Dawno, dawno temu... trzech studentów SGH za pieniądze zarobione na zagranicznych saksach otworzyło punkt kserograficzny na uczelni.
Był rok 1990. Piotr Zawistowski, Marek Markiewicz i Maciej Truskolaski studiowali ekonomikę obrotu towarowego i usług. Byli na trzecim roku i postanowili rozkręcić uczelniany biznes. Za pieniądze, które odłożyli pracując za granicą, kupili używaną kserokopiarkę. Każdy zainwestował 250 dolarów.
— Przez 2 miesiące zbieraliśmy potrzebne zaświadczenia, by otworzyć punkt kserograficzny. Pomógł nam rektor, który podpisał zgodę na prowadzenie działalności na terenie uczelni. Wstawiliśmy kopiarkę i tak powstała nasza pierwsza „firma” — opowiada Piotr Zawistowski, prezes Triady.
Kolejki chętnych do kserowania były niesamowite, a młodzi przedsiębiorcy stali się bardzo popularni wśród studentów.
U profesora dyrektora
Po roku działania punktu jeden z pracowników naukowych zainteresował się aktywnością zawodową studentów i zachęcił ich do otworzenia nowego biznesu.
— Cała sprawa zaczęła się w 1991 r., kiedy wykładowca katedry turystyki SGH zagadnął nas, czy nie chcielibyśmy zająć się turystyką. Na początku podeszliśmy do tego sceptycznie, ale profesor zaproponował nam, abyśmy zostali agentami jednego z dużych biur podróży, w którym piastował stanowisko dyrektora na Warszawę — wspomina Piotr Zawistowski.
Brakowało jednak klientów. Po pierwszych miesiącach, kiedy nadal dominującym zajęciem obrotnych studentów było kserowanie, otrzymali propozycję zorganizowania narciarskiego wypadu na Słowację, do atrakcyjnego zamku. W ciągu trzech miesięcy przygotowali ofertę i wysłali na Słowację ponad 250 osób. Wtedy zrozumieli, że z tego rzeczywiście coś może wyjść.
— To był przełomowy moment, zaczęliśmy myśleć o konstrukcji ofert na lato. Bardzo szybko posiedliśmy wiedzę, w jaki sposób można się tym zająć. Nie było to trudne, bo wtedy było mało obwarowań prawnych i każdy mógł założyć biuro podróży. Także klienci mieli mniejsze wymagania. Na wakacje jeździło się jelczem bez klimatyzacji i toalety — opowiada Piotr Zawistowski.
W 1996 powstało biuro Triady w Gdyni, rok później w Łodzi. W latach 2002-03 otwierali kilka biur rocznie. Dziś wszystkie większe miasta mają już obstawione.
Trudne początki
Pierwsze lata były ciężkie, pracowali po kilkanaście godzin dziennie, często wyjeżdżali za granicę.
— Tak się planowało wyjazdy, żeby było jak najmniej noclegów — i to tanich — a jak najwięcej konkretnych rozmów — mówi Piotr Zawistowski.
Jeździli po krajach, które chcieli mieć w swojej ofercie, sami szukali atrakcyjnych lokali i negocjowali ceny. Po Słowacji pojawiły się wycieczki do Austrii i Francji czy Anglii. Dzisiaj oferta biura obejmuje wszystkie strategiczne kraje — zarówno europejskie, jak i te bardziej egzotyczne.
Klienci, którzy wyjeżdżają po raz pierwszy za granicę, wykupując najtańszą wycieczkę, oczekują cudów.
— Jeden klient myślał, że tam, gdzie pojechał, będzie ładniejsza plaża i złożył skargę. Innym przeszkadzało to, że było za głośno. Pewien smakosz żalił się na zbyt dużą liczbę regionalnych dań, podczas gdy on wolał schabowe i mielone. Była też reklamacja na wodę w morzu. Była za głęboka... — uśmiecha się Piotr Zawistowski.
Jakość pod lupą
Żarty żartami, jednak do problemu jakości firma podchodzi poważnie. W zeszłym roku Triada stworzyła dział kontroli jakości, który rozwiązuje problemy dotyczące reklamacji oraz monitoruje to, co się dzieje za granicą.
Klienci próbują także rezygnować z wybranej wycieczki, obecnie najbardziej narażony jest Egipt — oczywiście z powodu zmachów terrorystycznych, które niedawno miały tam miejsce.
— Gdy klient deklaruje wybór wycieczki, podpisuje z nami umowę. My wiążemy się umową zarówno z klientem, jak i kontrahentami, dlatego nie możemy nagle przyjąć wszystkich rezygnacji bez opłat manipulacyjnych. To byłoby zbyt kosztowne dla każdego biura podróży. Jednak ze względu na sytuację w Egipcie jesteśmy w stanie zaproponować rozsądne rozwiązania — zapewnia Piotr Zawistowski.
A reklama biura podróży ze starą Greczynką przyciąga kolejnych klientów. Do końca sierpnia w samolotach Triady nie ma już ani jednego wolnego miejsca.
