Złoty stracił kotwicę, ale daleko nie odpłynie

Spadająca dynamika inflacji wpłynie na złotego i polskie obligacje. Rewolucji jednak nie będzie.

Półtora grosza do euro i grosz do amerykańskiego dolara stracił wczoraj złoty bezpośrednio po publikacji przez GUS wstępnych danych o inflacji konsumenckiej w marcu 2018 r. Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w marcu 2018 r. wzrosły o 1,3 proc., licząc rok do roku, i spadły o 0,1 proc. w stosunku do lutego. Nici więc z oczekiwanego przez ekonomistów przyspieszenia inflacji. Widać to zresztą nie tylko po złotym, ale również po wycenie polskich obligacji. Rentowność 10-letnich papierów skarbowych polskiego rządu otarła się wczoraj o 3,1 proc., podczas gdy w lutym przekraczała 3,5 proc. (im wyższa rentowność, tym obligacje są tańsze).

Zobacz więcej

Fot. Fotolia

Już w lutym inflacja konsumencka spadła o 0,2 proc. w stosunku do stycznia, choć wzrost liczony rok do roku wynosił jeszcze 1,4 proc. Reakcję rynku nietrudno więc wytłumaczyć.

— Widać, że Rada Polityki Pieniężnej dostaje kolejny argument, by utwierdzać się w swoim przekonaniu, że podwyżki stóp procentowych nie będą potrzebne — mówi Kamil Maliszewski, analityk mBanku.

Niewielka przecena

Obserwatorzy rynku walutowego nie spodziewają się jednak drastycznej przeceny złotego. Spodziewają się raczej powrotu kursu do poziomu z drugiej połowy 2017 r., ale sprzed informacji o tym, że w listopadzie inflacja po raz pierwszy od pięciu lat osiągnęła cel NBP. Złoty nie powinien więc stracić więcej niż kilka do małych kilkunastu groszy wobec euro i amerykańskiego dolara. DM TMS Brokers zakłada, że na koniec roku będziemy płacili za euro 4,30 zł, a za dolara — 3,47 zł. Według mBanku będzie to — odpowiednio — 4,10 oraz 4,33 zł. Natomiast DM Banku Ochrony Środowiska szacuje cenę euro na 4,25 zł i więcej, unikając jednocześnie prognozowania kursu złotego wobec dolara w tak długiej perspektywie.

— Kapitał portfelowy nie zacznie z Polski uciekać, ale nie ma też nic, co by go zachęcało do tego, by do Polski napływać — podsumowuje Konrad Białas, główny ekonomista DM TMS Brokers.

W tej sytuacji złoty staje się bardziej podatny na zawirowania płynące z rynków międzynarodowych.

— Dla złotego najważniejsze stają się teraz globalne nastroje. Jeżeli one będą się pogarszały, to złoty będzie się słabiej bronił — uważa Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ.

— Po szacunkach inflacji złoty stracił do głównych walut 0,2-0,3 proc. To była reakcja na dane, ale pytanie, na ile w tej reakcji było zawarte równoczesne pogorszenie sentymentu do rynków wschodzących ogółem — zastanawia się Kamil Maliszewski.

Rentowność wzrośnie

Oddalająca się perspektywa podwyżek stóp procentowych w naturalny sposób wzmaga popyt na już wyemitowane obligacje, bo zmniejsza prawdopodobieństwo pojawienia się nowych serii z wyższym kuponem. Tak można wytłumaczyć wczorajszą reakcję rynku długu. PKO Bank Polski nie rewiduje jednak wcześniejszej prognozy, w myśl której na koniec roku rentowność polskiego długu będzie wynosić 3,5-3,6 proc. Podobnie mBank, który pod koniec roku widzi rentowności na poziomie 3,6 proc.

— Myślę, że obecne wyceny obligacji to tzw. kupowanie na górce. W drugiej połowie roku inflacja powinna się zwiększyć, a w 2019 r. Rada Polityki Pieniężnej jednak podniesie stopy procentowe — mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku.

Z drugiej strony, wzrost stóp procentowych w strefie euro czy Stanach Zjednoczonych będzie podkopywał atrakcyjność polskich papierów rządowych. Mirosław Budzicki z biura strategii rynkowych PKO BP uważa jednak, że akurat ten element będzie równoważony przez spadek podaży polskiego długu, wynikający z dobrej sytuacji budżetu państwa.

— W całym 2017 r. spodziewamy się lekko negatywnego wpływu rynków bazowych na rentowność polskich obligacji. Wzrostu rentowności możemy się jednak spodziewać dopiero w drugiej połowie roku. Dotychczas zakładaliśmy, że podaż polskich obligacji skarbowych wyniesie w kwietniu 12 mld zł, a od maja do sierpnia po około 6 mld zł miesięcznie. Ostatnie dane wskazują jednak, że te szacunki mogą zostać skorygowane w dół. Może się okazać, że miesięczna podaż zamiast 6 mld zł wyniesie 4-5 mld zł, a w wakacje w ogóle jej nie będzie — tłumaczy Mirosław Budzicki. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Złoty stracił kotwicę, ale daleko nie odpłynie