Audyt w SKOK-u Jaworzno

opublikowano: 27-11-2018, 22:00

Due diligence w kasie wykazał brak procedur kredytowych, kontrolnych, bałagan w papierach i liczne przypadki udzielania kredytów osobom bez zdolności kredytowej

Przeczytaj artykuł i poznaj:

  • szczegóły audytu, 
  • kulisy odwołania prezesa Banku Pocztowego, który chciał SKOK Jaworzno ratować 
  • motywy, którymi kieruje się Alior Bank 

„Nie wińcie nas, nie jesteśmy bankiem. Ale mamy receptę na kryzys” — tak wczesną wiosną 2009 r. reklamowały się Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo- Kredytowe (SKOK). Czas pokazał, że uszczypliwe hasła, podobnie jak kłamstwa, miewają krótkie nogi. Sytuację w sektorze SKOK niemal równo dekadę po tamtej kampanii najlepiej obrazują liczby: 9 kas zostało przejętych przez banki, 11 upadło. Z 56 SKOK-ów istniejących przed trzema laty zostały 33. Co wywołało tsunami, które zdziesiątkowało rynek kas spółdzielczych? „PB” dotarł do raportu po due diligence przeprowadzonym w SKOK Jaworzno, który sporo wyjaśnia, jeśli chodzi o kuchnię spółdzielczego biznesu, ujawniając elementarne braki w systemie zarządzania, kontroli, nadzoru i ryzyka.

108 TYS. SPÓŁDZIELCÓW:
108 TYS. SPÓŁDZIELCÓW:
SKOK Jaworzno jest jedną z większych kas. Należy do niej ponad 100 tys. członków, a aktywa sięgają 0,5 mld zł. W całym systemie SKOK jest około 2 mln członków. Aktywa wynoszą 10 mld zł.
Fot. Dawid Markysz

Amatorski biznes

Spółdzielcze kasy zaczęły powstawać niemal 20 lat temu na bazie przyzakładowych kas zapomogowych dla pracowników, prowadzonych przez amatorów. Przypadek SKOK-u Jaworzno dowodzi, że pomimo upływu lat biznes był zarządzany w sposób nieprofesjonalny, bez odpowiednich procedur i należytej staranności, a chodzi o instytucję, która w pewnym momencie miała blisko 0,5 mld zł depozytów na bilansie. Jaworzno jest jednym z większych SKOK-ów, rodem ze Śląska, ale siecią oddziałów sięgająca sąsiednich województw. W 2016 r. KNF wprowadziłazarządcę komisarycznego do kasy ze względu na ponoszone przez nią straty i kurczące się kapitały. Biznesu nie udało się postawić na nogi i w tym roku nadzór zaczął szukać wśród banków chętnego do przejęcia jaworzniańskiego SKOK-u. To standardowa procedura wynikająca z ustawy o zasadach restrukturyzacji SKOK-ów. Jeśli nie uda się znaleźć chętnego na kasę, zostaje już tylko złożyć wniosek o upadłość.

Jaworzno miało szczęście i znalazł się zainteresowany — Bank Pocztowy (szczegóły procesu przedstawiamy w tekście obok), który wynajął firmę EY do przeprowadzenia audytu w kasie. 93-stronicowy dokument był gotowy na początku października tego roku. Został zrobiony na podstawie danych przekazanych przez SKOK i po rozmowach z pracownikami kasy. Zasadniczo celem audytu było stwierdzenie, czy portfel kredytowy jest odpowiednio zabezpieczony rezerwami, czy w szafach kasy nie ma trupów narażających przejmującego na ryzyko finansowe, prawne, reputacyjne. Due diligence miał wreszcie pomóc w oszacowaniu wielkości wsparcia finansowego z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, na jakie może liczyć bank z tytułu ratowania tego, co zostało z kasy.

Kredytowa wolna amerykanka

Wyniki audytu wykazały daleko posuniętą nonszalancję kasy w prowadzeniu polityki kredytowej, jeśli chodzi o ocenę wiarygodności klienta, zabezpieczenia i poziom dochodów. W Jaworznie dopiero od 2016 r. zaczęła być stosowana rekomendacja T KNF z 2013 r. nakazująca kalkulację wartości kredytu na podstawie wskaźnika wartości zadłużenia do dochodów klienta (DTI). Może on wynosić od 50 proc. do 65 proc. Ale nawet pomimo przyjęcia obowiązujących od dawna regulacji, SKOK prowadził liberalną politykę kredytową. Audytorzy stwierdzili, że za podstawę kalkulacji zdolności kredytowej analitycy w kasie brali wysokość miesięcznych kosztów wnioskującego na poziomie minimum egzystencji. W efekcie liczne były przypadki udzielania kredytów osobom bez zdolności kredytowej.

