Blue chipy mają szansę kontynuować odbicie

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-07-09 09:09

Dzięki prezentowi w postaci taniejącej szybko ropy amerykańskim indeksom udało się z nawiązką odrobić poniedziałkowe straty. Indeks S&P500 wrócił ponad poziom marcowego dołka, co wzmocniło nadzieję, że blisko 20-proc. spadek od szczytu okaże się wystarczający dla zdyskontowania wszystkich negatywnych dla giełdy i gospodarki czynników.

Nie tylko tańsza ropa sprzyjała odreagowaniu. Z wypowiedzi Bena Bernanke wyczytano zawoalowany przekaz, że stopy procentowe nie zostaną w tym roku podniesione. Inaczej bowiem - jak sądzą inwestorzy - zapowiedziane przedłużenie okna pożyczkowego dla brokerów ma przyszły rok nie miałoby większego sensu. Taka konkluzja pomogła akcjom jako słaby surogat obniżki stóp, która nie może już w obecnych warunkach zostać użyta w charakterze tradycyjnego środka zapobiegającego spadkom kursów akcji.

Wyprzedaż na rynkach surowcowych była równie gwałtowna jak wzrost giełdowych indeksów. Taniała nie tylko ropa, która w ciągu 2 sesji straciła ponad 6 proc., ale też miedź i towary rolne. Zaczęto w związku z tym przebąkiwać o szczycie surowcowej hossy, choć na razie bardzo nieśmiało. Nic dziwnego, że jednym z 2 sektorów rynku, które wczoraj straciły, był sektor paliwowy. Na przeciwnym biegunie znalazły się firmy transportowe i linie lotnicze, które zyskały ponad 11 proc. Fannie Mae i Freddie Mac odrobiły w dużej mierze poniedziałkowe straty. Dzięki wypowiedzi szafa Fed indeks spółek finansowych zyskał mimo 38 proc. przeceny hipotecznego pożyczkodawcy IndyMac. Surowo zostały także ukarane akcje Office Depot, po ostrzeżeniu przed niższym zyskiem – straciły aż 32 proc.

Opublikowane po sesji wyniki koncernu Alcoa zostały przyjęte dość ciepło, chociaż nie były rewelacyjne. Akcje producenta aluminium odrobiły ponad 3-proc. stratę zanotowaną podczas sesji, mimo spadku zysku i wpływów ze sprzedaży, gdyż były minimalnie lepsze od oczekiwań. Nie może to być jednak w żadnym razie katalizator kolejnego wzrostu indeksów.

Wobec braku innych wiadomości z największych amerykańskich spółek, sytuacja na rynkach europejskich będzie zależna przede wszystkim od zachowania notowań ropy. Na razie tylko nieznacznie wzrosły one do poziomu 137 USD przed dzisiejszym raportem o zapasach paliw w USA i po informacji o irańskiej próbie rakietowej. Inwestorzy aż za dobrze jednak wiedzą, jak potrafią być zmienne. Dlatego mimo wczorajszego odbicia rynek będzie potrzebował wyraźnego katalizatora, aby kontynuować marsz w górę. Może stać się nim - oczywiście - dalszy spadek ceny ropy, ale bardziej przydałyby się jakieś pozytywne informacje, np. z sektora finansowego, zanim będzie można powiedzieć, że są realne szanse na dłuższy wzrosty indeksów nie będący tylko tymczasową reakcją na tańszą ropę. Zatrzymanie spadków notowań instytucji finansowych jest jednym z koniecznych warunków odwrócenia trendu.

Po wczorajszym podskoku nastroje są zatem dość stonowane. Pesymizm ustąpił, ale rynki będą bardzo  ostrożne. Amerykańskie kontrakty nieznacznie tracą. Giełdy Azji zareagowały - oczywiście - pozytywnie na wydarzenia w Nowym Jorku i odrobiły wczorajsze straty, choć Nikkei wypadł słabo, niwelując zwyżkę pod koniec sesji. Niezły początek szykuje się też w Europie, gdzie Dax wzrośnie o ok. 50 pkt. na otwarciu

W takim kontekście można się spodziewać umiarkowanej kontynuacji odbicia notowań warszawskich blue chipów lub przynajmniej obrony wczorajszej zdobyczy. Jeśli sytuacja za granicą będzie rozwijała się pomyślnie, niewykluczony będzie atak WIG20 na poziom 2600 pkt. Jednak istotnym barometrem kondycji rynku będzie zachowanie mniejszych spółek. Jeśli w tym segmencie nie dojdzie do przynajmniej zatrzymania spadków, sam wzrost największych spółek nie wystarczy, aby zmienić zdanie o dużej sile trendu spadkowego i korekcyjnym charakterze stymulowanego z zewnątrz odbicia.