Afera pierścionkowa wciąga inwestora

Taki Cartier — byle błyskotka, a przy oświadczeniu majątkowym byłby kłopot. Logo Cartiera może podnieść wartość błyskotki o kilkaset procent

Marilyn Monroe, szerokie czerwone schody i dopasowana różowa suknia to elementy obrazka, który w kontekście kamieni szlachetnych przywoływany jest tak sztampowo, że aż trudno coś więcej z niego wyciągnąć. Dla dobra portfela warto się jednak postarać, bo oprócz obserwacji, że diamenty są najlepszymi przyjaciółmi kobiet, z ust tytułowej blondynki pada kilka istotnych wskazówek. W pewnym momencie otoczona ciasnym wianuszkiem mężczyzn Marilyn Monroe rzuca kolejno nazwiska — Tiffany, Cartier — odchyla głowę i rozkłada ręce w landrynkowych rękawiczkach — mów do mnie, Harry Winston, powiedz mi o tym wszystko… Wygląda zupełnie, jakby czytała katalog, bo na aukcjach kolekcjonerskiej biżuterii to właśnie jedne z tych sygnatur, które najbardziej podnoszą rynkową wartość. Jeśli więc inwestor wybiera gwiazdkowy prezent, przy większym zaangażowaniu kapitału może postawić na dobrze rokujące logo — o ile tylko ma pewność, że w długim terminie świecidełko nie przestanie być składnikiem jego majątku.

NIE MOJA BROSZKA: Ceny na zagranicznych aukcjach są stosunkowo wysokie, ale nie zawsze siedmiocyfrowe — przykładowa brosza Van Cleef & Arpels z lat 90. osiągnęła równowartość 29 tys. zł.

BEZ SKAZY: Pierścionek ze szmaragdem od Cartiera został wylicytowany 7 grudnia do 1,1 mln USD (4,6 mln zł) mimo tzw. inkluzji, bo szmaragdy idealnie przejrzyste są zwykle syntetyczne. [FOT. CHRISTIE’S]

Van da 300 proc.

Biżuteria sygnowana to taka, która na spodzie lub — w przypadku pierścionka — na wewnętrznej stronie, ma wygrawerowany podpis producenta. Chociaż dzisiaj umieszczanie logo nie wydaje się niczym nadzwyczajnym, za początek praktyki przyjmuje się lata 60. XIX wieku, czyli zalążki ruchu Arts and Crafts, usilnie łączącego użytkowość z ozdobnościąrzemiosła. Wczesnymi, a przy tym rozpoznawalnymi przykładami mogą być przedmioty opuszczające warsztat René Lalique’a, kojarzonego przede wszystkim z wartościowymi szkłami. Oglądając którąś z jego wymyślnie secesyjnych ozdób w kształcie ważki, można jednak zapytać, jakie taka sygnatura może mieć znaczenie dla ceny, skoro i tak wiadomo, kto jest autorem. David Warren, zajmujący się międzynarodowym rynkiem biżuterii w Christie’s, twierdzi, że oznakowanie jest wręcz wymiernie istotne, bo w przypadku niektórych czołowych warsztatów sygnatura dodaje do ceny od 50 proc. do nawet 300 proc. Jako jeden z przykładów takiej sytuacji ekspert wymienia bransoletę z lat 20., którą ze względu na atrakcyjne, chociaż trochę nietypowe wzornictwo wycenił w przedziale 8-12 tys. GBP (43-64 tys. zł). Kiedy po latach powrócił do badań, zwrócił uwagę na ledwo widoczne zarysy liter słowa „Van” — które mogły być początkiem „Van Cleef & Arpels”, a więc sygnatury bardzo mile widzianej. Wraz z wysłaniem fotografii do producenta bransoleta okazałasię być markowym, rzadkim przykładem poszukiwanego przez kolekcjonerów stylu art déco, który w efekcie sprzedano nie za kilka, tylko za 250 tys. GBP (1,3 mln zł). Dla przebicia tych rozmiarów warto nawet skorzystać z rady ekspertów i zainwestować w lupę.

Z wysokiego C

Mimo że Van Cleef & Arpels nie pojawia się w ekstatycznym wystąpieniu Marilyn Monroe, wymieniany jest wśród tych warsztatów jubilerskich, których sygnatura rzeczywiście może podnosić cenę — podobnie jak wspomniani Cartier i Harry Winston, ale też m.in. Lalique czy Fabergé. W przypadku najbardziej cenionych producentów można być pewnym jakości, ale trzeba pamiętać, że inwestycyjny potencjał zależy głównie od cech konkretnego obiektu. Kiedy produkcja jest tak wydajna jak u Cartiera, biżuteria o bardzo tradycyjnych wzorach zyskuje dzięki sygnaturze, ale niekoniecznie sporo, natomiast jeśli mowa o najbardziej rozchwytywanych wyrobach marki — jak seria „Tutti Frutti” z lat 20. — cenę można podawać w milionach.

W związku z tym, że lata 20. pojawiły się już wcześniej, dobrze też spytać o wiek, a konkretnie o minione style, które obecnie są najwyżej wyceniane. Tak na świecie, jak i w Polsce od lat największy popyt zgłaszany jest na art déco — styl z międzywojnia, który najszybciej rozpoznamy po prostych, geometrycznych podziałach. Zaraz za nim wymienia się m.in. belle époque sprzed pierwszej wojny, w ramach której rozwinęła się stylistyka art nouveau, ujmująca wszystko w płynny, dekoracyjny kontur. Chociaż wiek nie jest dla wyceny aż tak istotny jak warsztat, potwierdzenie autentyczności i tak jest kluczowe, bo biżuteria może być przecież w stylu art déco, będąc późniejszą kopią — dlatego warto zwrócić uwagę, czy na certyfikacie sprzedawcy są jakieś przybliżone daty. Przeglądając częste w grudniu aukcje biżuterii, lepiej też uważać na złudnie ulepszające zmiany, takie jak wzbogacanie o dodatkowe kamienie czy zrobienie z jednego naszyjnika trzech. Ze względu na uszkodzenia przeróbki tego typu bywają konieczne, ale potencjał związany z logo może wtedy zniknąć nawet w całości. Lupa i zaufanie do pośrednika są więc podstawą, bo — jak zaznacza David Warren — czasami wystarczy dostrzeżenie przypominającego rysę „C”. Oprócz nieczytelnej litery na jednej z oglądanych przez eksperta bransolet przebijał też strzępek „Par”, który po konsultacji z jubilerem został rozwinięty w Cartier Paris. Cena sprzedaży wyniosła 3 mln USD (12,6 mln zł), a bez sygnatury szacowano ją na połowę tej stawki. Żeby jednak nie popadać w przesadę, lupę można też wykorzystać do stwierdzenia, że na błyskotce jest podpis Cartiera, ale taki, którego obecność, zamiast podwyższać, obniża wartość. Sygnatura, która nie licuje z wiekiem obiektu — nie jest ani trochę zatarta albo ma nieodpowiedni krój pisma — została prawdopodobnie dodana później, co oznacza zwykle falsyfikat. Logo, które wygląda, jakby zostało wczoraj wyryte, nie da z pewnością zarobić w długim terminie — co najwyżej zaoszczędzić w krótkim, jeśli prezent pod choinkę ma być efektowny, a związek może okazać się przelotny. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Afera pierścionkowa wciąga inwestora