Na Wall Street wróciła zmienność z marca, która przesądziła o tym, że rozpoczynający 2020 rok kwartał był najgorszy co najmniej od 12 lat. Amerykańscy inwestorzy reagują sprzedażą akcji na doniesienia pokazujące nasilanie się epidemii koronawirusa w USA i oddalanie momentu rozpoczęcia wychodzenia z obecnego kryzysu. Prezydent Donald Trump zapowiedział, że zbliżające się dwa tygodnie będą „bolesne”, co nie poprawiło nastrojów. Liczba przypadków zakażenia wirusem przekroczyła w środę 200 tys. Gubernator Florydy polecił mieszkańcom stanu pozostać w domach, a gubernator stanu Nowy Jork dał do zrozumienia, że szczyt epidemii może nastąpić dopiero pod koniec kwietnia. Opublikowane w środę dane o aktywności amerykańskiego przemysłu w marcu zawierały niepokojące sygnały. Wskaźniki nowych zamówień i zatrudnienia spadły najniżej od 2009 roku. Umacniał się dolar, drożały obligacje skarbowe. Taniało złoto. Kurs ropy spadał, ale straty zmniejszyła zapowiedź spotkania w piątek prezydenta Trumpa z szefami największych spółek naftowych, podczas którego ma być mowa o pomocy branży.

Podaż przeważała we wszystkich 11 głównych segmentach S&P500. Najmocniej taniały spółki użyteczności publicznej, nieruchomości i finansowe. Wyraźnie mniej niż rynek spadał jedynie segment dostawców dóbr codziennego użytku. Na koniec sesji taniało aż 96 proc. spółek wchodzących w skład S&P500. Z 30 blue chipów wchodzących w skład średniej Dow Jones wartość tylko jednego nie spadła. Jak wcześniej w ubiegłym miesiącu rynek najmocniej przeceniał akcje Boeinga (-12 proc.). Kolejne pod względem spadku kursu były spółki finansowe: American Express (-9 proc.) oraz banki JP Morgan i Goldman Sachs (po -6 proc.). Najmniej taniejącym blue chipem był dostawca szerokiej gamy produktów codziennego użytku Procter & Gamble (-0,6 proc.). Jako jedyny drożał w środę Walmart (0,5 proc.), właściciel największej w USA sieci supermarketów.