Dlaczego nie oszczędzamy na emeryturę

Materiał Partnera
opublikowano: 26-11-2015, 22:00

O tym, że warto jeść zdrowo, wiedzą prawie wszyscy. Podobnie jak to, że warto zażywać ruchu na świeżym powietrzu, dbać o trening mózgu, znać języki obce itp. Ale ilu ludzi stosuje się do tych mądrych zaleceń?

Podobnie jest z długoterminowym inwestowaniem. I o tym, że na własną emeryturę musimy odkładać sami. Wszyscy o tym wiedzą, ale mało kto to robi. Nie pomagają ani wyliczenia („inwestuj x zł miesięcznie, a po y lat będziesz milionerem”), ani straszenie w reklamach („spróbuj pojechać jedną trzecią samochodu lub wyżywić się z jednej trzeciej obecnych zakupów”). Polacy, nawet jeśli posiadają pieniądze, które mogą inwestować, nie robią tego ani długoterminowo, ani z myślą o emeryturze. Jakie są przyczyny?

Mity i lęki

Biorąc pod uwagę jedynie tych Polaków, których stać na jakiekolwiek oszczędzanie (około 40 proc.), przyczyny takiego stanu rzeczy można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to mity i lęki (jak zawsze wynikające z niedokładnych informacji), druga — złe doświadczenia.

Mit 1: Rząd przyjdzie i zabierze. Mit ten funkcjonował od dawna (karmił się pewnie powojennymi lękami). Koronny przykład to ostatnie przeniesienie pieniędzy z OFE do ZUS i wyrok Trybunału Konstytucyjnego stwierdzający, że to nie były pieniądze obywateli.

Odpowiedź: Rząd nie ma prawa zabrać pieniędzy z IKE/IKZE.

W przypadku IKE/IKZE pełnoprawnymi właścicielami rachunków i pieniędzy na nich są obywatele. Prawo do ich własności gwarantuje Konstytucja RP. To Jan Kowalski przyszedł i dobrowolnie założył rachunek IKE/IKZE oraz dobrowolnie wpłacał na niego pieniądze. Swoje pieniądze, a nie księgowe zapisy. Żaden rząd nie ma zatem prawa zawłaszczyć tych pieniędzy. Chyba że… Tu wchodzimy w sferę zdarzeń mało prawdopodobnych, jak wojna czy kataklizm w sektorze finansowym. Tylko że te rodzaje ryzyka dotykają naszych standardowych rachunków bankowych czy maklerskich dokładnie w takim samym stopniu. Jeśli więc nie boimy się otwierać rachunku w banku, dlaczego mielibyśmy bać się rachunku IKE/IKZE? A co, jeśli rząd zlikwiduje ulgę podatkową? Nawet jeśli tak się stanie, to do tego czasu będziemy mieli wakacje podatkowe. W najgorszym przypadku pieniądze będą opodatkowane na tych samych zasadach co inne zyski z naszych inwestycji.

Mit 2: Jeśli instytucja prowadząca IKE/ IKZE zbankrutuje, to stracę pieniądze.

Odpowiedź: To zależy. Tak samo jest przy zwykłych rachunkach bankowych, maklerskich, rejestrach funduszy itp.

Klienci SK Banku w Wołominie przekonają się (niestety) na własnej skórze, jak wygląda to w praktyce. Zgodnie z teorią, powinni otrzymać 100 proc. pieniądzy do równowartości 100 tys. EUR od Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Gdyby mieli rachunek w biurze maklerskim, ich aktywa w postaci papierów wartościowych zostałyby przekazane na wskazane przez nich rachunki w innym biurze. Pieniężne zwrócone zostałyby z Systemu Rekompensat (do 3 tys. EUR 100 proc., do 22 tys. EUR 90 proc.).

Mit 3: Pieniądze na IKE/IKZE są zamrożone do emerytury.

Odpowiedź: Pieniądze z IKE/IKZE można wypłacić przed emeryturą.

IKE/IKZE to nie OFE. Możemy tymi pieniędzmi dysponować analogicznie do tych ze zwykłych rachunków. Wystarczy wydać dyspozycję wypłaty i upłynnić te zasoby. Tracimy wtedy przywileje podatkowe (przy IKE płacimy podatek od zysków, przy IKZE podatek od całej kwoty), ale nie tracimy możliwości ponownego otwarcia rachunku i oszczędzania na emeryturę.

Złe doświadczenia

Druga grupa wątpliwości przy otwieraniu rachunków IKE/IKZE wiąże się ze złymi doświadczeniami. Naszymi lub znajomych czy rodziny.

Złe doświadczenie 1: Najlepiej zarobią na produktach emerytalnych bankster lub sprzedawca.

Odpowiedź: Sprawdzajmy, liczmy, starajmy się zrozumieć, w co i za ile inwestujemy.

