Ciekawe, kiedy Kazimierz Marcinkiewicz wreszcie znajdzie zatrudnienie. Przypomnijmy: pod koniec lipca były premier ogłosił w serwisie Linkedln, że szuka pracy. Potrzebuje jej choćby po to, by rozwiązać swoje problemy ze spłacaniem alimentów na rzecz byłej żony. Co rusz plotkarskie media informowały o przeprawach dawnego prominentnego polityka z prokuratorem i komornikiem.

„Jestem gotowy do pracy kiedykolwiek i gdziekolwiek jest to potrzebne” — zadeklarował bezrobotny od dwóch lat mężczyzna, co chyba dobitnie pokazuje jego determinację.
Czy osoby, które odeszły lub wypadły z wielkiej polityki, mają szansę na karierę w biznesie? Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Missouri w Columbii (USA) wykazało, że firmy mogą odnotować znaczną poprawę wyników finansowych, gdy były polityk przejmuje rolę przywódczą. Renomowane spółki chętnie więc oferują im członkostwo w zarządach i radach nadzorczych oraz ważne stanowiska kierownicze, np. dyrektora generalnego lub dyrektora finansowego. Tak to wygląda w krajach anglosaskich. Czy również polski biznes stoi otworem przed osobami, które przeszły na polityczną emeryturę?
Nie ma reguły
Jak podkreśla dr Marek Suchar, socjolog i prezes firmy IPK Doradztwo Personalne, każdą kandydaturę rozpatruje się indywidualnie. Bo — po pierwsze — poszczególni ludzie przyszli do polityki z różnych miejsc: banków, kancelarii prawnych, mediów. Po drugie — nawet brak zawodowych doświadczeń nie musi przekreślać aplikanta. Jeżeli ma smykałkę do interesów, świat korporacji chętnie zrobi użytek z jego talentów i kontaktów.
— Według badań robionych zarówno w Polsce, jak i w krajach wysokorozwiniętych 60 proc. stanowisk jest obsadzanych dzięki rekrutacji wewnętrznej i z polecenia. Zatrudnianie po znajomości niekoniecznie jest czymś złym. Wytrawny przedsiębiorca najpierw sprawdza swój notes z telefonami, a potem dzwoni do znajomego z pytaniem o dobrego prezesa, księgowego czy negocjatora — tłumaczy dr Marek Suchar.
Podobnie uważa dr Krzysztof Tarka, psycholog i wspólnik w Tarka Executive’s, zdaniem którego typowe dla efektywnych polityków kompetencje łatwo można przenieść do biznesu. Chodzi głównie o oddziaływanie na ludzi, budowanie długoterminowych sojuszy oraz tzw. inteligencję polityczną, która oznacza m.in. rozszyfrowywanie układów i gier personalnych, dążenie do kompromisów, a także sprawne wykorzystanie nadarzających się okazji.
— Polityka jest sztuką tworzenia relacji, sieci, grup nieformalnego wsparcia i wywierania wpływu. Te same umiejętności niezbędne są do kierowania ludźmi i zespołami w firmie — twierdzi dr Krzysztof Tarka.
Nie wszyscy headhunterzy wierzą jednak, że korporacje zyskują, wciągając na swój pokład byłych polityków.
— Ludzie ci są dla przedsiębiorstw obciążeniem wizerunkowym, bo sugerują zblatowanie biznesu z władzą. Przypomnijmy sobie Gerharda Schrödera, który po utracie fotela kanclerza Niemiec w 2005 r. przyjął stanowisko w rosyjskim Gazpromie. Trudno się dziwić, że opinia publiczna w Unii, a zwłaszcza w Niemczech, uznała to za wyraz korupcji. Większości firm nie zależy na takim rozgłosie — mówi szef dużej ogólnopolskiej agencji rekrutacyjnej, który zastrzegł sobie anonimowość.
Zwraca uwagę na coś jeszcze: zwykle ludzie odchodzą z polityki zaraz po przegranych wyborach. Ich opcja traci wtedy jakiekolwiek możliwości i wpływy. To najgorszy moment na szukanie pracy.
— Prezesi spółek słyszą czasem: dopóki w swoim zarządzie macie pana Y lub panią X, nie będziemy robić z wami interesów. Co z tego, że ona lub on cieszyli się jako parlamentarzyści lub przedstawiciele rządu dobrą opinią? Należeli do obozu, który stracił władzę. To wystarczający powód, by musieli odejść. Łowcy głów znają takich przypadków wiele i dla świętego spokoju torpedują wszelkie transfery z polityki do korporacji — przekonuje nasz rozmówca.
Dr Marek Suchar widzi to inaczej: partie, które przegrywają wybory krajowe, często wygrywają na poziomie samorządowym. Tym samym ich członkowie mogą być spaleni w spółkach skarbu państwa, ale nie w firmach prywatnych, które chcą dobrze żyć z prezydentem miasta lub starostą, albo po prostu kierują się w sprawach personalnych kryteriami merytorycznymi.
— Kiedy ktoś traci mandat, wraca na stare śmieci. Zwłaszcza jeśli jest fachowcem w danej dziedzinie. Nie dopatrujmy się w tym za każdym razem korupcji politycznej — apeluje prezes IPK.
Cienka linia
W podobne tony uderza wspólnik w Tarka Executive’s, według którego ludzie są na ogół rozsądni i nie wrzucają wszystkich „eksów” do jednego worka z napisem „korupcyjna patologia”, „kolesiostwo” bądź „prywata”. Przeciwnie: każdy może liczyć na indywidualne potraktowanie przez rekruterów, ale też opinię publiczną.
— Oddzielenie polityki od biznesu to zadanie na miarę Kopciuszka, który musiał oddzielić ziarna maku od piasku. W Polsce, podobnie jak w całym cywilizowanym świecie, obie rzeczywistości się przenikają. I nikt o zdrowych zmysłach nie odbiera byłemu politykowi prawa do odnoszenia sukcesów na polu nauki, przedsiębiorczości czy w zwykłej pracy na etacie — argumentuje dr Krzysztof Tarka.
No to jak — kiedy Kazimierz Marcinkiewicz znajdzie posadę? Nasi eksperci są zgodni: rosyjskie przysłowie „tisze jedziesz, dalsze budiesz” nie jest maksymą byłego premiera. Stał się negatywnym bohaterem tabloidów. To sprawia, że nie jest zewsząd zarzucany ofertami.
Z polityki do biznesu
Żyli na koszt podatnika, teraz z powodzeniem prowadzą własne interesy.
Adam Hofman
Od 2015 r. były rzecznik PiS prowadzi R4S Consulting, agencję PR, która specjalizuje się w zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi. Założył ją razem z Michałem Wiórkiewiczem (asystent premierów Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego) i Mariuszem Sokołowskim (wieloletni rzecznik prasowy policji). W ubiegłym roku przychody firmy wzrosły o ponad 30 proc.
Janusz Palikot
Do polityki trafił z branży alkoholowej i tam powrócił. Ostatnio stawia na crowdfunding. Swoim nazwiskiem były szef Ruchu Palikota sygnuje trzecią już zbiórkę udziałową. W sumie pozyskał ponad 11 mln zł. W ostatniej emisji spółki Alembik Polska, która kończy się za trzy tygodnie, ponad 1 tys. inwestorów wyłożyło 3,2 mln zł.
Roman Giertych
Po nieudanych wyborach parlamentarnych sprzed pięciu lat były wicepremier i minister edukacji narodowej na dobre zajął się praktyką adwokacką. Lubi bronić przedsiębiorców i polityków, którym nie po drodze z „dobrą zmianą”. Reprezentował m.in. Donalda Tuska w sprawach przed prokuratorami, komisją śledcza ds. Amber Gold i komisją śledczą ds. VAT.
Konrad Ciesiołkiewicz
Były rzecznik rządu Kazimierza Marcinkiewicza doskonale odnalazł się w spółkach telekomunikacyjnych, zrazu jako specjalista ds. PR, później jako szef komunikacji korporacyjnej. Od 2008 r. pracuje w Orange Polska. Od kwietnia jest prezesem Fundacji Orange. Został też certyfikowanym coachem International Coaching Community.
John Godson
Był posłem najpierw PO, potem związał się z Jarosławem Gowinem, miał też etap niezależności, w końcu wszedł do klubu PSL. To z listy tej partii przegrał wybory w 2015 r. Później objawił się jako ranczer i obszarnik w swojej ojczystej Nigerii. Na liczącym ponad 600 hektarów Pilgrim Ranch hoduje m.in. świnie i kozy oraz przetwarza żywność.
