Zdrowie jak samochód

Urszula Zalewska
opublikowano: 2005-10-28 00:00

Wysportowana sylwetka. Moda, trend? Element biznesowego wizerunku? A może nowoczesny styl życia? Tak! Najważniejsze jednak, że zdrowy.

„Puls Biznesu”: Współczesny biznesmen to wysportowany biznesmen?

Prof. dr hab. Jerzy Woy-Wojciechowski, prezes Polskiego Towarzystwa Lekarskiego: Sprawność fizyczna pracowników firmy — szczególnie menedżerów, dyrektorów — to nie tylko ich osobista sprawa. To również wizytówka firmy. Odwiedziłem niedawno szpital amerykańskiej Marynarki Wojennej w San Diego. Wszędzie personel o znakomitych sylwetkach. Co trzy miesiące pracownicy przechodzą testy sprawnościowe. Admirał kierujący szpitalem mówi tak: kto nie dba o własne zdrowie, nie jest gotowy do służby.

To w wojsku. Zdrowi pracownicy to także element polityki korporacyjnej?

J.W.W.: Oczywiście! Wysportowana sylwetka dyrektora to czytelny sygnał: reprezentuję nowoczesną, dynamiczną firmę, która dba o rozwój. Jestem aktywny. Świadczy o tym nie tylko dobrze skrojony garnitur czy garsonka, markowe kosmetyki. Istotne jest zgrabne ciało. Nadwaga kojarzy się z biernością. A ta nie należy do cech nowoczesnego biznesmena. Odwiedzając kilka przedsiębiorstw w USA, ze zdziwieniem stwierdziłem, że w kraju, gdzie ludzie mają tak duże problemy z otyłością, większość osób na kierowniczych stanowiskach może pochwalić się zgrabną, wysportowaną sylwetką. Otyłość postrzegana jest jako brak elegancji.

Czy moda zza oceanu dotarła także do nas?

J.W.W.: Myślę, że ta tendencja zdobywa ciągle nowych entuzjastów. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że intensywne życie zawodowe to nie wszystko. Że konieczna jest równowaga, czas na aktywność fizyczną. W coraz liczniejszych polskich firmach organizowane są specjalne programy dla pracowników. Proponuje się karnety na siłownię czy na basen. Dobrym przykładem są firmy Curtis Group Zbigniewa Niemczyckiego: co 3 miesiące każdy z pracowników przechodzi kompleksowe badania. A do zadań lekarza należy nie tylko przepisywanie lekarstw, ale także zachęcanie pracowników do sportowej aktywności. Coraz więcej przedsiębiorstw angażuje się w różnorakie branżowe albo firmowe rozgrywki w różnych dyscyplinach sportowych. Często słyszymy o bardziej lub mniej prestiżowych ligach i zawodach. Jaki w tym interes firmy? Zdrowy pracuje lepiej!

Jaki sport najczęściej pozwala biznesmenom oderwać się od korporacyjnej rzeczywistości?

J.W.W.: Amerykanie szczególnie upodobali sobie golfa — od zawsze kojarzonego z prestiżem i wyższymi sferami. Ze zdrowotnego punktu widzenia sprawdza się świetnie: wyjątkowo długi spacer na świeżym powietrzu, zdrowy ruch, okazja do rozmów i swobodnego kontaktu z innymi ludźmi. W Polsce ludzie biznesu najczęściej spędzają czas na korcie tenisowym, w pływalni albo na rowerze.

Sport to także sposób na stres.

J.W.W.: Najlepszy. Długotrwałe i nadmierne napięcie powoduje spadek zdolności koncentracji. Niezbędny jest pewien dystans do spraw zawodowych! Nie zapewnią tego żadne pigułki ani tym bardziej kawa czy papieros. Spokój i powrót do równowagi najlepiej osiągnąć właśnie przez intensywny wysiłek fizyczny. Kiedy soma pracuje, psyche odpoczywa. Polecam długi, samotny, spacer. Łatwiej wtedy zapomnieć i odreagować to, co powoduje stres. Ważne tylko, by… nie “iść” na ten spacer samochodem! Bo i z takimi nawykami się spotkałem.

Adrenalina w pracy — i po pracy?

J.W.W.: To zależy od upodobań. Dla mnie sportem ekstremalnym jest surfing na Bałtyku. Ktoś inny potrzebuje silniejszych bodźców. Ale człowiek, którego codzienna praca to kierowanie firmą, podejmowanie strategicznych decyzji, nie narzeka na brak adrenaliny. Po pracy lepiej zwolnić obroty.

Kiedy zabiegany, zapracowany przedsiębiorca ma na to wszystko znaleźć czas?

J.W.W.: To już tylko kwestia dyscypliny i rozsądnego gospodarowania godzinami. Często radzę ludziom biznesu, by o swoim ciele i zdrowiu pomyśleli jak o własnym samochodzie. Organizm wymaga pielęgnacji. Ruch to ładowanie „życiowych akumulatorów”.