Ameryka szykuje się do potyczki o parmezan i fetę

Łukasz RawaŁukasz Rawa
opublikowano: 2025-05-05 20:00

W ubiegłym roku eksport serów z USA do Unii Europejskiej był wartościowo ponad 200 razy mniejszy niż import z Europy. Amerykanie twierdzą, że to przez unijny system ochrony lokalnych producentów, który blokuje międzynarodowe koncerny.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • dlaczego Stany Zjednoczone krytykują unijny system ochrony nazw geograficznych
  • jakie działania planują podjąć w odpowiedzi na europejskie regulacje dotyczące oznaczeń geograficznych
  • jak spór o sery może wpłynąć na polskich i unijnych eksporterów
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Biuro Przedstawiciela Handlowego USA (USTR) opublikowało raport dotyczący ochrony własności intelektualnej. Jego autorzy twierdzą, że europejski system chroniący takie nazwy jak Feta czy Parmigiano Reggiano to nic innego jak zamknięcie drzwi przed firmami spoza UE. Według Amerykanów te nazwy już dawno przestały być geograficzne, stając się uniwersalne. Dlatego irytuje ich, że unijny system faworyzuje lokalnych producentów kosztem globalnych koncernów oraz blokuje użycie nazw uznawanych w Stanach Zjednoczonych za powszechne.

USTR twierdzi, że konieczność umieszczania na opakowaniach sera oznaczeń typu „parmesan-style” czy „imitation feta” to nie tylko dodatkowe koszty dla producentów, ale też zamieszanie dla klientów. Co więcej, Europa ignoruje standardy międzynarodowe, takie jak np. te przyjęte przez Codex Alimentarius. Chodzi m.in. o duńskie sery havarti czy danbo, które produkowane są na całym świecie, ale tylko w UE są chronione.

Amerykanie nie kryją niezadowolenia, zwłaszcza że w 2024 r. UE sprzedała do USA sery za 1,4 mld USD, podczas gdy USA do Europy zaledwie za 6,3 mln USD — wynika z raportu USTR. Tymczasem Bruksela coraz śmielej rozszerza ochronę oznaczeń geograficznych na kolejne kategorie — nie tylko jedzenie, ale też ceramikę, szkło czy tekstylia. Zdaniem USA to niebezpieczny precedens.

Amerykanie zapowiadają ofensywę dyplomatyczną. Będą działać w relacjach dwustronnych oraz na forach międzynarodowych, takich jak WTO (Światowa Organizacja Handlu), FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa) czy WIPO (Światowa Organizacja Własności Intelektualnej). Celem ma być ochrona nazw stosowanych przez amerykańskich producentów i ograniczenie unijnych barier.

— Amerykańska presja może przynieść pewne taktyczne ustępstwa przy stole negocjacyjnym, ale nie spodziewam się rewolucji w przepisach dotyczących chronionych oznaczeń geograficznych — komentuje Marcin Hydzik, prezes Związku Polskich Przetwórców Mleka.

Tłumaczy, że dla UE to narzędzie ochrony dziedzictwa kulturowego, jakości i lokalnej gospodarki. Ochrona nazw służy także budowaniu wartości, a dla krajów takich jak Francja, Włochy czy Grecja to sprawa wręcz narodowej dumy. Podkreśla, że dzięki ochronie nazw produkty europejskie uzyskują wyższą cenę na rynkach światowych, a to atut, z którego się nie rezygnuje.

Według danych Eurostatu w ubiegłym roku Polska wyeksportowała do USA 1,7 tys. t serów, czyli o 5,6 proc. mniej niż rok wcześniej, a cały eksport serów z UE do USA sięgnął prawie 142 tys. t, co oznacza wzrost o 12,2 proc.

— USA nie są dla polskich serowarów rynkiem kluczowym. W 2024 r. wyeksportowaliśmy łącznie 285,7 tys. t serów i twarogów, więc 1,7 tys. t wysłanych do Ameryki to margines. Oczywiście dla niektórych firm utrata tego kierunku może być bolesna, bo trzeba będzie gdzieś tę masę towarową ulokować. Zważywszy jednak na to, że nasi główni odbiorcy są w UE, wpływ potencjalnych sankcji będzie raczej ograniczony — mówi Marcin Hydzik.