Casus Grecji podnosi poprzeczkę

Jacek Zalewski
opublikowano: 16-11-2004, 00:00

O tym, że Grecja nie spełnia kryteriów uprawniających ją do zastąpienia drachmy przez euro, wiadomo było od początku, gdy tylko wspólnotowa waluta została ustanowiona. W pierwszym podejściu Grekom się nie udało, ale było oczywiste, że ich karencja jest tylko symboliczna i w dniu fizycznego wprowadzenia euro do obiegu, czyli 1 stycznia 2002 r., również drachma odejdzie do historii. No bo jak by to wyglądało — napisy na eurobanknotach po grecku, a sami Grecy na aucie?

Dlatego ogólnounijne oburzenie, że Grecy od pięciu lat okłamują statystyki i przekraczają 3 proc. deficytu finansów publicznych w odniesieniu do PKB — wręcz zdumiewa. Jedynymi, którym zależy na ustaleniu współodpowiedzialności Eurostatu i samej Grecji za to gigantyczne oszustwo, są najwyżej ministrowie finansów nowych państw członkowskich. Skoro jednak budżety potentatów — Francji, Niemiec i Włoch — kpią sobie z kryteriów przyjętych w Maastricht, to i tak nikt nie wyciągnie wobec fałszerzy żadnych konsekwencji. A poza tym grecki budżet dobiła organizacja letnich Igrzysk Olimpijskich, co jest okolicznością łagodzącą.

Wszystko to prowadzi do wniosku, że kandydaci na następnych członków Eurolandu — w tym Polska — zostaną wyjątkowo dokładnie prześwietleni. Możemy się zżymać, iż wielu prześwietlających nas nie będzie miało do tego moralnego prawa — ale taki jest los petenta.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu