Związki zawodowe w handlu rosną w siłę

opublikowano: 04-02-2013, 00:00

Organizacje pracownicze wysłały pracodawcom zaproszenie do dialogu. Obawiają się, że pozostanie bez odpowiedzi.

Związki zawodowe też idą z duchem czasu. Przez lata organizacje takie jak Solidarność były najsilniejsze w wielkim państwowym przemyśle: hutach, stoczniach, kopalniach czy fabrykach samochodów. Teraz coraz więcej związkowców to kasjerki, magazynierzy i inni pracownicy wielkich sieci handlowych, zazwyczaj mających centralę za granicą.

— W dużych sieciach handlowych jest już niemal 20 tys. członków związku. Rośnie zainteresowanie pracowników — ostatnio powstała organizacja w Lidlu, która ma teraz swoje pięć minut i szybko rośnie w siłę — mówi Kacper Stachowski z działu rozwoju związku NSZZ Solidarność. Nie chce ujawniać liczebności organizacji związkowych w poszczególnych sieciach, ale wiadomo, że w Realu do Solidarności należy około 2,5 tys. pracowników, w Kauflandzie — 2 tys., w Carrefourze — 1,5 tys., a w Biedronce — 1 tys. Według szacunków związku, w polskich oddziałach zagranicznych sieci handlowych pracuje 400 tys. osób, z czego około 250 tys. — w sklepach wielkopowierzchniowych. Dlaczego przyłączają się do związków?

— Słabo opłacani pracownicy sieci handlowych są nadmiernie obciążani — muszą wykonywać wiele zadań przy kasie, w hali sprzedaży czy w magazynie, które powinny być rozdzielane między różnych pracowników. W ostatnich latach maleje zatrudnienie w poszczególnych sklepach, a etatowi pracownicy zastępowani są przez nabór z agencji pracy tymczasowej — wylicza problemy Kacper Stachowski. Działający w związkach pracownicy handlu rzadziej od ich kolegów z innych branż biorą się za podpalanie opon na warszawskich ulicach, a częściej chwytają za pióro. Związkowcy z Tesco — zrzeszeni w Solidarności, Sierpniu 80, OPZZ Konfederacji Pracy i Związku Zawodowym Pracowników Handlu — niedawno opublikowali wspólną „Listę postulatów na 2013 r.”. Są na niej m.in. propozycja podwyżki płac (o 10 proc. dla szeregowych pracowników i o 5 proc. dla kierowników) oraz zniesienie ich regionalizacji, czyli odmiennego wynagradzania pracowników w różnych sklepach.

— Podejście do związkowców nie jest takie samo we wszystkich sieciach handlowych — w części z nich możemy liczyć na dialog na poziomie poszczególnych zakładów pracy, z częścią (np. z Tesco i Jyskiem) jesteśmy w sporze zbiorowym — mówi Kacper Stachowski.

Jedno, zdaniem Solidarności, jest jednak wspólne dla wszystkich sieci — brak chęci prowadzenia dialogu sektorowego ze związkowcami.

— Nie możemy doprosić się spotkania z całą branżą, na którym moglibyśmy przedstawić postulaty. W połowie lutegoorganizujemy branżowe spotkanie przy udziale UNI Commerce, czyli europejskiej centrali związków pracowników handlu. Na razie sieci nie określają się, czy wezmą w nim udział, i boimy się, że nie dojdzie ono do skutku — mówi Kacper Stachowski. Andrzej Faliński, dyrektor generalny zrzeszającej sieci handlowe Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, deklaruje, że weźmie udział w organizowanym przez związki spotkaniu — podkreśla jednak, że „nie tędy droga”.

— Z punktu widzenia sieci handlowych „dialog sektorowy” nie rozwiąże żadnych problemów i będzie tylko generował konflikty. Nie da się ustalić jednolitej polityki wobec wszystkich pracowników handlu, bo różnice między np. hipermarketami i sklepami franczyzowymi są zbyt wielkie. Dialog trzeba prowadzić na poziomie konkretnych sklepów albo w ramach Komisji Trójstronnej rząd — pracodawcy — związkowcy — mówi Andrzej Faliński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu