A na mundialu miało być tsunami

Chyba mało kto nie poddał się mundialowemu szaleństwu. Teraz najbardziej opalony wicepremier podmienił w swoim powiedzonku Balcerowicza na Janasa, a my wszyscy powtarzamy: „A nie mówiłem, że tak będzie, jak nie wziął Dudka?”. Mogłoby się wydawać, że to wyjątkowo nie-HR-owy temat, gdyby nie to, że trener poza zarządzaniem pracą (treningiem zawodników), jak każdy menedżer, odpowiada również za politykę w zespole i triki personalne. Przed każdym trudnym projektem szuka się czynników sprzyjających sukcesowi przedsięwzięcia. Podstawowym jest zawsze dobry zespół, czyli zgrany, ale przede wszystkim zmotywowany. I dlatego rozumiem decyzję Pawła Janasa. Stanął przed częstym dylematem — wybrać „młode wilki”, ambitnych, zmotywowanych, ale niedoświadczonych członków zespołu czy też zblazowane gwiazdy o ego tak rozdętym, że nie mieści się już na płycie stadionu, ale za to niewątpliwie zahartowane w bojach. Można się zgodzić, że projekt nie wypalił, ale kto wie, czy skład, który wszyscy obstawialiśmy, nie dałby Niemcom koszykarskiego wyniku?

A na mundialu miało być tsunami

Stefan Kowalski
opublikowano: 26-06-2006, 00:00

Chyba mało kto nie poddał się mundialowemu szaleństwu. Teraz najbardziej opalony wicepremier podmienił w swoim powiedzonku Balcerowicza na Janasa, a my wszyscy powtarzamy: „A nie mówiłem, że tak będzie, jak nie wziął Dudka?”. Mogłoby się wydawać, że to wyjątkowo nie-HR-owy temat, gdyby nie to, że trener poza zarządzaniem pracą (treningiem zawodników), jak każdy menedżer, odpowiada również za politykę w zespole i triki personalne. Przed każdym trudnym projektem szuka się czynników sprzyjających sukcesowi przedsięwzięcia. Podstawowym jest zawsze dobry zespół, czyli zgrany, ale przede wszystkim zmotywowany. I dlatego rozumiem decyzję Pawła Janasa. Stanął przed częstym dylematem — wybrać „młode wilki”, ambitnych, zmotywowanych, ale niedoświadczonych członków zespołu czy też zblazowane gwiazdy o ego tak rozdętym, że nie mieści się już na płycie stadionu, ale za to niewątpliwie zahartowane w bojach. Można się zgodzić, że projekt nie wypalił, ale kto wie, czy skład, który wszyscy obstawialiśmy, nie dałby Niemcom koszykarskiego wyniku?

To mimo wszystko nie jest felieton o piłce nożnej, ale o wadze motywacji w podejmowaniu decyzji personalnych. Słuchając komentarzy telewizyjnych i dyskusji barowych, uświadomiłem sobie, że pierwszy raz biznes lepiej tłumaczy życie niż odwrotnie. Bo przecież do zespołu zadaniowego, który ma działać na nowym, trudnym polu, najczęściej wybiera się młode, zapalone głowy i daje światłego mentora. Natomiast do działań na dobrze poznanym, solidnie obsadzonym przez konkurencję rynku powinno się delegować najlepszych, najbardziej doświadczonych specjalistów.

Młody, ambitny człowiek zaangażuje się w każdy projekt, który pozwoli mu wypłynąć. Ma do czego dążyć i o co walczyć. Mogą się pojawić niepowodzenia wynikające z braku doświadczenia, ale entuzjazmem da się wiele naprawić. Zresztą na nowych polach jest mniej do stracenia.

Wróćmy do biało-czerwonych. Gdybyśmy wyszli z grupy, to przyszłe kontrakty młodych wilków nabrałyby wysokości budżetów szpitali w Polsce. Teraz mają do stracenia tylko kwoty płac w prywatnej służbie zdrowia. Weteranom zwykle wygodnie jest wygrzewać się w słoneczku osiągniętych sukcesów. Dla neurochirurga nie jest wyzwaniem usunięcie wyrostka robaczkowego, a młodociany chirurg nie powinien dostać szansy entuzjastycznej operacji na otwartym mózgu.

Każdy menedżer musi ocenić, co zadecyduje o powodzeniu jego projektu — czy wiedza ekspercka okupiona mniejszą elastycznością czy tsunami pomysłów, zaangażowania i entuzjazmu za cenę możliwych strat na dziewiczej plaży. Tym razem naszym wyszedł ciut za krótki przypływ, a nie wysoka fala.

Stefan Kowalski, konsultant FPA Group

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stefan Kowalski

Polecane