Być jak duch

opublikowano: 02-04-2021, 14:30

Być zamożnym, ale nie na pokaz. Być silnym, lecz nie udowadniać tego na każdym kroku. Wpływowym, ale z tego nie korzystać. Mieć klasę. Mówiąc krótko: być jak Rolls Royce Ghost.

Można nie znać się na samochodach. Rozróżniać je wyłącznie po kolorach. Mylić dźwięk diesla z bulgotem boksera. Ale nawet największy laik wie, czym jest Rolls-Royce. Niekwestionowany król stylu, szyku, dyskrecji elegancji i luksusu. Samochód, który niemal każdym elementem, każdym detalem i śrubką kłania się własnej historii. Bez dwóch zdań w żyłach tej marki płynie błękitna krew. Możliwość obcowania ze ze światem Rolls Royce’a to – dla postronnych – rzadkość. Również dla mnie. W ponaddwudziestoletniej karierze zawodowej obcowałem z modelami tej marki może trzy razy, więc gdy pojawiło się zaproszenie na czwarte obcowanie, potraktowałem je jak zaproszenie na raut z królową. Z jednej strony z szacunkiem i wdzięcznością, z drugiej – z obawą o swoje maniery.

Mniej znaczy więcej

Ekoarystokrata:
Ekoarystokrata:
Pod maską podwójnie doładowana jednostka V12. Pojemność 6,75 l, moc 571 KM, moment obrotowy 850 Nm. Układ hybrydowy? Brak. Układ mild-hybrid? Nie ma. System start-stop? A skąd! Zużycie paliwa? Od 15 l na 100 km w górę. Emisja CO2? 358 g/km. Pod tym względem Rolls-Royce jest trochę nie na czasie, ale arystokracja inaczej traktuje rynkowe tendencje.
materiały prasowe

Rolls-Royce Ghost debiutował w 2009 r. Lamentowano wówczas, że jest tylko udekorowaną drewnem odmianą BMW 7 (od 1998 r. Rolls-Royce należy do BMW), że teutoński pragmatyzm zniszczy brytyjskiego ducha, że Rolls-Royce stanie się własną karykaturą. Mówiono, że RR się demokratyzuje i porzuca arystokrację na rzecz dostępności (swoją drogą ładna mi dostępność od 1,5 mln zł). I co? I nic. Rolls powiedział tym skrytożercom: nie, a dla innych budował Ghosty, które szybko okazały się bestsellerami. W 2020 r. pojawił się nowy Ghost. Jaki jest? O tym zaraz. Teraz o tym, że ma trudniej. Dziś topowe modele od Mercedesa, Lexusa czy Audi i BMW znacznie częściej aspirują do ligi Rolls-Royce’a pod względem technologii i wyposażenia. Trudno jest zatem Rollsowi zaoferować coś więcej niż to, co mają już na pokładzie flagowce marek premium. Małoseryjnym producentom – a do takich zalicza się RR – trudno jest też nadążyć za szalonym tempem postępu. Wszak zamczysko wznosi się dłużej niż hotel – nawet luksusowy. Jak RR odnalazł się w świecie pełnym modeli z podobną siłą przekazu, w którym nie trzeba już auta z manufaktury, by bardzo dobitnie przekazać informację o stanie swojego konta? Sposobem. Starym, sprawdzonym i poza zasięgiem produkcji wielkoseryjnych. Klasą polegającą na umiejętności radzenia sobie z tytułami i pieniędzmi.

Obnoszenie się z bogactwem nie jest dobrze odbierane. Obnoszą się płotki, no może i dorsze biznesu. Obnoszą się tzw. nowe pieniądze. „Stare” mają inaczej. Jeśli lubią markową odzież, to raczej dla wyjątkowości, nie dla loga na piersi. To do tych ludzi RR trafi z ofertą. Również dotyczącą modelu Ghost.

Innymi słowy, chwalenie się posiadaniem RR to faux pas. Umieszczanie w mediach społecznościowych zdjęć (lub co gorsza relacji) swojego RR to też faux pas. Ghost jest antytezą internetowego konsumpcjonizmu. Zna swoją wartość. I nie wszystkim będzie w nim do twarzy.

Długa lekkość

Bez szampana:
Bez szampana:
Krótsza wersja Ghosta jest dostępna z kanapą dla trzech osób. Dłuższa opuszcza Goodwood wyłącznie w wersji czteroosobowej. Dwa indywidualne i obłędnie wygodne fotele z tyłu rozdziela barek z kryształową karafką, szklankami, kieliszkami i oczywiście lodówką na szampana. Brakowało tylko... szampana.

