Daleko od zgiełku

Karolina Guzińska
opublikowano: 2005-09-30 00:00

Wieloryb, ahoj! — na ten okrzyk mieszkańcy Pico, Faial czy Terceiry rzucali wszystko i pędzili do łodzi. Tak jak stali.

W nieskażonym oceanie wokół Azorów żyje ponad 20 gatunków waleni, m.in. orki, kaszaloty i płetwale błękitne. Najłatwiej wypatrzyć je między majem a wrześniem. Śmiałkowie ruszają im naprzeciw kruchymi stateczkami. Podobnymi łupinami długości czterech kajaków wypływali w morze wielorybnicy.

— Kiedyś kaszalot wywrócił naszą łódź machnięciem ogona. Uciekaliśmy wpław. Udało się, bo wieloryby to pokojowe stworzenia. Same chcą uciec — wspomina Joao Barcelos da Costa, były wielorybnik z miasteczka Sao Mateus da Calheta na Terceirze.

Wyryte w zębie

Staruszek, wraz z równie sędziwymi kompanami, spędza dnie w maleńkim muzeum Casa dos Bates Baleeiros. Z werwą snują wspomnienia. Pokazują smukłe kanoe, którymi niegdyś ścigali wieloryby, zdjęcia i ryciny.

— Polowanie było sezonowym zajęciem, więc każdy wielorybnik miał też inną robotę. Fryzjer, słysząc wołanie, zostawił raz klienta z grzebieniem we włosach — opowiada przewodniczka ze Scrimshaw Museum w Horcie na Faial.

Portugalia zaniechała wielorybnictwa w 1984 r. Dłużej niż polowania przetrwała specyficzna sztuka: scrimshaw, obrazki na zębach wielorybów. Kosztują, bagatela, nawet 5 tys. euro sztuka. Ale już za 1,5 euro zobaczy się imponującą kolekcję — w tym portret papieża Jana Pawła II, który w 1991 r. odwiedził Azory — w Scrimshaw Museum w Horcie, na piętrze baru dla żeglarzy Peter Cafe Sport. Lokal, zawdzięczający sławę dżinowi z tonikiem, to główna poczta Atlantyku. Żeglarze zostawiają tu sobie listy. Świeże i pożółkłe karteluszki zdobią okap nad barem.

Piekielny bulgot

Podskórną aktywność wulkanów na Azorach wyczuwa się zwłaszcza w kurorcie Vale das Furnas na wyspie Sao Miguel. Z piekielnym bulgotem gotują się błotniste kałuże. Słupy pary strzelają w górę. Zapach siarki bije z gorących źródeł. Jest i jama plująca leczniczym błotem — na reumatyzm, egzemy, dla urody. Okoliczni mieszkańcy zakopują w gorącej ziemi potężne gary z rozmaitymi mięsami i warzywami z solą. To lokalna potrawa — cozido. Gotuje się tak, bez wody, jakieś 8 godzin. Na widowiskowe odkopywanie garnka zbiegają się turyści.

Podziwiają też gejzery oraz, za niewielką opłatą, kąpią się w jeziorku z ciepłą żelazistą wodą. Leży ono w XVIII-wiecznym parku okalającym ekskluzywny hotel Terra Nostra. Park porasta subtropikalna roślinność — bananowce z Brazylii, yamy z Afryki, araukarie z Australii. Park i zabytkowy pałac (apartament w nim kosztuje 600 euro za noc) to dawna magnacka posiadłość. Dziś należy do klanu Bensaude, który zdaje się posiadać większość hoteli i firm na wyspach.

Łzy kochanków

Żelazny punkt wycieczki po Sao Miguel to Caldeira das Sete Cidades: dwa jeziora w powulkanicznych kalderach. Choć połączone przesmykiem, woda w jednym ma barwę błękitną, w drugim — zieloną. Wedle legendy, wznosiło się tu niegdyś siedem miast (Sete Cidades), należących do jednego króla.

— Miał niebieskooką córkę, która zakochała się w zielonookim pasterzu. Ale król ich rozdzielił. Z łez wypłakanych przez kochanków powstały jeziora — opowiada Conceicao Amaral, przewodniczka z Sao Miguel.

Z tej wyspy pochodzą najlepsze owoce — winogrona, banany, passion fruits. Plantacje można zwiedzać — np. uprawy ananasów w Faja de Baixo. Przywieziono je z Ameryki Południowej w XVIII stuleciu.

— To był złoty wiek na Sao Miguel. Ludzie bogacili się na eksporcie pomarańcz do Anglii. Póki nie przyszła zaraza. Cytrusowe sady zastąpiono plantacjami tytoniu, buraków cukrowych. I herbaty. Sprowadzono dwóch Chińczyków, by pokazali, jak dbać o krzewy. Udało się: Azory to jedyne miejsce w Europie, gdzie się je uprawia — opowiada Conceicao Amaral.

