Jean-Andre Barbosa, nowy szef Arevy w Polsce, zaczyna pracę w momencie, w którym program jądrowy w Polsce wchodzi w impas. Premier Donald Tusk przyznał już oficjalnie: „miejsce dla energetyki jądrowej się znajdzie, ale w perspektywie odleglejszej, niż to planowaliśmy”. Na dodatek prezes PGE, czyli firmy realizującej narodowy program jądrowy, od pewnego czasu sygnalizuje, że jego firmę stać albo na inwestycje w łupki, albo na program jądrowy. A łącznie — nie.
![ATOM NA ZIELONO: Jean-Andre Barbosa, nowy szef Arevy w Polsce, mocno stawia na segment
zielonej energii. Podobnie jak cała grupa, na poziomie globalnym. Zaczęła w 2010 r., a już w ubiegłym
roku ten sektor generował 6 proc. obrotów koncernu. [FOT. WM] ATOM NA ZIELONO: Jean-Andre Barbosa, nowy szef Arevy w Polsce, mocno stawia na segment
zielonej energii. Podobnie jak cała grupa, na poziomie globalnym. Zaczęła w 2010 r., a już w ubiegłym
roku ten sektor generował 6 proc. obrotów koncernu. [FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/e494643d-033a-4038-90da-29ac23c64530/09e17485-75b4-57ac-93d7-c7111f1a10c4_w_830.jpg)
Poczeka, ile trzeba
Jean-Andre Barbosa, który właśnie objął polskie stery francuskiego koncernu, specjalizującego się w technologiach nuklearnych, nie czuje się jednak zaniepokojony. Będzie czekać tyle, ile trzeba.
— Naszym celem jest wzięcie udziału, wspólnie z naszym partnerem EdF, w przetargu na budowę polskiej elektrowni jądrowej. Uważamy, że mamy najlepszą technologię, bezpieczną i konkurencyjną. Nie mamy wątpliwości, że przetarg zostanie ogłoszony — deklaruje Jean-Andre Barbosa. Czy dziwi się, że inwestor, czyli PGE, nie pali się do wydawania pieniędzy na projekt jądrowy?
— To naturalne, że zaangażowane strony chcą zabezpieczyć swoje inwestycje. A w przypadku projektów jądrowych, wymagających poważnych nakładów finansowych, gwarancje muszą być szczególnie solidne. Warto przy tym wziąć pod uwagę fakt, że czas amortyzacji inwestycji jest bardzo długi, gdyż eksploatacja reaktora to zadanie zaprojektowane na 60 lat — przekonuje Jean-Andre Barbosa.
Podkreśla, że Areva nie widzi symptomów świadczących o wzroście niechęci do technologii jądrowych na świecie.
— Wiele krajów myśli o rozpoczęciu programu jądrowego. Nawet Arabia Saudyjska, światowy lider w produkcji i eksporcie ropy! A w samej Europie większość krajów popiera energetykę jądrową. Przypadek Niemiec [które realizują program odejścia od atomu — red.] jest raczej odosobniony — podkreśla Jean-Andre Barbosa.
Pomysł na wiatraki i biowęgiel
Na atomowy przetarg Areva nie czeka bezczynnie. Dostarcza paliwo do eksperymentalnego reaktora pracującego w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku. I myśli o… odnawialnych źródłach energii. W stronę zielonej energii zwrócił się zresztą w ostatnich latach cały koncern, na poziomie globalnym. I to już w 2010 r., czyli przed katastrofą w Fukushimie w 2011 r. W zeszłym roku ten sektor generował już 6 proc. globalnych obrotów firmy, które wyniosły ponad 9 mld EUR (przy stracie netto 99 mln EUR).
— To zgodne z naszą strategią, która zakłada aktywność w niskoemisyjnych technologiach dla energetyki — mówi Jean-Andre Barbosa.
W Polsce Areva widzi dla siebie dwa „zielone” sektory. Po pierwsze — morskie farmy wiatrowe. Koncern dostarcza już turbiny dla inwestorów w Europie i w fazie realizacji ma duże projekty o łącznej mocy 600 MW. W Polsce jednak Areva znów będzie musiała uzbroić się w cierpliwość. Projekty farm na Bałtyku są w powijakach, a rząd analizuje dopiero, na jaki poziom wsparcia go stać.
— To atrakcyjna technologia — innowacyjna, wydajna i kreująca miejsca pracy. Ponadto jest przewidywalna, bo na morzu wiatr jest silniejszy i stabilniejszy niż na lądzie — uważa Jean-Andre Barbosa.
Po drugie — biowęgiel. Areva ma własną technologię do produkcji tego paliwa z biomasy. Biowęgiel może być wykorzystywany w procesie spalania w elektrowniach konwencjonalnych.
— Ta technologia jest obecnie wprowadzana do przemysłowej i komercyjnej eksploatacji. Wydaje nam się, że mogłaby zostać wykorzystana w Polsce w celu obniżenia emisyjności polskich elektrowni — zaznacza Jean-Andre Barbosa.