Deficyt niezgody szkodzi twojej firmie

Nie unikaj trudnych tematów i kłótni. Ludzie, z którymi się nie zgadzasz, mogą uchronić firmę przed kłopotami.

Ostatnią modą na zachodnich kampusach uniwersyteckich jest zakładanie tzw. bezpiecznych przestrzeni (ang. safe spaces) — w miejscach tych nie wolno głosić poglądów, które mogłyby powodować czyjś dyskomfort, wypada tam natomiast innych doceniać i chwalić. Zwycięstwo kultury schlebiania nad swobodą wypowiedzi to także problem niektórych korporacji. Przedkłada się w nich dobrą atmosferę nad konfrontację z faktami, a dyscyplinowanie pracowników uważa się za psychiczny terror. Zwraca na to uwagę m.in. amerykańska publicystka Kathryn Schulz w książce „Być w błędzie”. Powab pewności jest tak atrakcyjny — twierdzi — że nie dopuścimy, by ktokolwiek go zniszczył swoim odmiennym zdaniem.

— Agresja, język nienawiści, pieniactwo to jedno, a zapewnianie sobie — i innym — dobrego samopoczucia przez unikanie trudnych rozmów to coś zupełnie innego. Dojrzali ludzie umieją się nawzajem oceniać i ustawiać do pionu, bez deptania czyjejś godności, chamstwa i ranienia kogokolwiek. Nikt nie powiedział, że przełożeni i koledzy będą nas zawsze głaskać po głowie — wskazuje dr Marcin Przybyłek, trener i szef firmy szkoleniowej Hekson.

Rozumie jednak, skąd się bierze nadmiar spolegliwości u niektórych pracowników i menedżerów. Po pierwsze, tak dużo kłótliwości i podziałów jest w sferze publicznej, że nie chcemy, by dodatkowo zdominowały ono nasze życie zawodowe. Po drugie, łatwo narazić się — zwłaszcza kadrze kierowniczej — na zarzut nadużywania władzy, a nawet mobbingu.

— Aby współpraca przebiegała gładko, tworzymy swoistą bańkę środowiskową: zatrudniamy osoby spokojne, trzymające zawsze emocje na wodzy, o podobnych poglądach i systemach wartości. Ludzie gorzej wychowani, ale do bólu szczerzy, raz po raz wybijaliby nas z samozadowolenia i psuli nam humor. Trzeba się jednak zastanowić, co jest dla firmy lepsze — święty spokój czy zdrowy ferment. Im bardziej zróżnicowanyi śmielszy zespół, tym więcej pomysłów, opinii i szans na rozwój — twierdzi Marcin Przybyłek. Jak nie dopuścić do powstania bańki środowiskowej w pracy? Można komuś zlecić rolę adwokata diabła, który będzie kwestionował opinie i decyzje menedżerów i podsuwał alternatywne rozwiązania. Chodzi o wprowadzanie przeciwnego zdania wszędzie tam, gdzie sceptycyzm nie pojawia się naturalnie. — Z szacunku lub lęku przed szefem mówimy to, co chciałby usłyszeć. Z sympatii do współpracowników dążymy na spotkaniach do konsensu i jedności. Miło być przestaje, gdy w miłej atmosferze, owiani dymem pochwał, sprowadzamy biznesową łódź na mieliznę — mówi Marcin Przybyłek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Deficyt niezgody szkodzi twojej firmie