Nowy Ghost ma dwie odmiany. Krótką (jeśli ponad 5,5-metrowe auto można tak określić) i długą, dłużą o 25 cm wersję Extended Wheelbase (EWB). I to właśnie zza kierownicy (i tylnego fotela!) tej drugiej wersji poznaję się z nowym „duchem”. Jak jest? Przede wszystkim świeżo. Z poprzednika pozostał tylko jeden element: figurka Spirit of Ecstasy. Reszta jest nowa.

Ghost wprowadził Rolls-Royce’a w erę „na cztery”. Cztery napędzane i cztery skrętne koła. Są laserowe światła i system kamer monitorujący drogę przed autem, by nastawić aktywne zawieszenie na idealne pokonanie przeszkody. Systemy asystujące i pomagające? Cała masa. Po co, skoro całość roboty ma odwalić szofer? Ano po to, że wcale nie odwala (albo tylko czasami). Coraz więcej właścicieli prowadzi swoje rollsy samodzielnie (przynajmniej w weekendy) i wersja EWB nie jest wyjątkiem.

Co poza tym? Już tylko klasyka i to jeszcze bardziej wysublimowana niż dotychczas. Dzięki owemu wysublimowaniu Ghost EWB nie wygląda karykaturalnie jak przedłużane limuzyny innych marek. Ma styl. Ma szyk. Mimo że jest wielki, chromowany i piekielnie drogi, zupełnie tym nie emanuje. Sprawia wrażenie, jakby nieco się tego wstydził. W nowym Ghoście właśnie to mnie ujęło. Delikatność przekazu. Ale i solidność tegoż. Wszystko, co się błyszczy, to solidny metal pokryty chromem. Teraz już nawet w bentleyach znajdziemy w tych miejscach plastik. To, co ma być metalem, jest metalem. Jest nim klamka do schowka, mocowanie rączki przy suficie czy kratki nawiewów. Co metalowe nie jest, jest szklane lub drewniane. Nie ma udawania w materiałach i nie ma na nich oszczędzania. Ghost jest swego rodzaju łącznikiem starego z nowym. Nowinkom towarzyszy klasyka. Z jednej strony najdłuższe w dziejach współczesnej motoryzacji chromowane klamki, z drugiej – aktywny tempomat. Że skórę, drewno można mieć w innych autach? Zgoda, ale nie w tej formie. Światem zbytku i luksusu rządzi tu tradycja, nie technika i ergonomia. Wszystko, co tylko się kojarzy z marką, wyeksponowano. Wszelkie zapożyczenia ukryto. Nawiewy – po staremu okrągłe i chromowane. Dźwigienki do ich regulacji wyglądają jak zawory w puzonie.

Cztery kółka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
×
Cztery kółka
autor: Łukasz Ostruszka
Wysyłany co dwa tygodnie
Łukasz Ostruszka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Bieganie w surducie

Prawdziwe niebo:
Prawdziwe niebo:
Co czyni rollsa rollsem? Poza historią, ceną, jakością i klasą są to detale, np. dywaniki z wełny tak grubej, że można zanurzyć w nich stopy, podsufitka wypełniona diodami imitującymi rozgwieżdżone niebo nocą. Jest też detal dla znudzonych patrzeniem w nieruchome gwiazdy – przewiduje symulację deszczu meteorów.
materiały prasowe

Tym, co odróżnia RR od aspirujących do jego poziomu topowych limuzyn marek premium, jest… pewność siebie. O ile marka pozwala na wiele w procesie konfiguracji auta, doboru kolorów etc., o tyle nie pozwala na wiele, jeśli chodzi o komfort podróży. Na próżno szukać trybów jazdy, nastawów zawieszenia czy pracy skrzyni biegów. Tryb jest jeden. Rollsowy. Jaki to tryb?

Luksusowy, rzecz jasna. Rolls-Royce Ghost chowa pod maską 6,75-litrowy silnik V12 o mocy 570 koni. Limuzyna i sportowe osiągi? W tym aucie jedno nie wyklucza drugiego. Przyspieszenie 4,6 s do 100 km/h. Zatem można szybko, ale nie wypada. To jak bieganie w lakierkach, zapasy we fraku czy popcorn w teatrze. Wstyd!

