Aptekarska regulacja to deregulacja

Kontrowersyjną regulacją rynku zajmie się komisja ds. deregulacji. Dziś pierwsze czytanie ustawy, która ma oddać rynek aptekarzom.

Farmacja nie ma nic wspólnego ze zdrowiem — przynajmniej w Sejmie. Szeroko opisywany w „PB” poselski projekt ustawy, odbierającej niefarmaceutom prawo otwierania aptek, został przygotowany jesienią w zdominowanym przez PiS parlamentarnym zespole ds. regulacji rynku farmaceutycznego. Teraz zajmie się nim niewielka sejmowa komisja nadzwyczajna ds. deregulacji, która do tej pory pracowała jedynie nad przygotowanym przez Ministerstwo Rozwoju pakietem „100 zmian dla firm”. Na dziś zaplanowano pierwsze czytanie.

— To jest rzecz niesłychana, zwróciłem się do marszałka z pytaniem, dlaczego ustawa, która w bezpośredni sposób dotyczy zdrowia Polaków, trafia do komisji ds. deregulacji. W ostatnich czasach to już kolejny przykład projektu ustawy, która mimo związku ze zdrowiem jest kierowana do innych komisji — mówi Bartosz Arłukowicz, poseł PO, były minister i szef sejmowej komisji zdrowia.

W komisji zdrowia partia rządząca nie ma większości głosów, nie ma też w niej stanowiska przewodniczącego, który może wpływać na tempo i przebieg procesu legislacyjnego. Inaczej jest w komisji ds. deregulacji, której przewodniczy Wojciech Murdzek z PiS, a 7 z 13 miejsc zajmują posłowie partii rządzącej.

Większa regulacja

Tymczasem projekt zmian w prawie farmaceutycznym to nie tyle deregulacja, ile zwiększona regulacja rynku i zamknięcie dostępu do niego dla wszystkich, którzy nie są farmaceutami. Przypomnijmy, że zgodnie z zapisami projektu nowe apteki — maksymalnie cztery — będą mogli otwierać w Polsce tylko farmaceuci lub kontrolowane przez nich spółki. Oznacza to zamrożenie istniejącego rynku, na którym działa 14,5 tys. aptek, z czego około 40 proc. należy do sieci z polskim lub zagranicznym kapitałem.

Projekt zdecydowanie popiera zrzeszająca farmaceutów Naczelna Izba Aptekarska, a równie zdecydowanie krytykują go przedstawiciele sieci aptekarskich. Podobne rozwiązania funkcjonują m.in. we Francji i w Niemczech. „Państwo członkowskie może uznać, że w odróżnieniu od placówki prowadzonej przez farmaceutę, prowadzenie apteki przez nie-farmaceutę może stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego, ponieważ osiąganie zysków w ramach prowadzenia apteki nie jest ograniczane czynnikami, które charakteryzują działalność farmaceutów, takimi jak wykształcenie, doświadczenie zawodowe i odpowiedzialność, jaka na nich ciąży. Jak uznał TSUE, państwa członkowskie mogą (...) zastrzec prawo do detalicznej sprzedaży produktów leczniczych dla farmaceutów ze względu na gwarancje, jakie oni powinni zapewniać, i informacje, które powinni być w stanie przekazać konsumentom” — głosi opinia Biura Analiz Sejmowych, dołączona do projektu.

Kontrowersyjne kryteria

Biuro zwraca jednak uwagę, że jedna z proponowanych zmian może być uznana za sprzeczną z prawem unijnym. Chodzi o wprowadzenie kryterium demograficznego i geograficznego przy otwieraniu nowych aptek. Zgodnie z nim nową aptekę będzie można otworzyć tylko wtedy, gdy w danej gminie na istniejącą placówkę przypada więcej niż 3 tys. mieszkańców, a odległość do działającej apteki przekracza 500 m. „Jako przedstawiciel wnioskodawców informuję, że projekt wywołuje korzystne skutki społeczno-gospodarcze i pozytywne skutki finansowe dla budżetu państwa” — podkreślił Waldemar Buda, poseł PiS i inicjator projektu. Do zamknięcia tego wydania „PB” nie otrzymaliśmy odpowiedzi od Marka Kuchcińskiego, marszałka Sejmu, na nasze pytania o to, dlaczego projekt trafił właśnie do komisji ds. deregulacji. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Aptekarska regulacja to deregulacja