Budżet i klienci wygrają na programach z III filaru

Katarzyna Ostrowska
20-05-2002, 00:00

Wprowadzenie trzeciofilarowych planów oszczędnościowych nie tylko nie zaszkodzi budżetowi, ale pomoże w finansowaniu projektów infrastrukturalnych — twierdzi Piotr Dziewulski, prezes STFI. Zadowoleni będą też klienci, którzy otrzymają ulgę podatkową i wyższą emeryturę.

Propozycja Stowarzyszenia Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych, związana z wprowadzeniem indywidualnych planów emerytalnych, spotkała się z przychylnym przyjęciem rządu.

— Pierwszy projekt stowarzyszenie złożyło już w maju ubiegłego roku. Obecna propozycja — Indywidualnych Programów Oszczędnościowych — jest jedynie rozwinięciem i uzupełnieniem tamtego pomysłu. Czy propozycja wejdzie w życie, okaże się w październiku, kiedy będzie powstawać ustawa budżetowa. Projekt jest teraz analizowany przez Ministerstwo Finansów — mówi Piotr Dziewulski, prezes STFI.

Chodzi nie tylko o wypromowanie emerytur z III filaru, ale przede wszystkim o uruchomienie masowego i długoterminowego nawyku oszczędzania.

— Nasz projekt godzi interesy obywateli z interesami państwa. Wzrost długoterminowych oszczędności przyczyni się do powstania długoterminowego kapitału, co spowoduje napływ pieniędzy m.in. na giełdę, przyczyni się do wsparcia finansowania infrastruktury — autostrad, przejść granicznych, projektów ekologicznych. Z kolei systematyczne oszczędzanie pozwoli obywatelom na wyższą emeryturę. Stopa zastąpienia z dwóch pierwszych filarów systemu emerytalnego wyniesie tylko 40 do 60 proc. Trzeba więc oszczędzać w III filarze — mówi szef STFI.

Propozycja STFI zakłada comiesięczne oszczędzanie niewielkich kwot, np. 100 zł, i utrzymanie środków przez minimum 10-15 lat. W zamian uczestnicy programów otrzymaliby zwolnienie z podatku od zysków kapitałowych. Przy wcześniejszym wycofaniu oszczędności zostałby on naliczony.

— Bez wsparcia polityki podatkowej nie udałoby się wprowadzenie obligacji skarbowych. Dlatego zachęty podatkowe w III filarze także są potrzebne. Nie uszczuplają one przy tym obecnego budżetu — twierdzi prezes Dziewulski.

Jego zdaniem, za 10-15 lat polski rynek funduszy inwestycyjnych będzie dużym rynkiem.

— Konsekwentne działania będą przynosiły rezultaty, funduszom inwestycyjnym potrzebny jest jednak wieloletni klient — mówi Piotr Dziewulski.

Na starcie fundusze inwestycje popełniły jednak błąd, oferując fundusze agresywne.

— Gdyby zaczęły od funduszy bezpiecznych, klienci zobaczyliby trwały wzrost i stały dochód — twierdzi prezes STFI.

Zdaniem prezesa STFI, najlepsze perspektywy mają towarzystwa funduszy inwestycyjnych znajdujące się w grupach kapitałowych, a rynek dystrybucji jednostek będzie rozwijał się w dwóch kierunkach.

— Poprzez wyspecjalizowanych doradców oraz banki. Budowanie sieci jest za drogie dla działających niskomarżowo TFI. Przyszłość ma także Internet — uważa Piotr Dziewulski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Ostrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Budżet i klienci wygrają na programach z III filaru