Bunt w Chinach opóźni powrót do normalności

opublikowano: 28-11-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Otwarty sprzeciw obywateli wobec zaostrzenia restrykcji sanitarnych może mieć negatywne skutki dla większości gospodarek i rynków.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • o ile wzrosła liczba zakażeń w Chinach
  • jakie obostrzenia sanitarne tam obowiązują
  • w jakiej kondycji jest chińska gospodarka
  • dlaczego obywatele protestują
  • jak rynki zareagowały na zamieszki
  • jakie będą globalne skutki chińskiego kryzysu

Wraz z szerzeniem się na świecie wieści o protestach w Chinach umacnia się dolar, jen i amerykańskie obligacje skarbowe, a tanieją akcje i surowce. Mimo że nie wiadomo jeszcze jaka będzie oficjalna reakcja rządzących na rosnące niezadowolenie obywateli, ryzyko eskalacji zamieszek potęguje stres inwestorów na całym świecie. Wielu z nich dopiero co grało pod otwarcie kraju czerwonego smoka, a teraz musi się liczyć z dalszym spowolnieniem drugiej pod względem wielkości gospodarki świata.

Protesty, które rozpoczęły się po śmiercionośnym pożarze w mieszkaniu zamkniętym z powodu lockdownu, zyskują popularność w największych miastach Chin. Z perspektywy inwestorów są one podwójnym zagrożeniem: nie tylko wpłyną bezpośrednio na konkretne spółki, takie jak Apple, którego fabryki opuściły rzesze pracowników niegodzących się z polityką antycovidową, ale pogorszą również kondycję całej gospodarki Chin, która ma wpływ na wszelkie gałęzie światowego biznesu.

Dość kontroli
Dość kontroli
Symbolem walki protestujących przeciwko obostrzeniom sanitarnym są białe kartki papieru. W ten sposób okazują oni sprzeciw władzy nie narażając się na aresztowanie, które groziłoby im za wypowiedź nieprzychylną władzy.
THOMAS PETER / Reuters / Forum

Szybka reakcja

Od początku listopada odnotowano w Chinach niemal 500 tys. nowych zakażeń, a największy wzrost zachorowań wystąpił w mocno uprzemysłowionych prowincjach Chongqing i Guangdong. Epidemia nie ominęła też największych miast, takich jak Guangzhou, Zhengzhou czy Pekin. To właśnie śmierć na koronawirusa mieszkańca stolicy Chin skłoniła władze do wprowadzenia nowych zasad covidowych i ograniczenia możliwości przemieszczania się.

Kolejny lockdown, który tym razem oprócz ograniczenia pracy fabryk i portów skutkuje demonstracjami publicznymi, nie wróży dobrze chińskiej gospodarce. Mimo że bankierzy ponownie obniżyli stopę referencyjną o 25 pkt baz., licząc na przebudzenie aktywności przedsiębiorców i konsumentów, analitycy ponownie ucięli prognozy - według najnowszej ankiety agencji Bloomberg, zarządzający z całego świata przewidują, że chińskie PKB urośnie w 2022 r. tylko 3,3 proc. Pomijając pandemiczny 2020 r. byłby to najgorszy wynik od lat siedemdziesiątych XX w.

- Zaostrzenie restrykcji w Chinach może mieć bardzo negatywny wpływ na globalną gospodarkę. Już teraz widać, że produkcja bardzo mocno ucierpiała od początku listopada, od kiedy to obserwujemy kolejną mocną falę koronawirusa w tym kraju - mówi Michał Stajniak, analityk XTB.

Wystarczy spojrzeć na najnowsze dane ekonomiczne, aby pesymizm specjalistów przestał dziwić. Według badań banku Standard Chartered, chiński segment usługowy skurczył się w listopadzie drugi miesiąc z rzędu. Znacznie spadła również aktywność w sektorze sprzedaży detalicznej i na rynku nieruchomości. W pierwszych trzech tygodniach listopada sprzedaż domów w największych miastach spadła o 30 proc. r/r.

Najnowsze restrykcje covidowe dotyczą głównie możliwości przemieszczania się - maseczki oraz testy przed rozpoczęciem pracy były obowiązkowe. Transport między prowincjami, a nawet wewnątrz miast został wstrzymany. W czwartek w metrze miasta Chongqing odbyło się 12 tys. przejazdów, a dzienna średnia to 2,7 mln. Ruch drogowy również maleje, a to wpływa na branżę samochodową. Do niedawna była ona jedną z niewielu, która rosła mimo pandemii, a teraz kurczy się jak większość.

