Kilka miesięcy temu spotkałem się w Warszawie z polskim przedsiębiorcą, który przez gazety został okrzyknięty jednym z największych polskich talentów IT na świecie. Miron Mironiuk rozwija w Azji firmę e-handlową Cosmose, która została wyceniona na 500 mln USD (ponad 2 mld zł). Oprócz łączenia sprzedawców i kupców przy pomocy nowoczesnych technologii firma Mironiuka emituje własną kryptowalutę nazwaną Kai-Ching, która jest tzw. stablecoinem – instrumentem płatniczym, który ma 100-procentowe pokrycie w twardej walucie, czyli dolarze. Zapytałam Mirona, po co taka kryptowaluta? Miałem wrażenie, że jest to sposób na dotarcie do młodych kupców, zainteresowanych nowinkami. Odpowiedź była jednak dużo błahsza: płatności w dolarach, szczególnie małe czy międzynarodowe, są wciąż tak drogie, że emitując kryptowalutę, znacząco zmniejsza się koszty zakupów.
To, co robi Mironiuk, bardzo przypomina działalność weneckich i genueńskich kupców z XV wieku, którzy prowadząc działalność handlową na dalekie odległości, zaczęli wraz z florenckimi bankierami używać jako jedni z pierwszych weksli (bills of exchange). Zamiast wieźć 1000 km na Bliski Wschód monety, wozili weksle, które były zobowiązaniem do wypłaty określonej liczby monet. Ta innowacja finansowa ułatwiała długodystansowy handel, czyniąc go tańszym, a z czasem, na przestrzeni wieków, przekształciła się w nowoczesny pieniądz i kredyt, które napędziły rewolucję przemysłową.
Czy współczesne instrumenty typu stablecoin mogą odegrać podobną rolę? Napędzić globalny handel, doprowadzić do rewolucji ekonomicznych i społecznych? To jedno z pytań, na które próbuje odpowiedzieć Eswar Prasad w książce „The Future of Money: How the Digital Revolution Is Transforming Currencies and Finance”. Ekonomista związany z Uniwersytetem Cornella i Instytutem Brookings nakreślił bardzo szeroki obraz zmian technologicznych w systemie finansowym, ja skupię się tylko na kilku wątkach, szczególnie związanych z systemem płatności. Jak bowiem pisze Prasad, „największy wpływ nowych technologii finansowych będzie się objawiał w systemie płatniczym”. Twierdzi on, że zmiany ekonomiczne i polityczne wywołane przez nowe technologie mogą być głębokie, ale nie jest to wizja nagłej rewolucji, a raczej stopniowej zmiany, która daje nam szanse i stwarza ryzyka.
Kiedy Prasad kończył swoją książkę, bitcoin kosztował na giełdach 60 tys. USD (dziś jest 40 proc. tańszy) i był powszechnie traktowany jako wielka rewolucja. Prasad jednak już wtedy dostrzegał, że akurat ta kryptowaluta nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Zgodnie z zamysłem założyciela miała być super efektywnym środkiem płatniczym, a tymczasem w płatnościach nie odegrała żadnej roli, stając się głównie instrumentem inwestycyjnym dla pasjonatów technologii. Natomiast inna kryptowaluta może potencjalnie nieść znacznie większe zmiany w światowych finansach, mimo że upadła równie szybko, co powstała – to Diem (Libra), czyli stablecoin stworzony przez Facebooka. Życie tej waluty okazało się krótkie, bo rządy największych państw widziały w niej zagrożenie dla roli swoich walut i doprowadziły do zabicia projektu przez jego sponsorów. To pokazuje potencjał tkwiący w tego typu instrumentach, to one mogą stać się bazą rewolucji finansowej.
