Champions ma kucharza z drugiej ligi

Julia Kafka
opublikowano: 1998-12-07 00:00

Champions ma kucharza z drugiej ligi

Warszawska restauracja Champions przyprawia klientów o rozdwojenie jaźni. Pierwsze „ja” podziwia pomysł sportowej stylizacji wnętrza i obsługę. Drugie „ja” zaś ma ochotę wygwizdać jakość serwowanych potraw.

Po przekroczeniu progu restauracji trzeba zapisać pierwsze punkty na jej koncie. Wnętrze utrzymane w klimacie klubu sportowego, udekorowano gadżetami kojarzącymi się z kulturą fizyczną. Brawo za pomysł i realizację.

Konsumpcja serwowanych dań przypomina pojedynek bokserski.

Paluszki hokejowe z panierowanego sera z sosem miodowo- -musztardowym są wyśmienite —pierwsza runda dla Champions. Zupy „Hurra” i cebulowa nijakie — ani smaczne, ani złe. To starcie można od biedy uznać za remis.

Najbardziej krwawym fragmentem pojedynku są dania główne. „Kanapka zwycięzców” jest tak sucha, że po pierwszych kęsach konsument ma ochotę prawym sierpowym znokautować autora receptury, a lewym podbródkowym rozprawić się z kucharzem. Uwaga na „Przysmak niezwyciężonego”! Powaliłby na deski nawet Andrzeja Gołotę. „Złocisty filet rybny”, zapowiadany w menu, okazuje się odgrzanym na przypalonym oleju kawałkiem sandacza, który spoczywał w zamrażarce przynajmniej od czasu olimpiady w Rzymie.

Urazów odniesionych we wcześniejszych starciach nie są w stanie uleczyć nawet desery.

Lody waniliowe z ciepłym sosem wiśniowym „Squash” są wyśmienite. Dużo gorzej prezentuje się jednak „potrójny Tullup”, czyli zapiekane plasterki jabłek z sosem waniliowym.

Sytuację ratuje nieco dość miła i sprawna obsługa. Gdyby jeszcze kelnerki nie krzywiły się na uwagi pod adresem kuchni. Dobrze przynajmniej, że nie biją.

NACHALNE MONITORY: Sporym błędem w aranżacji wnętrza było rozwieszenie pod sufitem licznych telewizorów. W każdym z nich pokazywane są fragmenty sprawozdań z różnych zawodów sportowych, które w brutalny sposób odrywają uwagę klienta zarówno od jedzenia, jak i konwersacji ze współbiesiadnikami.