- Jeśli w grudniu sytuacja się nie zmieni, może dojść nawet do niższego wzrostu gospodarczego lub nawet jego spadku w ujęciu r/r. W II kwartale chińskie PKB urosło jedynie o 0,4 proc. r/r, a liczba zachorowań była znacznie mniejsza niż obecnie – dodaje Michał Stajniak.

Mundialowy dylemat

Według źródeł agencji Bloomberg, znajdujących się w Chinach, największa stacja telewizyjna CCTV podczas transmisji zmagań na futbolowych Mistrzostwach Świata w Katarze nie pokazuje widzom ujęć, na których widoczni są kibice, zastępując je zbliżeniami na trenerów lub sędziów. Impreza jest bowiem pozbawiona jakichkolwiek restrykcji sanitarnych związanych z koronawirusem, takich jak konieczność zakrywania ust i nosa.

Najbardziej istotne

Z perspektywy inwestorów kluczowa jest produkcja przemysłowa Chin, na którą rozprzestrzenianie się wirusa również wpływa negatywnie. Zamieszki w fabryce Apple’a pokazały, że niemożliwe jest utrzymanie pełni mocy operacyjnych przy obecnych restrykcjach. Na błędach amerykańskiej korporacji uczą się firmy lokalne. Kopalnie oraz huty metali ograniczyły obroty wraz z pierwszymi nowymi zakażeniami pracowników. Spiekalnie żelaza w Tangshan ucięły produkcję o 30 proc. zanim doszło do pierwszego zarażenia.

Ograniczanie działalności w obawie przed wzrostem zakażeń nie wróży dobrze popytowi Chin na surowce. W poniedziałek metale bazowe taniały zarówno na giełdzie w Szanghaju, jak i w Londynie. Przecena dotknęła między innymi miedzi, rudy żelaza czy aluminium. Taniała również ropa - za baryłkę WTI wystarczyło zapłacić 74 USD, a brent 81 USD.

- Restrykcje to mniejsza mobilność i popyt, dlatego tanieć będzie ropa, której Chiny są największym importerem. Spadki z pewnością będą dotykać też metali przemysłowych - mówi Daniel Kostecki, dyrektor polskiego oddziału Conotoxii.

Pesymizm nie ominął rynku akcji. Zwyżka na chińskim indeksie, wypracowana w ostatnich tygodniach w oczekiwaniu na rezygnację z restrykcji sanitarnych mocno się skurczyła. Indeks Hang Seng zamknął pierwszą sesje tygodnia z 1,6-procentową przeceną, pogarszając tym samym nastroje na całym świecie. Spadkiem otworzyły sesje warszawski WIG20 i amerykański S&P500.

- Jeżeli zarówno lockdowny, jak i protesty będą eskalować, to wrócimy do znanych już nam problemów z globalnymi łańcuchami dostaw, szeroko rozumianą produkcją dóbr trwałych i handlem. Biorąc pod uwagę bardzo trudną sytuację sektora nieruchomości i finansowego oraz malejącą stopę wzrostu gospodarczego, istnieje ryzyko, że chińska gospodarka wpadnie w pierwszą od dekad recesję - dodaje Michał Ficenes, zarządzający Ipopema TFI.

Dwa scenariusze

Według większości instytucji finansowych i ekspertów do wydarzeń w Chinach można podejść dwojako - dyskontować kontynuację lockdownu i pogorszenie się sytuacji gospodarczej w wyniku protestów lub grać pod otwarcie osiągnięte dzięki presji społecznej. Za pierwszą strategią przemawia historia ostatnich dwóch lat, w których chińska władza ani razu nie przedłożyła wzrostu gospodarczego ponad bezpieczeństwo sanitarne.

- Chiny nie są obecnie przyjazne inwestycjom kapitałowym i podchodziłbym do nich z rezerwą, bez względu na otwarcie lub zamknięcie tego kraju. W przypadku gospodarki zarządzanej centralnie nie sposób przewidywać takich decyzji rządzących, które będą oparte na naukach ekonomicznych czy społecznych. Reakcja władz na protesty będzie wypadkową ich skali, natomiast dotychczas nie zdarzyły się takie, które osiągnęłyby zamierzony cel - mówi Michał Ficenes.

Ku bardziej ryzykownemu zagraniu skłania się kilka zachodnich instytucji, takich jak Teneo Holdings, Commerzbank czy Goldman Sachs. Ci ostatni uważają, że istnieje szansa na pełne otwarcie Państwa Środka w kwietniu 2023 r.

- Premia za postawienie na otwarcie Chin może być bardzo wysoka. Dla światowej gospodarki byłoby to bowiem światełko w tym ciemnym recesyjno-stagflacyjnym tunelu – dodaje Daniel Kostecki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane