Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ubezpieczyciele majątkowi po kiepskim początku roku w drugim kwartale złapali oddech. Z danych Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) wynika, że w pierwszej połowie roku rynek poszedł w górę o 2 proc. Zawdzięczał to jednak pojedynczym dużym kontraktom, które przesłoniły prawdziwy obraz sytuacji. Dekoniunkturę najlepiej obrazuje spadek sprzedaży polis komunikacyjnych — OC poszło w dół o 5 proc., a AC o 7 proc. Branża ma jednak swoją zieloną wyspę. Są nią towarzystwa sprzedające polisy przez internet i telefon. Mimo że oferują głównie produkty z dołującego segmentu komunikacyjnego, ich przychody idą w górę.

Przekonani klienci
Liderem jest cały czas Link4, który w pierwszej połowie roku zebrał 179 mln zł składek, czyli o ponad 9 proc. więcej niż rok temu. Szybciej od niego rósł tylko wicelider — Liberty Direct — który zwiększył przypis do 150 mln zł, czyli o 11 proc. w ciągu roku. Reszta rynku także jest na wyraźnym plusie.
— W czystym direct rośniemy głównie dzięki internetowi, którego udział zwiększa się z roku na rok. Wzrosła także — do 4,5 tys. — liczba agentów, którzy oferują nasze polisy. Ten kanał również wpływa na wzrost sprzedaży — wyjaśnia Roger Hodgkiss, prezes Link4. Michał Kwieciński, dyrektor generalny Liberty Direct, twierdzi, że jego firma rośnie, bo klienci przekonali się, że otrzymują dobrej jakości usługi w korzystnej cenie. Na to samo zwraca uwagę Paweł Zylm, prezes BRE Ubezpieczenia, który także podkreśla wysoką jakość obsługi klientów.
Przedstawiciele obu firm nawiązują do niedawnej wypowiedzi Andrzeja Klesyka, prezesa PZU, który zarzucił ubezpieczycielom direct, że zamiast wypłacić odszkodowania klientom, mówią im, by wyklepali uszkodzone samochody słuchawkami. Odnosił się do niskich cen polis komunikacyjnych, czyli najgroźniejszej broni directów. — Cena jest oczywiście ważna, ale nie ma dominującego wpływu. Relatywnie directy są tańsze od reszty rynku, ale klienci nie zawsze decydują się na zakup najtańszej polisy — podkreśla Paweł Zylm.
Zaniepokojony nadzorca
Spadek cen ubezpieczeń, w szczególności na rynku komunikacyjnym, jest jednak faktem. Od kilku miesięcy w branży mówi się o nasilającej się wojnie cenowej. Najbardziej agresywne — przynajmniej w przekazie marketingowym — są właśnie directy, które kuszą klientów ubezpieczeniami tańszymi nawet o połowę. To niepokoi KNF, która uważa, że mogą sprzedawać polisy zbyt tanio.
W szczególności dotyczy to towarzystw, które działają w Polsce jako oddziały (AXA Direct, Liberty Direct i Proama). Nadzór zwrócił się o interwencję do swoich zagranicznych odpowiedników. Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF, wyjaśnia że kwestia niskich cen staje się istotnym problemem ze względu na rosnący udział tych zakładów w rynku. Przedstawiciele directów nie chcą komentować działań komisji.
— To nie jest najszczęśliwsze posunięcie KNF. Nadzór reklamuje trzech ubezpieczycieli, wskazując, że u nich są niższe ceny na rynku — ocenia przedstawiciel jednego z towarzystw majątkowych. W ubiegłym roku directy zebrały 1,2 mld zł składki. Zdaniem Pawła Zylma, w tym roku jej wartość wzrośnie o 10 proc.