„Kontrola przeprowadzona przez audyt wewnętrzny wykazała, że proces kredytowy pozwalał w dużej mierze na subiektywna ocenę wniosku przez pracowników departamentu kredytowego” — czytamy w raporcie z due dilligence.

Doradcy SKOK-u Jaworzno udzielali kredytów, stosując tzw. odstępstwa od zwykłej procedury. W efekcie pieniądze trafiały do klientów, którzy nie udokumentowali źródeł dochodów bądź mieli nieregularne dochody. Zdarzało się, że w roli poręczycieli występowali członkowie najbliższej rodziny wnioskodawcy. Kasa udzielała kredytów hipotecznych emerytom lub osobom, które w okresie kredytowania przekroczą 75. rok życia. Wątpliwe były też zabezpieczenia. Audyt wykazał przypadki ustanowienia hipotek na nieruchomościach w budowie, wymagających remontu, zamieszkanych przez emerytów, samotną matkę z dwójką dzieci. Zdarzały się hipoteki z wpisem na drugim miejscu w księdze wieczystej, ze służebnością wobec klientów. Całość obrazu dopełniają braki w dokumentacji kredytowej. W księgach brakowało np. 44 weksli. Po poszukiwaniach zidentyfikowano większość z nich w różnych niewłaściwych miejscach. Pięciu weksli nie udało się znaleźć.

30 mln zł dodatkowych rezerw

Przeglądając księgi SKOK-u, audytorzy odnotowali powtarzające się kredyty, w przypadku których nie została zapłacona nawet pierwsza rata. Po zliczeniu wszystkich okazało się, że jest ich 124 na kwotę blisko 0,5 mln zł. Przeszło trzy razy (1,6 mln zł) wyższa jest suma kredytów zakwalifikowanych do kategorii wyłudzenia.

Jak się okazało, SKOK nie prowadził rejestru nadużyć ani procedur do oceny skali zjawiska. Sprawy wychodziły na jaw wówczas, kiedy dochodziło do procesu sądowego. Tu ciekawostka. Audytorzy natrafili na kredyt o wartości 12,6 mln zł, na który nie zostały zawiązane pełne rezerwy, mimo że kasa była w sporze sądowym z klientem, który zaprzestał spłaty zobowiązań.

W ogóle cała polityka tworzenia rezerw w kasie pozostawiała sporo do życzenia. Na koniec czerwca tego roku SKOK przeznaczył na rezerwy 47 mln zł. Audytorzy zalecili zawiązanie ok. 30 mln zł dodatkowych rezerw, przy czym jest to górny pułap, który zostanie osiągnięty, jeśli zmaterializuje się czarny scenariusz. Sporo jest bowiem niejasności np. w umowach zawieranych przez kasę z zależnymi spółkami, mocno podejrzanych z podatkowego punktu widzenia i ostateczny koszt zależy od nastawienia do sprawy fiskusa.

Ujemne kapitały

Audyt ocenia, że bank przejmujący SKOK w Jaworznie może liczyć na ok. 100 mln zł dotacji z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. W zamian weźmie na swój bilans około 230 mln zł kredytów (209 mln zł kredytów gotówkowych, 13,8 mln zł zabezpieczonych hipotecznie, 3,6 mln zł linii kredytowych, 2,6 mln zł kredytów hipotecznych). 65 proc. portfela ma termin zapadalności dłuższy niż 5 lat. Po drugiej stronie bilansu jest 348 mln zł depozytów (stan na koniec czerwca), z których 252 mln zł zapadnie do końca roku.

Fundusze własne kasy są ujemne i wynoszą –46 mln zł. Na minusie jest też wynik: –28,3 mln zł w 2016 r., –2,1 mln zł w 2017 r. i –4,3 mln zł w pierwszym półroczu 2018 r. SKOK Jaworzno ma 108 tys. członków.

Dwóch chętnych do kasy

Do przejęcia kasy z Jaworzna szykował się Bank Pocztowy, ale rada nadzorcza powiedziała „nie”. Teraz chętny jest Alior.

Późnym wieczorem 17 października rada nadzorcza odwołała Sławomira Zawadzkiego z funkcji prezesa Banku Pocztowego. Decyzja mocno zaskakująca, bo ten niczym szczególnym podczas dwuletniej kadencji nie wyróżnił się, ani też niczym większym nie podpadł. Sławomir Zawadzki jest człowiekiem osadzonym w środowisku obecnej władzy, pracował ze Sławomirem Skrzypkiem oraz w warszawskim ratuszu jako szef biura inwestycji za kadencji Lecha Kaczyńskiego. Dlaczego stracił ciepłą posadę? Udało nam się poznać kulisy dymisji.

Sprzątanie po SKOK-ach

W 2014 r. ówczesny nadzór bankowy zaczął naciskać na prezesów dużych banków, żeby aktywnie włączyli się w proces restrukturyzacji sektora SKOK i przejmowali kasy stojące na krawędzi bankructwa. Bankowcy zaczęli bronić się rękami i nogami przed kukułczym jajem, gdyż pożytek z przejmowanego biznesu był niewielki, a negatywne skutki zaangażowania w likwidację politycznie umocowanych instytucji znaczne. Szefowie największych banków napisali do nadzoru pismo sugerując powołanie „bad SKOK-u”, na wzór bad banków tworzonych w Europie, który przejąłby złe aktywa sektora i zajął się ich restrukturyzacją. Nic z tego nie wyszło, ponieważ nadzór nie przystał na plan. Poza tym z frontu oporu zaczęli wyłamywać się bankowcy.

Pierwszy był Alior, który jesienią 2014 r. sprawnie posprzątał po SKOK-u św. Jana z Kęt. Potem przejął jeszcze dwa SKOK-i. Okazało się wtedy, że wbrew obawom przejęcia pozostały bez wpływu na klientów banków, nie było efektu zarażania, czyli wzrostu ryzyka odpływu depozytów z sektora bankowego. W ciągu czterech lat KNF znalazła wśród banków amatorów na 9 kas. Czasem groźbą, czasem prośbą, czasem, jak w przypadku BGŻ BNP Paribas, który przejął ryzykowny SKOK Rafineria (ze strukturyzowanymi lokatami na bilansie) oraz ostatnio Millennium (SKOK Piast) w ramach transakcji wiązanej. W zamian za przysługę KNF łaskawszym okiem patrzyła na zakupy planowane przez obydwa banki (Raiffeisena w pierwszym i Eurobanku w drugim przypadku).

— Były przewodniczący Marek Chrzanowski postawił sobie za punkt honoru, żeby nie doprowadzić do bankructwa żadnego SKOK-u. Chciał udowodnić Zdzisławowi Sokalowi [prezes BFG — red.], skoremu do sięgania po instrumenty ostateczne, że instytucje finansowe lepiej ratować, niż ogłaszać upadłość — mówi rozmówca z sektora bankowego.

Rzeczywiście, dotychczas nie upadł żaden SKOK. W 2017 r. działalność czterech została zawieszona, a dwa przejęły banki. W tym roku do banków trafiły dwie kasy. Do oczekiwań szefa nadzoru próbował dostosować się Sławomir Zawadzki z Banku Pocztowego. Bank odpowiedział na ogłoszenie KNF zapraszające do rozmów w sprawie przejęcia SKOK-u Jaworzno, wynajął renomowanego audytora i zajął się due dilligence kasy. Po audycie prezes był zdecydowany wejść w proces, ale został przegłosowany przez pozostałych członków zarządu.Gdy prezes interweniował u członków rady nadzorczej, ta stanęła po stronie większości członków zarządu.

— Bank Pocztowy nie ma zasobów ani kompetencji do przeprowadzania tego typu złożonych operacji. Poza tym nie udało się jednoznacznie uzyskać informacji o źródła sfinansowania operacji — wyjaśnia osoba zbliżona do banku.

Przedstawiciele akcjonariuszy banku: Poczty Polskiej, która ma 75 proc. akcji Pocztowego, oraz PKO BP, kontrolującego resztę, odmówili wzięcia udziału w przedsięwzięciu. Różnica zdań między radą nadzorczą a prezesem doprowadziła do dymisji tego ostatniego.

Aliorowi wciąż mało

Pocztowy nie przejmie ostatecznie kasy z Jaworzna, co jednak wcale nie oznacza, że jej los został przesądzony. Z naszych informacji wynika, że jest nowy chętny — Alior Bank. Formalnie zainteresowanie przejęciem złożył nowy szef banku, p.o. prezesa Krzysztof Bachta, który nominację dostał tego samego dnia, w którym rada wręczyła dymisję Sławomirowi Zawadzkiemu.

— Być może był to krok obliczony na uzyskanie przychylności nadzoru. Nie jest tajemnicą, że KNF nie przyjęła najlepiej informacji o powierzeniu funkcji prezesa Krzysztofowi Bachcie, osobie bez doświadczenia bankowego — mówi rozmówca z sektora bankowego.

Jeśli tak rzeczywiście kalkuluje szef Aliora, to zmiana przewodniczącego KNF pokrzyżowała jego plany. Faktem też jednak jest, że bank już wcześniej gotów był przejmować kolejne SKOK-i, ponieważ świetnie potrafi to robić, a także dlatego, że klienci przejmowanych kas chętnie zostają klientami Aliora.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg, Współpraca Grzegorz Nawacki

Polecane