Niespłacanie długów w terminie, ongiś potępiane z powodów moralnych, w dzisiejszych czasach traktowane jest jako zwykły koszt. Nic więc dziwnego, że żyjemy w czasach gospodarczej niepewności — czy kontrahent zapłaci. Firmy windykacyjne reklamują swoją działalność sloganem, że "w Polsce płacona jest zaledwie co druga faktura". Przedsiębiorców, szczególnie tych z małych i średnich firm, rujnują zatory płatnicze. Według danych Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości zaledwie połowa firm w naszym kraju ma szanse przetrwać dłużej niż trzy lata. Jest to o 20 proc. mniej niż w czołowych krajach europejskich.
Najwyraźniej odmiennego zdania są autorzy dwudziestej już nowelizacji ustawy o komornikach sądowych i egzekucji. Uchwalona została 12 lutego 2010 r., a w życie wejdzie 17 czerwca. Paradoksalnie zamiast skupić się na podniesieniu skuteczności egzekucji długów w Polsce, jej autorzy postanowili… obciąć wynagrodzenia komornikom oraz umożliwić każdemu dłużnikowi złożenie wniosku do sądu o dalsze obniżenie kosztów egzekucji. Nietrudno przewidzieć, że z tej furtki skorzysta większość dłużników.
Rodzą się pytania fundamentalne. Czy sprawiedliwość powinna stać po stronie wierzyciela czy dłużnika? Czy koszty niepłacenia długów powinny pełnić funkcję prewencyjną, czy zachęcać do unikania płacenia zobowiązań? Wreszcie — czy nie lepiej stworzyć nowe prawo, niż psuć już istniejące?