Najstarsza plantacja, Cha Gorreana, pochodzi z 1883 r. Produkuje 40 ton herbaty rocznie.

Dłonie w modlitwie

Fabryczkę — Queijo Vaquinha wyrabiającą sery — zwiedzi się też w Cinco Ribejras na Terceirze, najwcześniej zasiedlonej wyspie archipelagu (specjalnością Terceiry jest smaczny żółty ser bez soli). Wyspa słynie też z gonitw dzikich byków. Zwierzę puszcza się na sznurze ulicami miast, a śmiałkowie starają się zwrócić na siebie jego uwagę. Byk zostaje przy życiu — rany odnoszą ludzie.

Inną osobliwością Terceiry są trójkątne kominy z bazaltu. Miejscowi mówią, że mają kształt modlitewnie złożonych dłoni. W pobliżu domów — malowanych na biało, by otrzymały błogosławieństwo Ducha Świętego — widać też wodne młyny domowego użytku.

Niezapomnianych przeżyć dostarcza spacer po maleńkim wulkanie Gaspar (600 m). Idzie się po poduszce z mchu nasączonego wodą jak gąbka. O rodowodzie wyspy przypomina też grota Algar do Carvao, z podziemnym jeziorem i wulkanicznym kominem, przez który prześwieca niebo. Trzy tysiąclecia temu wypłynęła tędy lawa, drążąc pionowy korytarz. Na ścianach jaskini widać ślady po bąblach gazu.

Cedr i pozłota

Na Terceirę ściągają obserwatorzy ptaków z całego świata, lecz nie można też pominąć miast. Praia da Vitoria — z lotniskiem zajmowanym do niedawna przez amerykańską bazę wojskową — zachwyca XV-wiecznym kościołem św. Krzyża. Ta świątynia z cedrowym sufitem przetrwała trzy trzęsienia ziemi. Można też zobaczyć imperio — charakterystyczne dla Azorów kaplice poświęcone Duchowi Świętemu. Najciekawsza jest jednak stolica wyspy, Angra do Heroismo, której renesansową starówkę objęło patronatem UNESCO. Kościoły, klasztory i muzea zaskakują przepychem, choć podczas rewolucji w latach 30. XIX w. tylko z katedry zabrano 70 kg srebra. Szczęściem ostał się imponujący srebrny ołtarz — dar XVIII-wiecznych żeglarzy płynących z Lizbony do Indii. W każdym porcie zostawiali wota, by Bóg chronił ich podczas półrocznej żeglugi. Niestety: katedra ucierpiała podczas pożaru w 1984 r. Spłonęła pozłota sufitu i XVII-wieczne ornamenty z brazylijskiego drewna. Odbudowano ją w renesansowym stylu, wznosząc przed wejściem pomnik Jana Pawła II.

Turystom udostępniono też Pałac Gubernatora, z jego zabytkowymi meblami i portretami królów z dynastii Braganza. Podobnie jak klasztor Sao Goncalo. Unikat portugalskiej architektury z XVI-wieczną podłogą z cedru, sufitem i ścianami kapiącymi złotem, obrazami z biało-niebieskich kafelków azulejos i wspaniałą owalną kratą, oddzielającą mniszki od wiernych. Ponoć portugalscy królowie mieli prawo wybierać sobie kochanki spośród zakonnic rezydujących w tym klasztorze. Równie ciekawy jest port z czasów „srebrnych flot”, z piętrzącym się opodal zabytkowym hiszpańskim fortem.

Zmęczony zwiedzaniem turysta posili się w tradycyjnej restauracji Quinta do Martelo w farmerskim domu z XVIII w. Wszystko tu w stylu epoki: sprzęty, zastawa, a nawet niewielki hotel i rekonstrukcja wiejskiego sklepiku.

Bujność traw

Gdy w XV w. odkryto Faial, wyspa była pastwiskiem porośniętym mirtem (faia). Dziś zwana „błękitną wyspą”, od morza kwiatów, zachęca do wędrówek wzdłuż kanałów nawadniających (lewad) lub do wspinaczki na kalderę wulkanu. Tę zieloną misę w środku wyspy, o średnicy 2 km i głębokości 400 m, objął rezerwat przyrody. W gąszczu roślinności wytyczono szlaki dla pieszych, których oprowadzają przewodnicy. Faial słynie też z najmłodszego wulkanu Europy — Capelinhos. Powstał zaledwie 48 lat temu.

— Dno Atlantyku w pobliżu Faial eksplodowało we wrześniu 1957 r. Erupcja trwała ponad rok, a wyspa powiększyła się o ponad 2 km. Pamiątką po wybuchu jest zasypana popiołem latarnia morska — spod ziemi sterczy zaledwie dwupiętrowy budyneczek — i księżycowy krajobraz. Mieszkańcom wsi Capelos udało się uciec, lecz lawa zalała domy i pola uprawne. 2 tys. ludzi zostało bez dachu nad głową. Wielu wyemigrowało do Kanady i USA — opowiada Sandra, przewodniczka z Faial.

Warto zwiedzić groty i jaskinie na Wybrzeżu Feteira, a także punkt widokowy Monte da Guia, gdzie podziwia się endemiczną faunę i florę, wulkaniczne skały połączone z wyspą wąskimi przesmykami oraz kratery wulkanów. Na Faial — w Varadouro — można również wykąpać się w naturalnych basenach z lawy, do których pompami doprowadza się wodę z oceanu. Wyspiarze przymierzają się także do odkopania źródeł termalnych, zalanych przez lawę podczas trzęsienia ziemi w 1998 r.

Na Faial — w stolicy, Horcie — stoją piękne kościoły z XVII-XVIII w.: Sao Salvador, Nossa Senhora do Carmo i Sao Francisco z kafelkami i złoconymi rzeźbami oraz ratusz wzniesiony w XVII w. przez osiadłych tu Flamandów. W najstarszej części miasta zaskakują budynki — na ich dachach postawiono dobudówki przypominające małe domki. Mieszkańcy wypatrywali stąd nadpływających łodzi. Droga wzdłuż fortyfikacji Porto Pim doprowadzi zwiedzających do słynnej mariny, gdzie zawijają jachty płynące przez Atlantyk. Żeglarze — wierząc, że zapewni im to bezpieczną podróż — pokrywają betonowe nadbrzeże kolorowymi malunkami. Czas spędzają w słynnej Cafe Sport — z jej okien widać Pico — niemal idealnie trójkątny czynny wulkan strzelający w niebo z wyspy o tej samej nazwie. To najwyższy szczyt Portugalii (liczy 2351 m). Wyspa Pico leży 6 km od Faial. Z Horty kursują tam promy. Rejs trwa pół godziny, kosztuje 3 euro.

Trunek carów

Prom dopływa do Madaleny, stolicy Pico. Miasta z XVII-wiecznym kościołem św. Marii Magdaleny oraz Muzeum Wina w pobliskim Carmo. Muzeum mieści się w starym klasztorze. Eksponuje dawne narzędzia do tłoczenia trunku, kosze i kadzie. Jest i winnica. Na lawowej glebie rośnie winorośl, z której powstaje bardzo wytrawne wino: Verdelho. W XVIII w. eksportowano je do Anglii i Rosji, gdzie zapijali się nim carowie.

Wyspa jest niewielka — najdłuższa prosta droga ma 19 km. Dojedzie się nią do uroczego jeziorka Lagoa do Capitao. Rezyduje tu stado kaczek, których zadaniem jest czyszczenie jeziora z roślinności. Charakterystyczne dla pejzażu tej wyspy są sterczące z oceanu łuki z lawy. Podziwia się je na wybrzeżu Cais Mourato. Fale rozbijają się o nadbrzeże, strzelając w niebo pióropuszami piany, przez którą da się dostrzec sąsiednie wyspy: Faial i Sao Jorge. A formacje lawy ciągną się dalej, do Porto Cachorro. Erupcja w XVIII w. wypiętrzyła tu skałę do złudzenia przypominającą głowę psa. Tak też nazywa się wieś — Cachorro, mały pies. Magnesem wabiącym gości na Pico jest również wulkan. Podejście zaczyna się na wysokości 1200 m, a wejście na szczyt trwa od 2 do 5 godzin. Roztaczający się stąd widok może zauroczyć na zawsze.

— Byłam pielęgniarką w Londynie. Tam poznałam portugalskiego lekarza. Gdy zaprosił mnie do rodziców na Azory, pojęłam, że bardziej niż w nim zakochałam się w wyspach — wspomina Sonia Simas, Czeszka osiadła na Pico.

Dziś prowadzi z mężem Aldeia da Fonte — hotel z ekologicznym przesłaniem. Kupili zrujnowaną winnicę, postawili bazaltowe domki w lokalnym stylu. Nie założyli radia ani telewizji. Turyści przyjeżdżają nawet zimą, bo jest ciepło (15 stopni). O tej porze roku nęcą ich też rejsy na spotkanie delfinów i śpiewanie z nimi.

Możesz zainteresować się również: