Bruce Lee logistyki

opublikowano: 12-02-2021, 14:45

Tomasz Sączek, dyrektor zarządzający IPP Polska, to doświadczony praktyk logistyki, doradca i trener. Jest również ogniwem spinającym nie tylko łańcuchy dostaw, lecz także… Warszawę z odległą chińską prowincją.

Definicja:
Definicja:
Kung-fu w języku chińskim oznacza zdobycie dużych umiejętności w jakiejś dziedzinie. Jeśli całość dorobku i osiągnięć człowieka nazywamy kulturą, najpełniejsze tłumaczenie powinno brzmieć: kultura człowieka – twierdzi Tomasz Sączek, dyrektor zarządzający IPP Polska.
Marek Wiśniewski

Mało kto może podskoczyć Tomaszowi Sączkowi. Mam na myśli jego logistyczne kompetencje. Z logistyką operacyjną związany jest od dwóch dekad. Zarządzał łańcuchami dostaw, realizował programy optymalizacyjne lub wręcz rewolucje logistyczne, m.in. dla Carrefoura, Orlenu, Żabki, InPostu, Gorenje i Baltony. W firmie Beko odpowiadał za budowanie od podstaw łańcucha dostaw w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech. Współtworzył logistyczną odnogę PwC, przeprowadzał audyty logistyczne w Rosji, Bułgarii, Serbii, Szwecji, Francji, Chorwacji, Estonii, Niemczech, na Białorusi i Ukrainie. Obecnie wprowadza na polski rynek holenderską spółkę IPP wyspecjalizowaną w poolingu (czyli wynajmowaniu) palet – rozwiązaniu wspierającym zrównoważony rozwój w duchu zasad ekonomii współdzielenia.

Tomasz Sączek jest członkiem polskich i zagranicznych organizacji logistycznych, certyfikowanym trenerem i wykładowcą m.in. Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie i jedynym przedstawicielem Polski przy największej organizacji logistycznej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Od lat pełni funkcję partnera merytorycznego Forum Polskich Menedżerów Logistyki organizowanego przez „Puls Biznesu”. Wymieniać mogę długo. Łatwiej będzie jednak napisać, że jego CV liczy… 21 stron.

Job jumper?

– Nic z tych rzeczy. Po prostu realizuję zadanie – kiedy wszystko już działa jak trzeba, idę tam, gdzie nie działa – śmieje się Tomasz Sączek.

Zasługa magnetowidu

Mistrz i uczeń:
Mistrz i uczeń:
Tomasz Sączek doskonali się pod okiem Łukasza Duszaka – Shì Héngyì (z lewej), jednego z kilku Polaków, którzy praktykowali kung-fu w kolebce, czyli w klasztorze Shaolin.
Marek Wiśniewski

Nie podskakiwałbym Tomaszowi Sączkowi nie tylko w logistyce, lecz także na ulicy: od początku lat 90. ubiegłego stulecia zna kung-fu.

– Ale nikogo nie biję! – urywa logistyk.

Nie? To po co to całe kung-fu?

– Kung-fu w języku chińskim oznacza zdobycie dużych umiejętności w jakiejś dziedzinie (kung – osiągnięcie, dorobek i fu – człowiek). Jeśli całość dorobku i osiągnięć człowieka nazywamy kulturą, najpełniejsze tłumaczenie powinno brzmieć: kultura człowieka. Takie podejście jest zgodne z moją filozofią zdobywania dużych umiejętności w dziedzinie łańcucha dostaw, nad czym usilnie pracuję od ponad 20 lat. Wojownik kung-fu to nie tylko osoba, która potrafi walczyć, to także ktoś, kto ma dużą wiedzę i bogate życie wewnętrzne – wyjaśnia Tomasz Sączek.

Szybko jednak przyznaje, że nie zawsze tak było. Fascynacja kung-fu pojawiła się w liceum i wiązała z popularnymi wówczas filmami z Bruce’em Lee.

– Bruce Lee spopularyzował kung-fu. W tamtych czasach magnetowid był rarytasem. Miałem to szczęście, że u nas był, więc skompletowałem kolekcję filmów Bruce’a Lee i namiętnie studiowałem techniki. Trenowałem trzy razy w tygodniu po 2–3 godziny. Udało mi się osiągnąć całkiem dobry poziom, potwierdzony licznymi certyfikatami i kolejnymi stopniami wtajemniczenia. Wówczas rzeczywiście chodziło o umiejętność walki i obrony w sytuacjach trudnych – wspomina Tomasz Sączek.

Wraz z każdym oddanym i otrzymanym ciosem rosło w nim przekonanie, że kung-fu to coś znacznie więcej niż sztuka walki.

Mistrz Shaolin

Jing i jang:
Jing i jang:
Nie możemy mówić o prawdziwej sprawności fizycznej bez sprawności duchowej. Podstawą treningu jest połączenie doskonalenia duchowego z fizycznym – podkreśla Tomasz Sączek.
Marek Wiśniewski

W 1995 r. Tomasz Sączek porzucił strój kung-fu dla czapki żaka. Rozpoczął studia w Akademii Ekonomicznej w Katowicach (logistyka, a jakże!), potem dostał stypendium i spędził rok na uniwersytecie w Messynie (zarządzanie). Pojawiły się też pierwsze zlecenia.

– Obowiązki zawodowe i rodzinne nie pozwalały mi na wygospodarowanie czasu na treningi, szczególnie na początku kariery zawodowej – wspomina Tomasz Sączek.

Te obowiązki i rozpoczęcie pracy nad doktoratem z łańcucha dostaw na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu sprawiły, że mistrz logistyki zatęsknił za filozofią kung-fu.

– Zdałem sobie sprawę, że muszę zadbać o równowagę i spokój wewnętrzny, a także o zdrowie i skupienie się na aspektach duchowych – mówi Tomasz Sączek.

Wrócił do treningów pod okiem Łukasza Duszaka – Shì Héngyì, jednego z kilku Polaków, którzy praktykowali kung-fu w kolebce, czyli w klasztorze Shaolin.

– Rozpoczynając trening Shaolin kung-fu, najpierw musisz rozwinąć zdrowe nawyki życiowe i dyscyplinę osobistą. Mnisi przekazują uczniom pewne zasady: trzeba być uważnym, uprzejmym, odważnym, prawym, pracowitym, lojalnym, rozwijać jasność umysłu i uczyć się, jak rozwiązywać problemy. Prawdziwy mistrz nauczy cię być łagodnym, kochać życie i być szczęśliwym. Dwa główne filary filozofii Shaolin to mądrość i współczucie – wyjaśnia Łukasz Duszak, adept Shaolin kung-fu i trener Tomasza Sączka.

Dodaje, że Shaolin kung-fu jest jednym z najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych stylów kung-fu na świecie. Łączy filozofię chan (buddyjską) i wu (sztuki walki).

– Ten styl – Shaolinquan (pięść Shaolin) – został opracowany w świątyni Shaolin w prowincji Henan w Chinach ponad 1500 lat temu. Chińczycy mawiają, że „wszystkie sztuki walki pod niebem wywodzą się z Shaolin”. Pokazuje to, jak duży wpływ na rozwój sztuk walki miało opracowanie i późniejsze rozpowszechnienie tego stylu. Najważniejsze jest jednak to, że trening Shaolin kung-fu nie skupia się tylko na umiejętnościach bojowych, lecz także na sztuce bycia dobrym człowiekiem – tłumaczy Łukasz Duszak.

Tomasz Sączek opanował bardziej sztukę walki czy tę drugą?

– Nie możemy mówić o prawdziwej sprawności fizycznej bez sprawności duchowej. Podstawą treningu jest połączenie doskonalenia duchowego z fizycznym. Wynika to ze wschodniego podejścia do dobra i zła, słynnego jin-jang symbolizującego równowagę świata. Dwa odmienne, przeciwstawne elementy tworzą harmonijną całość, która jest w ciągłym ruchu. Dobro i zło, ruch i spoczynek, twardość i miękkość. W chrześcijańskim sposobie rozumowania dobro zwalcza zło i powinno je wyprzeć. W Azji jest inaczej, oba elementy są niezbędne do wzajemnego istnienia i równowagi. Brak któregoś powoduje katastrofę – odpowiada z przekąsem Tomasz Sączek.

Podkreśla, że nieodłącznym elementem treningów jest medytacja. Dodatkową wartością zaangażowania się w kung-fu jest też praca nad właściwym sposobem oddychania.

– Mało kto zdaje sobie sprawę, jak ważne dla nas jest właściwe i efektywne oddychanie. Według specjalistów większość z nas nie potrafi właściwie oddychać, co ma bezpośredni wpływ na jakość życia – twierdzi logistyk.

Pocztówka z Chin

Sztuka oddychania:
Sztuka oddychania:
Nieodłącznym elementem treningów jest medytacja. Dodatkową wartością zaangażowania się w kung-fu jest też praca nad właściwym sposobem oddychania –mówi Tomasz Sączek.
Marek Wiśniewski

Tomasz Sączek podkreśla, że wrócił do kung-fu przede wszystkim po to, by wypracować w sobie poczucie równowagi.

– Z jednej strony codzienność zawodowa i zmaganie się z różnymi wyzwaniami, z drugiej – wewnętrzny spokój i medytacja. Myślę, że praktykowanie kung-fu pomaga w życiu zawodowym, ułatwia radzenie sobie ze stresem, poprawia relacje ze współpracownikami i partnerami biznesowymi. Podczas negocjacji ułatwia dojście do kompromisu – przekonuje logistyk.

Siłą?

– Raczej siłą spokoju – śmieje się Tomasz Sączek.

Jednocześnie przypomina, że prawo traktuje sztuki walki jako broń, więc należy być bardzo ostrożnym.

– Kung-fu jest sztuką. Wiąże się z poczuciem, że robi się coś przesiąkniętego pozytywnymi wartościami, jak też umożliwiającego osiągnięcie harmonii w nieustannej codziennej pogoni za realizacją kolejnych celów biznesowych. Jest sztuką zachowania sprawności, sztuką odnajdywania siebie, sztuką zrozumienia i harmonii. Chyba łatwiej powiedzieć, czym kung-fu nie jest. Nie jest to tylko brutalna siła i nie są to tylko widowiskowe akrobacje. Tak naprawdę każdy ma swoje kung-fu. Ja swoje odnalazłem – twierdzi Tomasz Sączek.

Pojedzie do Chin?

– Jako młody adept kung-fu marzyłem o kilku miesiącach w klasztorze Shaolin. Wierzę, że to nadal możliwe i spędzę trochę czasu, ćwicząc pod okiem chińskich mistrzów. Decyzję podjąłem, niech tylko pandemia da nam spokój – zapowiada Tomasz Sączek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane