Czysta woda zdrowia doda

opublikowano: 26-01-2017, 22:00

Dostęp do wody pitnej, lecz z jednoczesnym odprowadzaniem ścieków bez szkodzenia środowisku — to wyznaczniki cywilizacyjnego rozwoju.

Przywołane w tytule motto branży wodociągowo-kanalizacyjnej to oczywistość, ale przez długie lata jedynie teoretyczna. W praktyce realizację założenia „z jednoczesnym” ludzkość traktowała jako utopię. Gdy w XIX w. wielkie miasta zaczęły budować podziemną infrastrukturę, dbały jedynie o czystość i jakość wody do spożycia. Normą było spuszczanie ścieków do rzek, które poniżej metropolii stawały się zniszczonymi biologicznie rynsztokami, niosącymi brudy do mórz.

Typowym przykładem takiego systemu są wodno-ściekowe dzieje Warszawy, korzystającej z Wisły i zarazem ją niszczącej. Odstęp czasowy między zbudowaniem w stolicy nowoczesnych instalacji wodociągowych a domknięciem obiegu wody sprawnymi oczyszczalniami wyniósł ponad sto lat! Notabene rachunek kosztów samorządowej spółki Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w m.st. Warszawie (MPWiK) potwierdza, że dostarczenie uzdatnionego do spożycia w nowoczesnej technologii metra sześciennego wody jest znacznie tańsze niż zadbanie, by wrócił on do Wisły prawidłowo oczyszczony. Na szczęście jednak dla największej polskiej rzeki w XXI w. mamy już inny stosunek do naturalnego środowiska, a także… dostęp do proekologicznych funduszy unijnych.

Szokująco wysoka śmiertelność

W XIX w. pod zaborem rosyjskim największą inwestycją Warszawy była przez długie lata… cytadela, która miała rozstrzeliwać armatami niepokorne miasto. Oddana została do użytku w 1834 r., ale rozbudowywana była aż do 1875 r., gdy wzniesiono przy niej wojskowy most drogowo-kolejowy. Jedynym tak znaczącym obiektem cywilnym był ukończony w 1864 r., czyli po zdławieniu Powstania Styczniowego, stały most Aleksandryjski — od nazwiska konstruktora powszechnie zwany przez mieszkańców mostem Stanisława Kierbedzia.

W tamtych ponurych okolicznościach za wygranie przez Warszawę rozwojowego losu na loterii można uznać przysłanie w 1875 r. przez carskie władze jako p.o. prezydenta miasta generała Sokratesa Iwanowicza Starynkiewicza. Był rusyfikatorem, ale zmiękczającym społeczeństwo pozytywistyczną pracą u podstaw. Do przejścia na emeryturę w 1892 r. zrealizował kilka wielkich inwestycji, przekształcających Warszawę w nowoczesną metropolię.

Najważniejszą, służącą miastu znakomicie do dzisiaj, było zbudowanie sieci wodociągów i kanalizacji. Prezydenta Starynkiewicza szokowała wysoka śmiertelność w Warszawie, nie spowodowana niekorzystnymi warunkami klimatycznymi, lecz powszechnym spożywaniem brudnej wody. Pierwsze systemy doprowadzania wody powstały już w XV w. w rejonie Zamku Królewskiego i Starego Miasta. Ale była ona pobierana z Wisły mniej więcej w tym samym miejscu, gdzie… spływały ścieki, czyli w uproszczeniu konsumowano szambo.

W jeszcze gorszym stanie sanitarnym były ujęcia lokalne, sąsiadujące z dołami kloacznymi.

Warszawską kranówkę można pić

Starynkiewicz sprowadził angielskiego inżyniera Williama Lindleya, ówcześnie najlepszego fachowca w Europie. W 1878 r. zaprojektował on od razu obie sieci: wodociągową i kanalizacyjną. Inwestycję zatwierdził w 1881 r. z Petersburga sam Najjaśniejszy Pan Aleksander III, natomiast realizował ją syn projektanta William Heerlein Lindley.

Warszawa liczyła 350 tys. mieszkańców, ale bardzo szybko ich przybywało i do końca XIX w. było to już 500 tys. Woda była pobierana z Wisły w nowym ujęciu na Czerniakowie i pompowana do stacji filtrów w najwyższym punkcie lewobrzeżnej części miasta — między ulicami Koszykową a Nowowiejską.

Stamtąd po oczyszczeniu płynęła grawitacyjnie, a także dzięki pompom i wykorzystaniu ponad 40-metrowej wieży ciśnień. Rury rozprowadzające układano poniżej poziomu przemarzania gruntu, który w Warszawie znajduje się na głębokości około 2 metrów. Pierwsza nowocześnie przefiltrowana woda popłynęła w 1886 r. i tę datę uznaje za swój punkt startowy obecne MPWiK. Dzięki podwieszeniu w 1896 r. grubego przewodu pod mostem Kierbedzia z dobrodziejstwa nowego wodociągu zaczęła korzystać także prawobrzeżna Praga. Co najważniejsze, w latach 1880-1910 śmiertelność w Warszawie zmalała z 33,55 do 19,27 osób na tysiąc. Przed wybuchem w 1914 r. pierwszej wojny światowej wodociąg docierał już do 61 proc. warszawskich posesji.

Miejskie przedsiębiorstwo zaopatrujące mieszkańców w wodę i odbierające ścieki przez 131 lat było reorganizowane i przekształcane, ale przedmiot jego działalności się nie zmieniał. Obecnie najnowocześniejszym technologicznie obiektem filtrów jest stacja ozonowania pośredniego i filtracji na węglu aktywnym, oddana do użytku w 2010 r. To największy tego typu obiekt w Polsce.

Ozonowaniu pośredniemu poddaje się wodę uprzednio oczyszczoną w procesach koagulacji i filtracji. Efektem jest wysoka i stabilna jakość wody, poprawa jej barwy, smaku i zapachu. W stolicy naprawdę można pić kranówkę, chociaż sektor wody sprzedawanej w plastykowych butelkach ma się dobrze.

Nieczystości razem z deszczówką

Założeniem projektu tzw. kanalizacji ogólnospławnej było szybkie usuwanie z Warszawy ścieków domowych i przemysłowych w stanie świeżym wraz z zawiesinami, a także ulicznej deszczówki za pomocą szczelnych kanałów podziemnych i zrzucanie ich do rzeki. Realizacja takiej koncepcji dołączyła Warszawę w końcu XIX w. do elity pięciu miast niemieckich: Berlina, Hamburga, Frankfurtu nad Menem, Wrocławia i Gdańska. Nowoczesny system przewidywał obfite przemywanie kanałów nadwyżką wody ze stacji filtrów i ściekami, które odpowiednimi zasuwami można było spiętrzać i kierować do odcinków najbardziej zanieczyszczonych.

Kanały poprowadzono na takiej głębokości, by mogły przyjmować również wody z piwnic i ułatwiać odpływ wody gruntowej, w efekcie prowadząc do osuszania podmokłych miejsc Warszawy. Przed wybuchem pierwszej wojny światowej sieć kanalizacyjna liczyła już 182 km, przy czym ponad cztery piąte obsługiwanych posesji znajdowało się w lewobrzeżnej części miasta, a niewiele na Pradze. Przekrój poprzeczny warszawskich kanałów miał kształt odwróconego jajka.

Wykonywane były najczęściej z cegły na zaprawie cementowej i z rur kamionkowych. Pod względem wielkości przekrojów podzielono je na jedenaście klas. Wodę deszczową przejmowały wpusty uliczne. Ze względu na kierunki spadków miasto podzielono na zlewnie. Realnie po obu stronach Wisły funkcjonowały dwa niezależne układy kanalizacyjne. Do 1918 r. w lewobrzeżnej Warszawie zbudowano pięć tzw. burzowców.

Ich znaczenie można porównać do wentylów bezpieczeństwa przy kotłach parowych. Podczas gwałtownej ulewy cała sieć kanałów ulicznych zaczyna się napełniać, a ilość deszczówki bywa tak znaczna, że woda wydobywa się na powierzchnię ulicy. W dobrze obmyślanych i przeprowadzonych przez Lindleyów systemach kanały burzowe odprowadzały nadmiar wody drogą możliwie najkrótszą do Wisły.

System kanałów w centrum Warszawy stworzył wręcz podziemne miasto. Odegrał wyjątkową, nieprzewidzianą przez XIX-wiecznych budowniczych, rolę w 1944 r. podczas Powstania Warszawskiego. Kanały wykorzystywano dla potrzeb komunikacji, łączności, a także tragicznych ewakuacji. Poruszanie się w ciemności i w cuchnącej brei było koszmarem, najmniejsze kanały miały zaledwie metr wysokości i 60 cm średnicy. Niemcy nie tylko wrzucali przez włazy granaty i wpuszczali gaz, lecz wykorzystywali także system zasuw do spiętrzania ścieków.

Wreszcie ulga dla środowiska

Systematyczny wzrost liczby mieszkańców Warszawy i jej ekspansja terytorialna wymuszały powiększanie sieci wodociągowej i kanalizacyjnej. W PRL zbudowano m.in. całkiem nowy wodociąg, zaopatrujący północne dzielnice na obu brzegach Wisły w wodę z Zalewu Zegrzyńskiego. A przy wpływie rzeki do miasta od południa ustawiono w jej nurcie bardzo oryginalną studnię, tzw. Grubą Kaśkę, pobierająca wodę spod dna. Przez dekady jedno się nie zmieniało — bezkarne zrzucanie przez niemal dwumilionową aglomerację ścieków bezpośrednio do Wisły. Pierwsza niewielka oczyszczalnia Czajka na prawym brzegu powstawała z mozołem w końcówce PRL, a oddana została do użytku w 1991 r.

Przyjmowała ścieki jedynie z Pragi i kilku gmin podwarszawskich. Na lewym brzegu oddano w 2006 r. do użytku po długiej i bardzo kosztownej budowie oczyszczalnię Południe, obsługującą rozwijające się dzielnice Wilanów i Ursynów. Proekologicznym przełomem stała się dopiero ogromna inwestycja dofinansowana przez Unię Europejską — ukończona w 2012 r. rozbudowa i modernizacja Czajki. Samorządowe władze Warszawy podjęły strategiczną decyzję — zamiast budować jeszcze jedną oczyszczalnię lewobrzeżną o roboczej nazwie Pancerz, postanowiono przekierować ścieki z głównej części miasta tunelem pod Wisłą do praskiej Czajki.

Jego drążenie ukończono w 2011 r. Przez ponad sto lat Warszawa wstydliwie spuszczała do Wisły wszelkie brudy, co można było odczuć w kolejnych miastach położonych z biegiem rzeki, a także na zaporze we Włocławku. Cztery lata temu stolica wreszcie przestała być gigantycznym zbiorowym szkodnikiem. Ze względu na ogrom materiału ten tekst w cyklu „Było, nie minęło” z konieczności jest selektywny — spina warszawskie początki wodno-kanalizacyjne z końca XIX w. i inwestycje już XXI-wieczne, jedynie prześlizgując się przez wiek XX. Nowe kanały buduje się już zupełnie inaczej — to zwyczajne rury o odpowiednich przekrojach.

Ale ich zawartość i tak przepływa przez podziemne kanałowe miasto. Zasługujący zaś na zaliczenie do światowego dziedzictwa UNESCO kompleks filtrów otaczają m.in. ulice Filtrowa i Williama Heerleina Lindleya oraz plac Sokratesa Starynkiewicza. W pogrzebie prezydenta, który w 1902 r. spoczął na warszawskim cmentarzu prawosławnym, uczestniczyło 100 tys. wdzięcznych mieszkańców stolicy. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu