Czytasz dzięki

Dekada inflacji zmieni preferencje inwestorów

opublikowano: 13-05-2020, 22:00

Odwrót od globalizacji i ogromne programy stymulujące gospodarkę odwrócą trendy w cenach wielu dóbr. Nowa rzeczywistość wymaga przebudowy portfela, a moment na to jest doskonały.

Po raz pierwszy od dekady mamy skoordynowane łagodzenie polityki fiskalnej i monetarnej, które jest uważane za kluczowe do wyjścia ze ścieżki niskiego wzrostu gospodarczego i niskiej inflacji, uważa Chetan Ahya, główny ekonomista w banku Morgan Stanley. Jego zdaniem kryzys wywołany koronawirusem zakończy 30-letni okres dezinflacji. Nie nastąpi to jednak wcześniej niż w 2022 r., uważa ekspert, ale już wtedy inflacja przekroczy cele ustalone przez banki centralne.

Krach był finałowym etapem bessy. Skala przerażenia była większa niż w
2008 r., panika była odczuwalna fizycznie, przyznaje Tomasz Tarczyński, prezes
Opoka TFI.
Zobacz więcej

TAK BYŁO:

Krach był finałowym etapem bessy. Skala przerażenia była większa niż w 2008 r., panika była odczuwalna fizycznie, przyznaje Tomasz Tarczyński, prezes Opoka TFI. Fot. Marek Wiśniewski

— My nie silimy się na prognozę, czy inflacja wybuchnie za trzy miesiące czy za dwa lata, bo jest to trudne do przewidzenia. Ale jesteśmy przekonani, że ta dekada będzie pod względem tendencji inflacyjnych inna niż poprzednie — mówi Tomasz Tarczyński, prezes Opoka TFI, towarzystwa zarządzającego aktywami o wartości 2,3 mld zł.

Jak zaznacza, w krótkim terminie następuje szok deflacyjny, ale paradoksalnie tym bardziej sprzyja to zmianie środowiska na inflacyjne.

— Politycy nie będą mieli oporów przed dowolną stymulacją fiskalną i monetarną, bo mają dowody z ostatnich lat, że do niczego złego w jej następstwie nie doszło. Drugi czynnik proinflacyjny to odwrót od globalizacji, m.in. objawiający się przenoszeniem łańcuchów dostaw do droższych krajów. Globalizacja napędzała dezinflację na świecie przez to, że lokowano produkcję tam, gdzie jest tanio, a Chińczycy inwestowali w obligacje amerykańskie, co obniżało stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych — mówi Tomasz Tarczyński.

Nowe instrumentarium

Prezes Opoka TFI zwraca również uwagę na zmianę instrumentów, za pośrednictwem których pieniądze stymulują gospodarkę. Nacisk położono na instrumenty fiskalne (pieniądze trafiają bezpośrednio do firm i ludzi), a nie monetarne, a to jego zdaniem prędzej czy później da impuls do wzrostu inflacji.

— Koniec globalizacji w obecnej postaci jest w zasadzie przesądzony, nie wiadomo tylko, czy skończy się rozszczepieniem na kilka regionów, czy przybierze jakąś inną postać. Z tego powodu świat będzie mniej stabilny, a politycy będą robić rzeczy mniej ortodoksyjne. Po poprzednim kryzysie wszyscy są przekonani, że inflacja to jest ostatnia rzecz, której należy się obawiać. W związku z tym w latach 20-tych przy niestabilnym otoczeniu jest większa szansa, że wybuchy inflacji będą się pojawiać — dodaje Tomasz Tarczyński.

Jak podkreśla, najważniejsze z punktu widzenia inwestorów jest to, że obecnie relacja potencjalnego zysku do ryzyka na aktywach, które ubezpieczają przed inflacją, jest wysoka.

— To oznacza, że takie ubezpieczenie jest tanie — mówi Tomasz Tarczyński.

Duża część spółek surowcowych jest oddłużona i po długim okresie niekorzystnego trendu, dzięki czemu mają one bardzo obcięte koszty. Nie mają też w planach dużych nakładów inwestycyjnych. To oczywiście nie dotyczy spółek polskich.

Sięgnąć należy jednak nie po lokaty bankowe i obligacje, bo te nie uchronią przed inflacją, ale po akcje i surowce, a najlepiej po zagraniczne spółki surowcowe.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Duża część spółek surowcowych jest oddłużona i po długim okresie niekorzystnego trendu, dzięki czemu mają one bardzo obcięte koszty. Nie mają też w planach dużych nakładów inwestycyjnych. To oczywiście nie dotyczy spółek polskich — lewar w wielu przypadkach nie zmalał, a nawet jeśli tak się stało, to koszty nie poszły w dół — zaznacza Tomasz Tarczyński.

Jak przyznaje, sektorem, na którym w ostatnim czasie zarobiły zarządzane przez towarzystwo fundusze, był sektor wydobycia gazu w Stanach Zjednoczonych.

— Załamania cen ropy co prawda nie przewidzieliśmy, ale pomogło to dodatkowo naszym wynikom, bo producenci „czarnego złota”, dla których wydobycie stało się nierentowne, ograniczą też w najbliższejprzyszłości podaż gazu. Na to nakłada się długoterminowy ogólnoświatowy trend przechodzenia z węgla na gaz. Zarówno w krótkim, jak i długim terminie jest to jeden z kilku sektorów, który nam się podoba — mówi Tomasz Tarczyński.

Drugim sektorem są notowane w Polsce wybrane spółki biotechnologiczne. Prezes Opoka TFI tę branżę przyrównuje do gamingowej — są dobre spółki, ale są również takie, które tylko korzystają na modzie.

Wzrost i wartość

Spółki produkujące gaz Tomasz Tarczyński określa jako „deep value”, czyli takie, które mają ugruntowaną pozycję rynkową, duże aktywa trwałe i relatywnie niską wycenę wskaźnikową. Druga grupa to spółki wzrostowe („growth”) — one szybko rosną, ale niekoniecznie maja już zyski, którymi są skłonne się dzielić. Do takich zaliczana jest część spółek biotechnologicznych, a także technologiczne, które od dłuższego czasu nadają ton rynkom, pozostawiając daleko w tyle spółki typu value. Specjalista uważa jednak, że w nowej dekadzie preferencje inwestorów zmienią się na tyle, że różnica w wycenach obu grup nie będzie już tak gigantyczna, jak obecnie.

— Technologia zjada świat i nie widać powodu, by miało się to zmienić, wręcz przeciwnie — kryzys wzmacnia te tendencje. Research Affiliates przebadał jednak, jak w historii było ze spółkami, które zdominowały świat w poszczególnych dekadach. Okazało się, że w kolejnej trudno je było spotkać wśród największych — mówi Tomasz Tarczyński.

Wyjaśnieniem może być quasi-monopolistyczna pozycja gigantów technologicznych, co prędzej czy później wywołuje reakcję polityków lub nowych podmiotów podkupujących pozycję konkurencyjną największych firm.

— Obecnie trend na spółkach wzrostowych wzmacniają napływy do funduszy kierujących się ESG. W ich portfelach dominują spółki technologiczne. Swoje dokładają inwestorzy indywidualni, którzy czują się z bezpiecznie z płynnymi walorami spółek o dużej kapitalizacji. Kiedy jednak inwestorzy uwierzą w szybszy wzrost gospodarczy, rozkład kapitału się zmieni, a spółki typu value staną się w ich oczach relatywnie bardziej atrakcyjne niż spółki typu growth — mówi Tomasz Tarczyński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane