Kiedyś inwestor z Czech zapowiadał dwukrotny wzrost obrotów... To poezja. Teraz proza: niedawno NIK zarzuciła władzom Polskiego Handlu Spożywczego spowodowanie prawie 90 mln zł strat. Co się stało — bada prokurator.
W marcu 1998 r. czeski Interkontakt za 125 mln zł objął nową emisję akcji Polskiego Handlu Spożywczego (PHS), przejmując tym samym 66,6 proc. akcji firmy. Wiarygodność nowego udziałowca wzmacniał fakt, iż od 1997 r. 45 proc. jej udziałów znajdowało się w posiadaniu renomowanego banku inwestycyjnego Credit Suisse First Boston (CSFB). Amerykanie wydali na ten pakiet prawie 50 mln USD.
Przed końcem 1998 r. Czesi zwolnili 1,8 tys. osób (40 proc. załogi PHS), likwidując terenowe oddziały firmy. W sierpniu 1998 r. utworzyli dwie spółki zależne: Redco (miała zarządzać nieruchomościami PHS) i Samę (przejęła od PHS działalność handlową: 250 sklepów, głównie na południu kraju). Te posunięcia spowodowały, że zatrudnienie w PHS spadło — z około 4,5 tys. osób do kilkudziesięciu.
Zarówno polscy (z dawnego składu zarządu zostali dziś Michał Krawczyński i Dariusz Krześniak), jak i czescy członkowie zarządu PHS zapewniali w prasie: większość ze 125 mln zł, które Interkontakt wpłacił za akcje, przeznaczono na odprawy dla zwalnianych, spłatę długów i modernizację sieci handlowej.
Część pieniędzy wydano jednak na coś innego: powędrowały z powrotem do Czech. Prawie 3 mln zł PHS przekazał na rzecz Interkontaktu — z tytułu umowy „na zarządzanie i szkolenie”. Dziesięć razy więcej kosztowała polską spółkę — podpisana w maju 1998 r. — umowa z Interkontaktem „o współpracy w międzynarodowym obrocie towarami”. Zgodnie z jej zapisami, PHS przekazał czeskiej spółce 30 mln zł tytułem „zaliczki na towary”. Nigdy żadne produkty do PHS nie trafiły. Czesi nie zwrócili też pieniędzy...
We wrześniu 1998 r. doszło do podpisania innego dokumentu. Tym razem PHS pożyczył Interkontaktowi 32,5 mln zł. Należność miała być spłacona do marca 2000 r. Ale do dziś do PHS nie trafiła z powrotem ani złotówka.
NIK na tropie
Wspominanymi umowami zainteresowała się Najwyższa Izba Kontroli — przy okazji sprawdzania „zabezpieczenia interesów państwa w spółkach z mniejszościowym udziałem skarbu państwa” (w PHS skarb państwa cały czas ma 1/3 akcji). Efekt? W styczniu 2005 r. powstał raport NIK, w którym zarządowi spółki i czeskiemu Interkontaktowi zarzucono niegospodarną działalność i spowodowanie prawie 90 mln zł strat. Kwota obejmuje nie tylko owe umowy z Interkontaktem, ale i pieniądze wydane na stworzenie spółki Sama.
Ta obsadzona przez Czechów z Interkontaktu firma miała zająć się działalnością handlową pod marką Sama (znaną w Czechach i na Słowacji). Do tego nie doszło. Po niecałym roku działalności zbankrutowała. PHS wyłożył na nią prawie 26,3 mln zł. Czy jest szansa odzyskania tych pieniędzy? Nie. Postępowanie upadłościowe umorzono — z uwagi na brak środków na jego prowadzenie...
— Zarówno zaliczka na dostawy towarów od Interkontaktu, pożyczka dla czeskiego inwestora, jak i pieniądze wydane na stworzenie Samy były elementem realizacji strategii zweryfikowanej przez CSFB i zatwierdzonej przez radę nadzorczą PHS. Wszystko odbywało się przy otwartej kurtynie — zapewnia Dariusz Krześniak, członek zarządu PHS.
— Te działania były zgodne z dokumentem uzgodnionym ze skarbem państwa przed prywatyzacją. Zaliczka na towary to element budowy centrum zakupowego dla holdingu, pożyczka miała być wykorzystana na samo stworzenie holdingu, a strata Samy wynikała ze zmiany strategii Interkontaktu, polegającej na wycofaniu się z działalności handlowej — wtóruje mu Anita Ryng, od prywatyzacji zasiadająca w radzie nadzorczej PHS z polecenia skarbu państwa.
Upadek Golema
Co to za „zmiana strategii”? Otóż Interkontakt w październiku 1999 r. poinformował władze PHS, że „przechodzi z pozycji firmy detalicznej do pozycji firmy powierniczej w branży nieruchomości”. Wynikało to z problemów, w jakie — tuż po prywatyzacji PHS — popadł czeski gigant. Amerykanie z CSFB pokłócili się z czeskimi udziałowcami Interkontaktu — i zakręcili kurek z pieniędzmi. Odwołali też swoich przedstawicieli we władzach PHS. Wszystko tak szybko, że jeden z przedstawicieli CSFB, członek zarządu PHS, Brytyjczyk Simon Jackson, z dnia na dzień, bez słowa wyjaśnienia i rozliczenia choćby komórki, porzucił pracę i wyjechał do Anglii...
Brak funduszy oznaczał dla Interkontaktu problemy z płatnościami. Spółka próbowała ratować się wyprzedażą części sklepów i zmianą profilu działalności. Bezskutecznie. Efekt? W maju 2000 r. sąd ogłosił upadłość Interkontaktu. Zdaniem Milana Suchodola, jedynego już Czecha w zarządzie PHS, główną przyczyną bankructwa czeskiej spółki było mocne — za mocne — wejście do tej części Europy wielkich zachodnich sieci handlowych.
— Interkontakt po prostu nie wytrzymał konkurencji — twierdzi.
Bez zabezpieczenia
Interkontakt do dziś znajduje się w upadłości, a PHS, jego największy wierzyciel — przewodniczy radzie wierzycieli spółki. Czy są widoki na odzyskanie pieniędzy, które wypłynęły z PHS w formie zaliczki i pożyczki (z odsetkami to grubo ponad 70 mln zł)?
Niewielkie. Dość powiedzieć, że władze PHS w biznesplanie założyły odzyskanie... 1 mln zł. A i z tym może być problem. Upadłość się przeciąga, a wierzytelność PHS jest w grupie, którą syndyk będzie zaspokajał na końcu. Byłoby inaczej, gdyby — pożyczając pieniądze lub wpłacając zaliczkę — zarząd PHS zabezpieczył ich zwrot w jakikolwiek sposób... Wśród byłych menadżerów PHS mocne jest przeświadczenie, że przedstawiciele Interkontaktu zastosowali prostą taktykę: żadnych zabezpieczeń albo zmieniamy zarząd. Michał Krawczyński i Dariusz Krześniak zapewniają, że takiego nacisku nie było. I nie przypominają sobie, dlaczego nie występowali o zabezpieczenie...
— Jak można mówić o wyprowadzaniu pieniędzy ze spółki? Jeśli ktoś miałby taki cel, to nie inwestowałby w jej rozwój! A tylko w 1998 r. na remonty i modernizację sieci sklepów i centrów logistycznych, dzięki środkom Interkontaktu, wydaliśmy około 18 mln zł. Spłaciliśmy też 16 mln zł kredytów. Nasze działania mieściły się w granicach ryzyka gospodarczego, a straty to głównie efekt zdarzeń zewnętrznych, uniemożliwiających realizację strategii do końca. Wierzymy, że to zdanie podzieli prokuratura — z nadzieją w głosie mówi Dariusz Krześniak.
Matka to świętość
Na decyzję prokuratury zaczekamy.
— Na wniosek NIK prowadzimy postępowanie w sprawie karalnej niegospodarności w PHS. Wystąpiliśmy o pomoc prawną do Czech i Anglii. Czekamy na odpowiedź (chodzi o przesłuchanie byłych członków zarządu PHS, przebywających w tych krajach — przyp. aut.). Trudno określić termin zakończenia śledztwa — mówi Maciej Kujawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
A zarzuty stawiane przez NIK dotyczą nie tylko braku zabezpieczeń pożyczki i zaliczki (choć te są najpoważniejsze), ale i bierności władz PHS w windykowaniu tych kwot od Interkontaktu.
— Trzeba pamiętać o jednym. Dłużnikiem był strategiczny inwestor, nasza spółka matka. A matki tak łatwo nie oddaje się do sądu... — wyznaje kwieciście Michał Krawczyński, prezes PHS. I zaraz szybko przekonuje:
— Ale wiele działań windykacyjnych podejmowaliśmy: wnosiliśmy o umorzenie akcji, dążyliśmy do ugody czy zabezpieczenia wierzytelności na akcjach, a w końcu także do sprzedaży tych wierzytelności.
Pieniądze, utopione w Interkontakcie, odbiły się poważnie na kondycji PHS. Władze spółki próbowały ratować się zbyciem zbędnych nieruchomości (w latach 2000-03 sprzedano 52 nieruchomości za ponad 25 mln zł). Mimo to skumulowana strata PHS na koniec 2003 r. wynosiła ponad 160 mln zł (z tego 123 mln zł, czyli ponad 70 proc. powstało już po prywatyzacji), a jedną z głównych działalności spółki stało się prowadzenie archiwów akt osobowych prawie 100 tys. byłych pracowników.
Norweg na horyzoncie
Przyszłość PHS rysuje się jednak w ciekawych barwach. Dużo zależy od nowego głównego akcjonariusza spółki: norweskiej firmy Rema Central Europe (RCE). Ta spółka powiązana jest ze skandynawskim potentatem Reitan Group, znanym na naszym rynku z prowadzenia sklepów pod marką Rema 1000 (sieć tę przejął Jeronimo Martins, właściciel Biedronki). Od 2000 r. RCE ma 18 proc. akcji PHS. We wrześniu 2004 r. dokupiła kolejne 49 proc. PHS od syndyka Interkontaktu i obecnie, z 67-procentowym pakietem, kontroluje wydarzenia w spółce. Ma trzech członków w pięcioosobowej radzie nadzorczej PHS. Dwóch z nich to przedstawiciele austriackiego CAIB. Nie bez powodu...
— Doradzaliśmy CSFB przy wejściu do Interkontaktu, a także później Interkontaktowi przy wejściu do PHS. Teraz RCE chce, byśmy pomogli w prowadzeniu spraw PHS i w odkupieniu od skarbu państwa pozostałych 33 proc. akcji spółki — tłumaczy Veslav Michalik z czeskiej filii CAIB.
Z naszych informacji wynika, że oferta RCE wpłynęła już do MSP. Potwierdza to Anita Ryng. Jej zdaniem, w ciągu 2-3 miesięcy powinno być jasne, czy ministerstwo zdecyduje się zaakceptować cenę, zaproponowaną przez Norwegów. Jaką? Ani przedstawiciele RCE, ani MSP nie chcą jej ujawnić. Według nieoficjalnych informacji jest ona niższa niż wartość bilansowa akcji pozostających w rękach skarbu państwa, czyli około 10 mln zł. To zaś znacznie mniej niż wartość rynkowa tych akcji (ponad 60 mln zł) w 1998 roku. Przez siedem lat czeskich rządów akcje PHS straciły więc na wartości prawie 85 procent!
Skąd zainteresowanie Norwegów PHS? Zeszły rok firma zakończyła na niewielkim plusie. Zysk wykazała też spółka zależna Redco, zarządzająca (pozostającymi w rękach PHS) dwoma biurowcami oraz blisko setką obiektów handlowych i magazynowych. Władze spółki chcą wzbogacić gamę usług świadczonych na rzecz najemców, zamierzają też zainwestować do 50 mln zł nie tylko w już posiadane, ale i nowe nieruchomości.
Ambitne plany. Realne? Zdecyduje o tym nie tylko postawa Norwegów, ale i decyzje prokuratorów...