Rewolucja płatnicza oznacza, że transfery finansowe będą dużo szybsze, łatwiejsze, tańsze i bezpieczniejsze niż do tej pory. To może sprawić, że kapitał będzie znacznie szybciej krążył po świecie, a jednocześnie na znacznie większą skalę rozwinie się rynek handlu usługami cyfrowymi. Jednocześnie jednak oznacza to, że rządy będą miały coraz większe problemy z kontrolą przepływów finansowych, stabilności finansowej i walut. Dla niektórych, mniejszych gospodarek może to oznaczać zagrożenie ich suwerenności finansowej, czyli zdolności kontrolowania przepływów pieniądza na własnym terytorium. W ostrożnym scenariuszu to wszystko może oznaczać perturbacje finansowe i technologiczne. Nie można jednak wykluczyć, że rewolucja finansowa uruchomi też zmiany polityczne.
Z naszego, polskiego punktu widzenia, ciekawe jest na przykład takie pytanie: czy rozwój międzynarodowych instrumentów płatniczych, zarówno prywatnych (stablecoiny), jak też publicznych (analogiczne waluty cyfrowe emitowane przez duże banki centralne) osłabi znaczenie złotego w transakcjach gospodarczych w Polsce. Gdyby tak się stało, miałoby to duże implikacje dla suwerenności pieniężnej, czyli zdolności stabilizacji gospodarki przez bank centralny i instytucje nadzorcze. Prasad nie odnosi się do złotego, ale wskazuje, że mniejsze gospodarki i rynki wschodzące mogą być narażone na ryzyko utraty części kontroli nad swoimi walutami i systemami płatniczymi. Oficjalny środek płatniczy kraju jest wprawdzie kwestią regulacji i zdolności narzucania go przez rząd jako akceptowalnej formy spłaty zobowiązań. Jeżeli jednak korzystanie z walut alternatywnych stanie się super proste (dziś nie jest), to efektywność takich regulacji może ulec zmniejszeniu. Nie da się dziś określić, na ile duże jest to ryzyko. Prasad sądzi jednak, że zdolność utrzymania kontroli nad walutą będzie zależała od takich czynników, jak dziś: wiarygodności banku centralnego, efektywności rządu i systemu podatkowego. Ostatecznie przecież, czego Prasad niestety nie wyjaśnia, korzystanie z danej waluty jest w dużej mierze związane z obowiązkiem wykorzystania jej do płacenia podatków.
Inne ciekawe pytanie brzmi: czy rewolucja finansowa doprowadzi do osłabienia, czy wzmocnienia globalnej roli dolara? Są argumenty za oboma scenariuszami. Z jednej strony, jeżeli płatności międzynarodowe staną się dużo szybsze, bezpieczniejsze i znacznie bardziej rozpowszechnione, to zmniejszeniu może ulec zapotrzebowanie na wykorzystywanie najbezpieczniejszej i najbardziej płynnej waluty świata. To mogłoby nieść pewne korzyści, bo uzależnienie światowej gospodarki od dolara generuje duże ryzyko dla krajów używających innych walut. Z drugiej strony, zdaniem Prasada proliferacja walut cyfrowych, a szczególnie wprowadzenie cyfrowego dolara, mogłoby osłabić rolę walut alternatywnych dla amerykańskiej – euro, jena czy funta. Jak widać, przyszłość jest owiana mgłą i nie da się jej dziś jasno nakreślić.
Eswar Prasad stawia wiele ciekawych pytań i nakreśla najważniejsze scenariusze związane z rewolucją finansową. Nie jest naiwnym technoentuzjastą, który starałby się przekonać, że technologia fundamentalnie odmieni nasze życie, ale wskazuje, że niektóre zjawiska mogą wymagać zmian po stronie rządów, banków centralnych i instytucji komercyjnych. To, czego mi w jego książce brakuje, to głębszej refleksji nad tym, czym jest pieniądz i jaką odgrywa rolę. Książka Prasada jest bardziej przewodnikiem finansowym i technologicznym, podsumowującym najważniejsze trendy, niż próbą głębszej refleksji ekonomicznej. Bywa więc momentami nudna. Mimo to jest to pewnie jeden z bardziej wiarygodnych przewodników po mapie finansowej rewolucji na świecie.

