By przynajmniej nie był gorszy

opublikowano: 03-01-2016, 22:00

Nie znam rozkładu statystycznego, ale w moim otoczeniu życzenia przytoczone w tytule absolutnie zdominowały noc sylwestrową 2015/2016.

Nadzieję na poprawę zachowali tylko najwięksi optymiści, oraz oczywiście utożsamiający się z postępowaniem nowych władców Polski. Życzeniowe asekuranctwo było jak najbardziej uzasadnione — zarówno rozwojem sytuacji na świecie, jak i legislacyjnym szaleństwem u nas w okresie świąteczno-noworocznym. W dziejach III RP niewyobrażalna była sytuacja, by Senat — realizujący nakaz puszczenia ustaw z Sejmu bez poprawek — siedział w noc przedwigilijną do czwartej rano, a potem w sylwestra niemal do wieczora.

Zobacz więcej

iStock/Fotolia

W cieniu głośnej wojny na szczytach państwa, w sylwestra dopełniło się po cichu starcie bardzo lokalne.

30 grudnia wieczorem ukazało się w Dzienniku Ustaw, a 31 grudnia weszło w życie podpisane przez Beatę Szydło rozporządzenie Rady Ministrów, uchylające rozporządzenie rządu Ewy Kopacz o utworzeniu nowych gmin. Od 1 stycznia 2016 r. gminna siatka miała się wzbogacić o dwie. Z gminy Kamienica (województwo małopolskie, powiat limanowski) miała zostać wydzielona gmina Szczawa. Dotychczasowa liczy 7900 mieszkańców, nowa miała przejąć 2000, czyli w okrojonej pozostałoby 5900. A z gminy Supraśl (województwo podlaskie, powiat białostocki) miała zostać wydzielona gmina Grabówka. Dotychczasowa liczy 14 100 mieszkańców, nowa przejęłaby 7600, a w okrojonej pozostałoby 6500, czyli… mniejszość. Od sylwestra wszystko pozostaje po staremu.

Wobec lipcowej decyzji rządu Ewy Kopacz zachowywałem wielki krytycyzm. Komentarzowi nadałem wtedy tytuł „Rada Ministrów otwiera gminną puszkę Pandory”. Przecież od dwóch dekad kolejne rządy trzymały kurs na łączenie, a w żadnym wypadku na dzielenie gmin. To samo dotyczyło powiatów. Zachęty finansowe do łączenia się jednostek samorządowych okazują się jednak mało pociągające, takie pożyteczne inicjatywy liczy się na palcach ręki, natomiast pomysłów secesji objawia się wiele. Wojewodowie i resort administracji przez lata skutecznie je blokowali, dlatego naprawdę trudno pojąć, czemu w anormalnym trybie rząd utworzył akurat gminy Szczawa i Grabówka. Praktycznie zrobił to jeden człowiek, wiceminister administracji Marek Wójcik, który wbrew krytycznym opiniom wojewodów namówił ministra Andrzeja Halickiego, a potem premier Ewę Kopacz.

Ze względu na lipcowy tryb, cofnięcie przez rząd PiS podziałów gmin merytorycznie jest słuszne. Ale procedura okazała się równie arogancka wobec lokalnych społeczności, jak zagrywka ekipy PO-PSL. Rozporządzenie zapowiadane było przez cały grudzień, ale na posiedzeniu Rady Ministrów 28 grudnia w ogóle nie stanęło, zostało przyjęte cichcem, w tzw. trybie obiegowym, który daje decyzyjną anonimowość — realny jest tylko końcowy podpis premiera. Największym paradoksem jest zaś okoliczność, że 25 października w obwodach głosowania na terenie nowych gmin Grabówka i Szczawa zdecydowane zwycięstwo odniosło PiS, podobnie zresztą jak wcześniej Andrzej Duda. Oczekujący już na zawieszanie gminnych tabliczek lokalni aktywiści otrzymali od wytęsknionej władzy dobrą zmianę — decyzyjny cios między oczy…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu