Jest rynek, jest potencjał. Czego więc brakuje branży CFM? Mądrej polityki rządu, która zachęcałaby do inwestowania w nowe samochody...
W jakiej kondycji znajduje się rynek długoterminowego wynajmu aut w Polsce? Czy Europa bardzo nas wyprzedza?
Paul Gogoliński, prezes Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) i prezes DaimlerChrysler Fleet Management Polska: Rynek car fleet management (CFM) w Europie Zachodniej jest bardzo rozwinięty. Jego prognozowany roczny wzrost to obecnie 1-2 proc. Rządy krajów zachodnioeuropejskich od kilku lat uchwalają ustawy sprzyjające rozwojowi branży motoryzacyjnej. Brane są przy tym pod uwagę interesy wielu stron: odbiorców, przedsiębiorców, urzędów skarbowych, organizacji ekologicznych. W Polsce moglibyśmy spodziewać się wzrostu na poziomie 20 proc. — nie dzieje się tak z kilku przyczyn. W kraju brakuje długofalowej strategii dla rynku motoryzacyjnego, decyzje podejmowane są zależnie od aktualnych potrzeb, co daje efekty krótkofalowe. Potwierdzają to liczby: w 1999 r. sprzedano ponad 600 tys. nowych samochodów, a w tym roku nieco ponad 200 tys. — mimo wzrostu gospodarczego i członkostwa Polski w UE.
Janusz Kowalik, członek zarządu PZWLP i prezes Arval Service Lease Polska: Usługi outsourcingu stają się popularne, ale menedżerowie polskich firm nie do końca wiedzą, co one oznaczają. To jakby z ciastka zjadali tylko krem, nie ruszając całej reszty. Nie przykładają wagi do jakości usług i skupiają się na cenie. Jeszcze nie dojrzeli do analizowania usługi pod kątem wartości dodanej. Przedstawiciele tylko niewielkiej części firm w Polsce, zwłaszcza korporacji międzynarodowych, są już tego świadomi. Firmy skupiają się na upustach, niższym oprocentowaniu, a to jest tylko około 25 proc. kosztów. Reszta zależy od sposobu zarządzania flotą, dyscyplinowania ludzi, świadomości ekologicznej, bezpieczeństwa na drodze.
P.G.:W Polsce nadal dominuje myślenie, że auta powinny być własnością firmy: trzeba je kupić za własne środki, mieć kontrolę nad serwisem itd. Istnieje także obawa, że wynajęcie firmy CFM oznacza redukcję zatrudnienia we własnym przedsiębiorstwie. W tej chwili zarządzający flotą w firmach mają pewien rodzaj władzy — są to ludzie, z którymi rozmawiają producenci i dilerzy i to te osoby boją się utraty przywilejów.
Kiedy rynek dojrzeje?
J.K.: Na Zachodzie trwało to 40 lat, w Polsce — 7. Ale zmiany w nowej Europie idą szybciej. Sądzę, że rok 2008 może być przełomowy.
Co blokuje rozwój tego sektora?
P.G.: Polska to śpiący gigant. Spójrzmy na rynek nieruchomości. Wybuchł nagle, bo ludzie dojrzeli do myśli, że mogą zainwestować biorąc kredyt i kupując mieszkanie, albo nawet dwa. Nasza branża czeka na taki przełom. Jednak do tego potrzebna jest mądra polityka rządu, która zachęcałaby firmy do zakupu nowych samochodów i do odnawiania flot, np. co 3-4 lata. Trzeba coś zrobić z importem używanych pojazdów, bo to przynosi Polsce więcej szkód niż korzyści. Te auta zanieczyszczają środowisko, bo nie spełniają standardów Euro, jest też problem z ich recyklingiem. I bezpieczeństwem na drogach...
J.K.: UE pozbywa się wraków i przymyka oko na to, że Polska nie przestrzega norm ekologicznych. A za rok lub dwa ukarze za to.
P.G.: Do tego na Zachodzie te auta sprzedawane są za realną cenę i tamtejsze urzędy skarbowe mają z tego tytułu przychód. Z kolei w Polsce ich wartość się zaniża i polski fiskus na tym traci. Nie można tego ignorować. Trzeba zbudować strategię rozwoju, tak by wszyscy mieli z tego korzyści: Polacy jeździliby nowszymi i lepszymi samochodami, które spełniałyby normy ekologiczne. Kupowaliby je w Polsce, więc przychód do skarbu państwa byłby większy. Obecnie przedstawiciele branży rozmawiają z rządem o ustaleniu takiej strategii dla motoryzacji. Efekt tych rozmów zobaczymy za około pół roku.
J.K.: Potrzeba też zmiany świadomości polityków, przedsiębiorców i zwykłych ludzi. Pracodawca chce, żeby jego kierowca jeździł bezpiecznie, ale każe mu w kraju bez autostrad dojechać z Warszawy do Gdańska czy Krakowa w 2,5 godz. Gdzie tu jest odpowiedzialność?
P.G.: Infrastruktura w Polsce jest w opłakanym stanie — najgorsza ze wszystkich krajów UE. Samochodów przybywa, a drogi są w ciągłym remoncie. Będzie rosła frustracja kierowców, a przy tym liczba wypadków i ofiar.
Czy pod względem standardu oferowanych usług również jesteśmy daleko za Europą?
J.K.: Podstawowe usługi rynku CFM są w Polsce na poziomie europejskim, choć często uproszczone — nasz kraj nie dojrzał jeszcze w pełni do zdefiniowania, czym jest dobra usługa i jakie przynosi korzyści. Przyszłością jest działalność konsultingowa, ale żeby proponować innowacyjne rozwiązania, trzeba mieć odzew, odbiorców...
P.G.: Na Zachodzie system Telematix jest powszechnie akceptowany. Dzięki niemu floty mogą być efektywnie zarządzane wykorzystując informacje dotyczące tankowania, przebiegów, stanu technicznego pojazdów. W Polsce jest to ciągle postrzegane jak... szpiegostwo.
Jaka przyszłość czeka zatem branżę CFM?
P.G.: Przed nami obiecujący okres. W Polsce mamy ogromny wzrost gospodarczy, blisko 40 mln mieszkańców, świetne położenie w centrum kontynentu. Musi więc nastąpić wzrost sprzedaży samochodów — firmy będą inwestować. Będą też outsoursować zarządzanie nimi, bo to nie jest ich podstawowa działalność. Ale o tym, jak duży będzie wzrost, więcej do powiedzenia ma rząd...