że wysforował się na prowadzenie, to w pierwszej piątce domów maklerskich o największych obrotach na GPW znalazł jeszcze towarzystwo takich zdalnych członków, jak Morgan Stanley i JP Morgan. Tylko ta trójka wygenerowała łącznie niemal jedną czwartą obrotów sesyjnych akcjami w 2018 r. To więcej niż trzy lata temu wynosił łączny potencjał siedmiu międzynarodowych banków inwestycyjnych działających w modelu zdalnego członka GPW.

W 2018 r. łączny udział w obrotach sesyjnych akcjami na GPW takich instytucji jak Merill Lynch, Morgan Stanley, JP Morgan, UBS, Goldman Sachs, Credit Suisse i HSBC wyniósł 37,5 proc. To o 9 pkt. proc. więcej niż rok wcześniej.

— Wzrost udziału zdalnych członków nie przyciąga nowych inwestorów, odbywa się natomiast ze stratą dla krajowej branży maklerskiej, a przede wszystkim dla polskich średnich i małych firm. Przedsiębiorstwa te są bowiem obsługiwane prawie wyłącznie przez krajowe domy maklerskie i obecnie w większości są pozbawione rzetelnych analiz. Tymczasem polskie domy maklerskie, z kwartału na kwartał pogłębiają straty na działalności podstawowej, która jest kluczowa dla obsługi inwestorów i pozyskiwania kapitału przez spółki. Każdy kolejny kwartał strat domów maklerskich na działalności podstawowej oddala nas od tego, żeby polski rynek kapitałowy efektywnie pełnił swoją kluczową rolę, jaką jest finansowanie rozwoju krajowych przedsiębiorstw — komentuje Waldemar Markiewicz, prezes Izby Domów Maklerskich.

Próbują walczyć

Wzrostu znaczenia zdalnych członków giełdy z pewnością nie można tłumaczyć wyłącznie wzrostem znaczenia zagranicznych inwestorów w handlu na GPW. Zagraniczne fundusze generują ponad połowę obrotów na rynku głównym nieprzerwanie od 2015 r. Przez siedmiu międzynarodowych potentatów biznesu brokerskiego przechodziło jednak wtedy niespełna 21 proc. obrotów. Udział zagranicznych inwestorów w obrotach wzrósł od tego czasu o 5 pkt. proc. (licząc do pierwszego półrocza 2018 r., nowszych danych nie ma). Merill Lynch, Morgan Stanley, JP Morgan, UBS, Goldman Sachs, Credit Suisse i HSBC zwiększyły swój łączny stan posiadania o 16,5 pkt. proc. Zdalni brokerzy zyskują dlatego, że zagraniczni inwestorzy, którzy dotychczas przepuszczali ruch przez lokalne biura maklerskie, kierują go teraz do globalnych potentatów. Doskonale było to widać kilka lat temu, gdy Merrill Lynch odebrał pośrednictwo Ipopemie Securities.

W pierwszej piątce największych brokerów, ze zdalnymi członkami konkurują tylko PKO Bank Polski oraz DM Banku Handlowego. Ten ostatni to wieloletni lider, zdetronizowany w 2017 r. przez PKO BP. Sam zresztą korzysta z ruchu generowanego przez siostrzaną firmę z Londynu. Tyle że ten ruch wydaje się coraz mniejszy. Jeszcze w 2016 r. udział DM Banku Handlowego w obrotach wynosił ponad 10 proc.

W 2018 r. ponad 5 proc. udział w handlu akcjami miało jednak 7 domów maklerskich. Poza trzema międzynarodowymikolosami i maklerskimi odnogami dwóch krajowych banków, są to dwie firmy o regionalnych ambicjach — czeski Wood & Company oraz austriackie Erste Securities. Obie mają biura w Polsce i oba ustąpiły miejsca w pierwszej piątce amerykańskim bankom inwestycyjnym działającym zdalnie.

Łącznie siedmiu największych brokerów kontroluje 51,6 proc. handlu akcjami na GPW.

Wszystko po staremu

Jeszcze większa jest koncentracja na rynku kontraktów terminowych. Pięciu największych brokerów odpowiada za ponad 68 proc. obrotów. Jest to jednak zdecydowanie krajowa konkurencja. Zdecydowanym liderem — od wielu lat niemal nieprzerwanie — jest DM Banku Ochrony Środowiska. Odpowiada za niemal jedną czwartą handlu. Ponad 10 proc. udział w obrotach sesyjnymi kontraktami mają jeszcze Erste Securities Polska, mBank i Santander Bank Polska. Ich kolejność nie zmieniła się w stosunku do 2017 r.

Zdalni członkowie giełdy są kompletnym marginesem również na rynku obligacji. Ten od lat zdominowany jest przez PKO Bank Polski, przez który przechodzi około połowy obrotów. Płynność giełdowego rynku długu jest jednak na tyle mała, że nawet niewielkie zmiany aktywności klientów pozostałych brokerów powodują kompletne przemeblowanie na pozostałych pozycjach. Giełda bowiem akcjami stoi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy