Branża targowa chce ciąć zatrudnienie

AR
opublikowano: 23-03-2020, 16:28

Brak przychodów i utrata płynności za parę miesięcy może oznaczać dla organizatorów targów 1 mld zł strat – ostrzega Beata Kozyra, prezes Polskiej Izby Przemysłu Targowego. W tej sytuacji nie da się utrzymać etatów, zgodnie z założeniami rządu - dodaje.

Z szacunków Polskiej Izby Przemysłu Targowego (PIPT) wynika, że firmy z branży targowej w związku z epidemią koronawirusa i wprowadzonymi przez rząd obostrzeniami, które mają zminimalizować liczbę zakażonych, już od 2 miesięcy zmagają się z brakiem płynności. Półtora tygodnia temu, przypomnijmy, rząd zakazał imprez masowych, ale już wcześniej były one odwoływane przez organizatorów.  PIPIT szacuje, że miesięczne straty branży targowej sięgają obecnie 150 mln zł, a za kilka miesięcy osiągną kwotę 1 mld zł. W marcu – pisze PiPT – straty zaczęły odczuwać mocno też branża turystyczna, MICE (Meetings, Incentives, Conferences and Exhibitions Industry) i transportowa. 

- Tylko te trzy branże to kilkanaście tysięcy firm, które dorzucają co roku do worka zwanego PKB ponad 12 proc. Kilkanaście tysięcy firm, które utraciło możliwość prowadzenia swych biznesów, to setki tysięcy osób, które nie mogą wykonywać swojej pracy – zwraca uwagę Beata Kozyra, prezes PIPIT, w komunikacie rozesłanym mediom. 

Jej zdaniem, za chwilę firmy z szeroko pojętego sektora eventów, turystyki i transportu wielkimi krokami zbliżają się do przepaści.

- Firmy te bez pomocy państwa będą wręcz zmuszone do ogłoszenia upadłości. Wówczas do budżetu państwa wpłynie z tytułu ich działalności… 0 zł – mówi Beata Kozyra. 

W komunikacie prasowym PIPT ocenia też pakiet  pomocowy dla gospodarki, zaproponowany niedawno przez prezydenta Andrzeja Dudę. Ma on być uzupełnieniem dla rządowych propozycji tzw. tarczy antywirusowej, w ramach której rząd chce wpompować w gospodarkę 240 mld zł. 

- Propozycja pana prezydenta, że wszyscy mikroprzedsiębiorcy, których przychody spadły o więcej niż 50 proc. w stosunku do lutego 2020 roku, będą zwolnieni z płacenia składek na ZUS przez trzy miesiące to krok w dobrą stronę… tyle, że za krótki – mówi Beata Kozyra. 

W jej ocenie opcja zwolnienia przedsiębiorców z płacenia składek ZUS jest bardzo dobrym rozwiązaniem, ale – jak mówi – jest potrzebna „nie jedynie na 3 najbliższe miesiące, ale do momentu powrotu do normalności”. Uważa też, że rządowa propozycja powinna objąć wszystkich samozatrudnionych, mikro- i małych przedsiębiorców, których przychody za obecny i kolejny miesiąc spadną o więcej niż 25 proc. w stosunku do lutego bieżącego roku lub opcjonalnie do przychodu za marzec i kwiecień 2019.  

- To drugie porównanie wynika z tego, że cykl rozliczenia odbytych targów wynosi na ogół 3 miesiące – uważa prezes PIPT. 

Chwali jednocześnie pomysł dopłat rządowych do wynagrodzeń w wysokości 40 proc. średniej pensji przy utrzymaniu zatrudnienia jest również oczekiwanym przez przedsiębiorców wsparciem. Ma jednak uwagi, ponieważ, branża już deklaruje, że chce ciąć zatrudnienie. 

- Warunek utrzymania 100 proc. zatrudnienia w obecnej sytuacji będzie trudny do zachowania. Po drugie - z czego pracodawca ma wypłacić pozostałe 60 proc. kw wynagrodzenia, kiedy nie ma przychodów? – pyta Beata Kozyra. 

Uważa, że niemożliwe jest uratowanie firm bez cięcia zatrudnienia. 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AR

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu