CEZ pożyczył miliardy za darmo

Czeska spółka przeprowadziła bezprecedensową w regionie emisję obligacji wymiennych na akcje MOL

Czy można pożyczyć 2 mld zł na trzy i pół roku i nie zapłacić ani grosza odsetek? Okazuje się, że tak. Taka sztuka udała się CEZ, czeskiej firmie energetycznej, notowanej również na warszawskiej giełdzie. 28 stycznia wyemitowała obligacje o wartości 470,2 mln EUR, w których kupon (oprocentowanie) to 0 proc. Pożyczającym był szalony filantrop lub fundusz pomocowy? Nie, grupa doświadczonych inwestorów z całego świata. Gromada była tak duża, że byli gotowi pożyczyć czeskiej grupie kilkakrotnie więcej. I nie trzeba było ich namawiać.

— Transakcja zamknęła się w ekspresowym tempie, była wręcz lawina zapisów od inwestorów, książka popytu została pokryta w 45 minut. Popyt był kilkakrotnie większy niż podaż — mówi Filip Paszke, szef zespołu akcji w Societe Generale Corporate & Investment Banking (SG CIB) w Polsce, który pracował przy transakcji.

Cenna opcja

Co tak przyciągnęło inwestorów? Nie była to emisja standardowych obligacji, lecz obligacji wymiennych na akcje MOL, węgierskiej firmy paliwowej. CEZ ma 7,3 proc. MOL, które kupił w 2007 r., gdy spółki miały budować sojusz. Po latach okazały się zbędne, ale zamiast po prostu sprzedać (ze stratą, bo w grudniu

2007 r. kupował je po 30 000 HUF za sztukę, a obecny kurs to 13 660 HUF), CEZ postanowił je wykorzystać. Obligatariusze dostali opcję odkupienia akcji MOL po 61,25 EUR (13 796,40 HUF) za sztukę, to o 35 proc. więcej niż w dniu zaoferowania obligacji.

— CEZ postanowił wykorzystać aktywa w postaci akcji MOL do osiągnięcia niższego oprocentowania obligacji. Ostatecznie uzyskał 0 proc. i dość wysoką premię konwersji na akcje, bo aż 35 proc. ponad rynkową cenę MOL. Przez kilkanaście lat pracy przy transakcjach w Nowym Jorku i Londynie nie widziałem transakcji o takich parametrach. To, co zrobił CEZ, to absolutne mistrzostwo świata — mówi Krzysztof Walenczak, dyrektor generalny SG CIB w Polsce. Jak to możliwe?

— Na rynku euro jest duża nadpłynność, a ponieważ stopy procentowe w Europie są bardzo niskie, to znaczące kwoty płyną do funduszy powiązanych z rynkiem akcji. Ponadto podmioty uczestniczące w transakcji spełniły ważne warunki: CEZ — emitent ma wysoki rating, a MOL jest bardzo płynną spółką, której kurs podlega sporej zmienności, co sprawia, że opcja na akcje tej spółki jest dużo warta — mówi Krzysztof Walenczak.

Inwestorzy, którzy pożyczyli pieniądze CEZ, zarobku szukają we wzroście kursu MOL. Przyjęli zakład, że kurs wzrośnie o więcej niż 35 proc. (o tyle wyższa jest cena, po której będą mogli zamienić obligacje na akcje od stycznia do lipca 2017 r.). A jeśli kurs o tyle nie wzrośnie lub spadnie? Nie zrealizują opcji i CEZ będzie musiał wykupić obligacje, czyli oddać pożyczone 470,2 mln EUR. Bez żadnych odsetek.

— W najgorszym przypadku inwestorzy otrzymają zainwestowany kapitał. To sytuacja, w której obie strony wygrywają: CEZ otrzymał darmowy dług, a inwestorzy gwarancję kapitału i opcję zyskania na akcjach — mówi Filip Paszke. Skąd ta wiara we wzrost kursu MOL? — Inwestorów przyciągnęła opcja na akcje MOL, a nie tyle sama spółka. Z dużym prawdopodobieństwem nie znają specjalnie ani CEZ, ani MOL, dokładnie nie przeanalizowali spółek, sektora czy klimatu politycznego — mówi Krzysztof Walenczak.

Polacy zaspali

Kto jest w gronie inwestorów? Według naszych informacji całość emisji objęły zagraniczne fundusze: 60 proc. to fundusze akcyjne, a resztę hedgingowe. Niemal co trzeci pochodził z Wielkiej Brytanii, 18 proc. to fundusze francuskie, 15 proc. szwajcarskie, 10 proc. amerykańskie, 6 proc. niemieckie, a 5 proc. z Hongkongu. W transakcji nie wziął udziału ani jeden polski podmiot.

— Gdy polscy zarządzający skończyli zapoznawać się z ofertą i zaczęli zadawać pytania, to transakcja była już zamknięta. To pokazuje różnicę w szybkości podejmowania decyzji. Ale nie ma się co dziwić — to produkt kompletnie nieznany na polskim rynku. Najpierw uczyliśmy się rynku akcji, jeszcze niedawno nowością były obligacje notowane na Catalyst, które dziś są już standardem, a teraz czas na instrumenty dłużne powiązane z rynkiem akcji. Jestem przekonany, że docelowo będzie rosło zainteresowanie nimi, zarówno po stronie emitentów, jak i inwestorów — mówi Krzysztof Walenczak. Eksperci SG CIB twierdzą, że taka emisja obligacji zamiennych na akcje ma wiele zalet.

— Dzięki opcji na akcje firma może uzyskać tańsze finansowanie. Cena zawarta w opcji jest standardowo 30-35 proc. wyższa od bieżącej wyceny, zatem pozwala akcjonariuszom rozwodnić swój udział w kapitale po wyższej cenie. To szczególnie ciekawe rozwiązanie dla firm, które wierzą, że za kilka lat ich wycena będzie wyższa, bo np. kończą projekt inwestycyjny — mówi Filip Paszke.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Obligacje / CEZ pożyczył miliardy za darmo