Bądź mądry i przed szkodą

Kamil Kosiński
10-05-2010, 14:15

Źródeł informacji o sytuacji kontrahentów jest wiele. Trzeba tylko wiedzieć, czego i gdzie szukać.

Mądry Polak po szkodzie — mówi przysłowie. Ale można być mądrym i przed szkodą, a tym samym zminimalizować prawdopodobieństwo niewywiązania się kontrahenta ze zobowiązań.


— Można po prostu pojechać pod biuro firmy lub zakład produkcyjny. Czasami sam stan budynków i stojące przy nich samochody wiele wyjaśniają. Można też popytać ludzi. Im mniejsza miejscowość, tym więcej można się dowiedzieć. Począwszy od warunków pracy i tego, czy pensje są wypłacane w terminie, poprzez relacje między wspólnikami, a skończywszy na menu w firmowym bufecie — mówi Piotr Niemczyk, prezes wywiadowni Niemczyk i Wspólnicy.


Zaznacza, że do takich informacji należy podchodzić ze zdrowym rozsądkiem, bo zawsze może znaleźć się niezadowolony pracownik, który będzie oczerniał swoich szefów. Z drugiej jednak strony, w przypadku firm prowadzonych na zasadzie jednoosobowej działalności gospodarczej — a te potrafią być całkiem duże — bywa to jedyna metoda uzyskania wiedzy o ich sytuacji.


Rejestry publiczne
Kopalnią sformalizowanej wiedzy o spółkach jest Krajowy Rejestr Sądowy (KRS).
— Nie odpis z KRS, ale zgromadzone w KRS akta — uściśla Piotr Niemczyk.
Akta KRS zawierają m.in. akty notarialne związane z powoływaniem spółek i późniejszymi zmianami własnościowymi, sprawozdania zarządów i finansowe. Analizując je można się m.in. dowiedzieć, czy kapitał spółki został opłacony czy wniesiony aportem, oraz wnioskować czy firma się rozwija i inwestuje. Sporadycznie do KRS trafiają też wystawiane przez urzędy skarbowe tytuły egzekucyjne.
Jeśli spółka istniała przed 2000 r., warto zajrzeć do akt Rejestru Handlowego (RHB).


— W latach 90. zdarzało się, że prokuratury wysyłały do RHB różne pisma związane z prowadzonymi postępowaniami. A praktyka dowodzi, że ludzie, którzy kiedyś zachowywali się nieuczciwie, do dziś stosują podobne metody, nawet jeśli ich firmy się rozrosły — zaznacza Piotr Niemczyk.


Wartościową lekturą jest także Rejestr Zastawów.
— Z niego możemy się dowiedzieć, jaki majątek przedsiębiorstwa jest zastawiony z tytułu kredytów lub leasingu. Porównując to z informacjami ze sprawozdania finansowego, można sprawdzić, kiedy i czy w ogóle firma jest w stanie spłacić zobowiązania — podpowiada Piotr Niemczyk.


Podobną wiedzę na temat hipotek nieruchomości można uzyskać w sądowych wydziałach ksiąg wieczystych.


Piotr Niemczyk radzi za to nie oczekiwać za dużo od rejestrów długów, np. Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej (KRD).


— Niesolidnych kontrahentów może do niego dodawać ograniczona grupa podmiotów. Poza tym instytucje finansowe zdają sobie sprawę, że wpisanie kontrahenta do KRD w praktyce oznacza, że nie uzyska on nigdzie kredytu, nawet jeśli chciałby go zainwestować w naprawdę dobry pomysł, który prowadziłby do spłaty dotychczasowych zobowiązań. Często więc nie zgłaszają niesolidnego klienta do KRD — twierdzi Piotr Niemczyk.


— Do niedawna nie mogliśmy zgłosić długu do rejestru zanim nie wypłaciliśmy odszkodowania. Po tym fakcie zaś z reguły było już za późno na zgłaszanie roszczeń. Przed wypłatą odszkodowania klientowi windykujemy dług, jeśli zatem nie uda nam się go odzyskać na tym etapie to wpis do rejestru po wypłacie odszkodowania z reguły nie przynosi wielkich korzyści — dodaje Tomasz Starus, dyrektor biura oceny ryzyka w Towarzystwie Ubezpieczeń Euler Hermes.


Źródła pośrednie

Sektor finansowy tworzy, własne bazy danych o firmach. Z zasady nie ujawnia zawartych w nich informacji, ale próbując skorzystać z faktoringu lub ubezpieczenia kredytu kupieckiego, można pośrednio uzyskać pewne sugestie dotyczące kondycji kontrahenta. Faktorzy i ubezpieczyciele przyznają bowiem limity na pojedyncze transakcje swoich klientów, za które biorą odpowiedzialność. Są one wypadkową ich wiedzy o tych firmach. Ta zaś pochodzi z analiz publicznych rejestrów, historii ich współpracy z firmami, które wcześniej korzystały z faktoringu lub ubezpieczeń kredytu kupieckiego, albo statystycznych analiz całych branż, w których działają podmioty dla których klient instytucji finansowej wnioskuje o przyznanie limitu.


— Słabej firmie jest łatwiej na dobrym rynku niż dobrej na słabym rynku. Oceniając ryzyko związane z ubezpieczeniem każdej transakcji, bierzemy więc pod uwagę zarówno informacje o odbiorcy naszego klienta, jak i o branży, w której ten odbiorca działa — przyznaje Tomasz Starus.


Zaznacza przy tym, że w każdej branży można znaleźć dostawców, których kontrahenci traktują lepiej niż innych. Chcąc dalej działać, nie mogą sobie bowiem pozwolić na jakieś zatargi z tymi firmami. Jednak nawet nie mając żadnych problemów płatniczych z danym klientem, warto obserwować ruchy firm faktoringowych i ubezpieczających transakcje.


— Jeśli firma zaczyna komukolwiek płacić gorzej to jest to dla nas sygnał alarmowy. Weryfikujemy dotyczące jej limity przyznane wszystkim naszym klientom, nawet jeśli wiemy, że któremuś z nich zacznie zalegać z płatnościami, gdy znajdzie się trudnej sytuacji — informuje Tomasz Starus.


— Nikomu nie możemy ujawniać informacji o naszych klientach. Ale limit faktoringowy rzeczywiście jest pewnym wskaźnikiem kondycji firmy. Jeśli faktoring jest połączony z ubezpieczeniem, to ubezpieczyciel też bada kontrahenta faktoranta. Warto też przyjrzeć się formie, w jakiej firmy składają wadium w przetargach. Jeśli przynoszą gotówkę to w zasadzie nie wiadomo, skąd ona pochodzi. Jeśli przychhodzą z gwarancją bankową, to oznacza, że zostały wcześniej prześwietlone przez bank — podpowiada Marcin Jedliński z Raiffeisen Bank Polska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Bądź mądry i przed szkodą