Ten samochód to oaza spokoju, ciszy i komfortu. Zupełnie inny świat motoryzacji. Nie musisz być szybszy od gościa w ferrari. Masz rollsa. Nie musisz gnać w pogoni za fortuną. Masz rollsa. W ogóle nic nie musisz. Są za to rzeczy, których nie powinieneś robić: jedną z nich jest to, że nie powinieneś się popisywać. Powody? Nie znajdziesz żadnej przyjemności w zamienianiu Ghosta w pędzący pocisk. Auto posłucha, a nawet zaskoczy precyzją kierowania – swoją drogą obawiałem się, że Ghost (szczególnie EWB) będzie się prowadził tylko nieco lepiej od drobnicowca. Nic podobnego. Układ kierowniczy zapewnia wystarczającą kontrolę, choć pracuje w sposób – rzekłbym – jednostronny. Z jednej strony bezzwłocznie przekazuje na koła najdrobniejsze ruchy kierownicą, z drugiej – cenzuruje niemal wszelkie informacje płynące z drogi. I niby wykonuje polecenia, ale masz wrażenie, że za każdym razem chce się upewnić: „szefie, jest pan pewien?”. Nie możesz oprzeć się wrażeniu, że twój lokaj nie jest z ciebie dumny. Tak jak i obserwatorzy.

Korkowy wniosek

Roboty bez roboty:
Roboty bez roboty:
Przyglądając się karoserii Ghosta, trudno znaleźć jakiekolwiek szczeliny. Karoseria jest ręcznie składana w fabryce w Goodwood. Spawanie również odbywa się „hand made” i to synchronicznie, przez dwie osoby po dwóch stronach ducha.
materiały prasowe

Zdecydowanie lepiej sunąć – bezwiednie, ale i z klasą. Manifestować wszystkim swą finansową niezależność. Myśli spowalniają w tym aucie bieg, kierując się raczej ku przyjemnościom niż interesom. Nie zdziwiłbym się, gdyby z jego foteli częściej niż nabycie akcji zlecano kupno obrazów lub zabytków. Szaleństwo? Jak kto woli. Ghost potrafi wystraszyć, ale nie lubi tego robić. A ja zdecydowanie wolę majestatycznie sunąć niż gnać.

Co ciekawe, postronni nie oceniają, tylko podziwiają. Choć cena powala, auto nie wytwarza dystansu. Nikt nie oczekuje, że z piskiem opon odjedziesz spod świateł, znikając w szarym dymie. Nikt nie zatrąbi, gdy dostojnie suniesz środkiem jezdni. Patrzą tylko i się uśmiechają. Choć dystans między naszym (ich i moim) stanem konta i ceną auta jest tak wielki, jak różnica między atmosferą na imprezie u zamożnego rapera a rautem u królowej, nikomu to nie przeszkadza. Ludzie lgną do rollsa jak Anglicy do wieści o królewskich potomkach. Ghost jest synonimem luksusu. Nie jest gadżeciarzem. Jest stonowanym dżentelmenem. Oczywiście jeśli trzeba, potrafi przyłożyć, ale zdecydowanie woli, jeśli nie trzeba, i będzie unikał takich sytuacji. Ghost inaczej definiuje luksus. Według niego nie jest to możliwość udowodnienia wszystkim, że mam szybsze, większe auto i pokaźniejsze saldo, lecz pokazania właścicielowi, że prawdziwy luksus polega na odprężeniu i izolacji od świata na zewnątrz. Za to właśnie, nie za silnik i wykonanie, ludzie, których na to stać, są gotowi płacić. Ile? Liczyłem w korku przed światłami. Testowana wersja to około 400 tys. EUR. Trzeba dodać akcyzę i VAT, to będzie… kiepski byłem z matematyki, ale wyszło, że więcej niż auta, które stoją wokół mnie w korku. Razem wzięte.

To był jeden z powodów, dla których bez żalu oddałem „Ducha” właścicielom. Drugi, że brak mi klasy. Czułem się spięty jak na przyjęciu u królowej. Wystraszony, że nieznajomością protokołu narobię jakiegoś towarzyskiego bigosu. No i musiałbym należeć do tej grupy, o której wspominałem: „starych pieniędzy”, a należę tylko do jej połowy. Znaczy do starych. Tak czy inaczej, za wysokie progi. Ale chciałbym być jak duch… jego nadkola mają więcej klasy niż ja.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane