Błysk bursztynu

Zbigniew Marecki
opublikowano: 2005-10-17 00:00

Spółka pracownicza Jantar ze Słupska zaczynała działalność jako skromna spółdzielnia pracy. Dziś jest największym zakładem pracy w regionie.

Historia spółki pracowniczej „Jantar” zaczęła się od od tego, że w 1988 r. pracownicy słupskiego oddziału Wojewódzkiej Spółdzielni Pracy (WSP) w Białogardzie, zajmującej się przewijaniem silników i produkcją szczotek, postanowili się usamodzielnić. Przegrali — władze spółdzielni szybko uświadomiły buntownikom, gdzie ich miejsce.

Nowy rynek

Zaledwie rok później, ale w jakże innej rzeczywistości, przedsiębiorczy pracownicy znów podnieśli głowy — w październiku 1989 r. 77 osób utworzyło nową spółdzielnię. Zaczęli działać bez majątku, bo WSP nie chciała się zgodzić na jego wydzielenie. Przepychanki prawne trwały blisko rok. Założyciele spółdzielni zdążyli się w tym czasie pokłócić, a przyszłość ich zakładu wisiała na włosku. Krok po kroku nauczyli sie jednak samodzielności.

— Do nowych czasów trzeba się było dostosować. Musieliśmy wejść na rynek nowych usług, należało też skorzystać z możliwości pozyskania funduszy, które dawało państwo — wyjaśnia ówczesne cele prezes Jantara Edmund Żmuda- -Trzebiatowski.

Ponieważ instytucje publiczne — urzędy, szkoły, uczelnie i szpitale — zaczęły zlecać na zewnątrz usługi związane ze sprzątaniem, dozorem i ochroną obiektów, zarząd spółdzielni postanowił skorzystać z tej szansy. Szybko zdobył wielu klientów. Wnet zaczął tworzyć oddziały i filie w kolejnych miastach od Szczecina do Bydgoszczy.

Praca chroniona

— Postanowiliśmy także skorzystać z ustawodawstwa o tworzeniu zakładów pracy chronionej. Musieliśmy ćwiczyć wszystkie procedury, ale opłaciło się — firma zyskała fundusze na rozwój — opowiada prezes Żmuda Trzebiatowski.

Dzięki temu tworzono nie tylko nowe miejsca pracy, ale umacniano podstawy firmy. Większość zysków, które z roku na rok rosły, spółdzielcy przeznaczali na wykup na własność zajmowanych lokali, oraz inwestowali w nowe nieruchomości, które w latach 90. były stosunkowo tanie. Jednocześnie dbali o podniesienie standardu oferowanych usług i zdobywali wymagane certyfikaty, bo na rynku sprzątania i ochrony przybyło konkurentów. Po kilku latach Jantar zatrudniał już blisko tysiąc osób.

Spółka ze spółdzielni

W 1995 r. spółdzielnia Jantar przeżyła kolejną zmianę. Tym razem przekształciła się w spółkę.

— Byliśmy już tak dużą firmą, że trzeba było usprawnić zarządzanie i zadbać o jasne stosunki własnościowo-pracownicze. Założyciele spółdzielni obawiali się tej zmiany. Zgodzili się na nią dopiero, gdy zagwarantowali sobie pewność zatrudnienia w spółce — mówi prezes Żmuda-Trzebiatowski.

W wyniku tych przemian powstała spółka pracownicza utworzona przez 62 osoby. Część spółdzielców sprzedała udziały, część nie weszła do spółki. Ci, którzy utworzyli nową firmę, nie żałują — od kilku lat spółka przeznacza jedną czwartą zysku na wypłatę dywidendy.

— Ostatnio nasz roczny zysk zbliża się do 4 mln zł. Milion wypłacamy udziałowcom — zaznacza prezes Żmuda-Trzebiatowski.

Rozwój i inwestycje

Obecnie spółka zatrudnia ponad 1700 osób. Nadal korzysta z pomocy finansowej dla zakładów pracy chronionej, choć nie jest ona już taka atrakcyjna jak w latach 90.

— Teraz dopłaty dotyczą konkretnych miejsc pracy. Chodzi o to, aby szansę na zatrudnienie mieli nie tylko najsprawniejsi, których miejsca pracy nie wymagają znaczących wydatków. Mimo to radzimy sobie z nowymi wymogami. Planujemy też wzrost zatrudnienia — zapowiada Żmuda-Trzebiatowski.

Skupia także uwagę na powiększaniu majątku firmy — w 2002 r. Jantar wspólnie z jedną ze słupskich spółek odkupił upadłe przedsiębiorstwo Stolon, producenta płatków ziemniaczanych. Ma też udziały w spółce Łosoś (konserwy rybne), która działa w Słupskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej.

Do Jantara należy także luksusowy hotel Jantar w Polanicy Zdrój, w którym funkcjonuje ośrodek rehabilitacji chorób układu krążenia, przewodu pokarmowego i gastrologicznych. Z myślą o dalszych inwestycjach w turystykę spółka kupiła także ośrodek wypoczynkowy w Kołobrzegu, który chce rozbudować i gruntownie zmodernizować, aby spełniał najwyższe standardy jakości.

— Staramy się na ten cel pozyskać fundusze unijne. Jeśli się nie uda, to sięgniemy po kredyt, bo usługi dla turystów przynoszą znaczące dochody, gdy są świadczone na wysokim poziomie — opowiada Edmund Żmuda-Trzebiatowski.

Ponadto do spółki należy blisko 300-hektarowe gospodarstwo rolne w Świątkowie koło Bytowa, gdzie produkuje się głównie ziemniaki dla Stolonu. Prezes zabiega obecnie, aby swoje elektrownie wiatrowe zlokalizowała tam skandynawska spółka, która chce wejść na polski rynek.

— Trwają prace nad zapięciem finansowania tej inwestycji. Jeśli się powiodą, zyskamy na tym my, okoliczne firmy i samorząd Bytowa — dodaje Żmuda Trzebiatowski.