Krecią robotę na rynku instrumentów emerytalnych zrobiły tzw. UFK i inne produkty ubezpieczeniowe, które zawierały w sobie drakońskie opłaty za wcześniejszą rezygnację. W związku z tym, dla wielu osób słowa „produkt emerytalny” albo długoterminowe oszczędzanie kojarzy się jednoznacznie źle. Pytanie, czy warto obrazić się na wszelkie tego rodzaju instrumenty i trzymać się z dala od rynku finansowego? A może lepiej stosować kilka prostych reguł, które pozwolą uniknąć „wilczych dołów”? Kampania społeczna „Sprawdź, zanim podpiszesz” mówi o czterech takich zasadach: sprawdź wiarygodność firmy, policz całkowity koszt, dokładnie przeczytaj umowę i nie podpisuj, jeśli nie rozumiesz. Dodając szczyptę zdrowego rozsądku (w gospodarce nie ma darmowych obiadów — ponadrynkowe zyski zawsze wiążą się z dodatkowym ryzykiem) i trzymając się zasady „Inwestuj w coś, co rozumiesz”, uzyskamy całkiem niezły system zabezpieczeń. Produkty IKE/IKZE są zazwyczaj bardzo proste w budowie — maklerskie IKE w praktyce różni się tylko nazwą od rachunku inwestycyjnego. Tabele prowizji i opłat także nie obfitują w zapisy z gwiazdkami. Warto zatem na spokojnie przeliczyć potencjalne zyski (ulgi podatkowe) i koszty (opłaty, prowizje), zanim powiemy „nie”.

Złe doświadczenie 2: Boję się utraty swoich oszczędności.

Odpowiedź: Ważmy zyski z ryzykiem, z jakim się wiąże. Wybierajmy optymalne dla nas produkty.

Każda inwestycja wiąże się z ryzykiem straty. Jest to cena, jaką musimy zapłacić za dodatkowe zyski. Jeśli uznamy, że 8-9 proc. średniorocznie (stopa zwrotu z polskich akcji) to za mały bonus za stres związany z wahaniami koniunktury, nie inwestujmy w akcje lub przeznaczmy na nie jedynie część portfela. Warto wziąć pod uwagę, że w długim terminie (do emerytury), dzięki procentowi składanemu, każdy pkt proc. rocznie więcej będzie miał znaczenie. Załóżmy, że uzyskujemy średniorocznie 5 proc. w horyzoncie 20-letnim. Po 20 latach nasze 10 000 zł, inwestowane na rachunku IKE, zamieni się w 26 532 zł. Jeśli te same pieniądze zainwestujemy na zwykłym rachunku (płacąc podatek od zysków), otrzymamy 22 120 zł. A różnica w rocznych stopach zwrotu to tylko 0,95 pkt. procentowego. Czy warto zatem szukać zysku bez ryzyka? Praktyczniej jest zaakceptować, że takie rzeczy nie istnieją.

Złe doświadczenie 3: Nie mam czasu i wiedzy, żeby inwestować samodzielnie.

Odpowiedź: Mogą to zrobić za nas specjaliści. Przeliczmy, co jest dla nas więcej warte: czas czy dodatkowe opłaty.

Dylemat, czy inwestować samodzielnie czy oddać pieniądze specjalistom, można przyrównać do tego, czy remontować samemu, czy z ekipą? Mamy przynajmniej trzy rozwiązania. Remontujemy mieszkanie sami. Koszty: niskie (przy odrobinie szczęścia), jakość: obiektywnie — taka sobie, czas utracony: dużo (nauka, wykonanie, nadzór).

Wynajmujemy ekipę remontową i nadzorcę. Koszty: wysokie, jakość: wysoka (przy odrobinie szczęścia), czas utracony: niewielki. Wynajmujemy ekipę remontową i wyznaczamy im zasady oraz nadzorujemy. Koszty: średnie, jakość: wysoka, czas utracony: średni (mniej nauki, dużo nadzoru). Przekładając to na język IKE: możemy samodzielnie inwestować na rachunku maklerskim IKE, płacąc najmniej — prowizje od transakcji i ewentualne opłaty związane z rachunkiem. Zyskamy szeroki wybór instrumentów i pełną władzę nad strategią, stracimy sporo czasu. Możemy kupować jednostki funduszy IKE, wybierając fundusz, który odpowiada naszemu profilowi. Zapłacimy oprócz prowizji od transakcji opłatę za zarządzanie i koszty funkcjonowania funduszu. Możemy również połączyć te produkty, otwierając rachunek maklerski IKE i oddając pieniądze tam zgromadzone w zarządzanie — AMIKE.

AMIKE — oszczędność i kontrola

Oddanie w zarządzanie pieniędzy zgromadzonych na koncie maklerskim IKE/IKZE pozwala oszczędzić czas, pozostawiając jednocześnie możliwość kontroli specjalistów. Ustalamy z nimi strategię odpowiadającą naszemu profilowi zysk/ryzyko. Mamy również kontrolę kosztów związanych konkretnie z naszymi pieniędzmi. Co kwartał otrzymujemy szczegółowy raport z instrumentami w naszym portfelu. Używając porównania remontowego — remontuje ekipa, a my patrzymy im na ręce. Prosta konstrukcja, jasne reguły naliczania opłat, swoboda wpłat (brak minimalnych progów kwotowych) i możliwość wcześniejszego wyjścia z inwestycji bez dodatkowych kosztów. To kolejne cechy AMIKE, które stanowią o jego przyjazności. Ani AMIKE, ani żaden inny produkt emerytalny nie da nam gwarancji dostatniej emerytury, ani nie przekona nas do długoterminowego oszczędzania. Musimy sami znaleźć motywację do konsekwentnego działania i nieodsuwania problemu w czasie. Dla większości myśl o emeryturze jest pewnie mało motywująca. Może zatem na chwilę zapomnieć o długoterminowych celach i skupić się na bieżących korzyściach. Nawet jeśli emerytura wydaje nam się odległa jak planeta z innego układu, warto skorzystać z IKE/IKZE, np. w formie AMIKE, bo to się zwyczajnie opłaca. Tu i teraz.

Więcej o IKE/IKZE na bossa.pl/oferta/IKE

   MICHAŁ WOJCIECHOWSKI, zastępca dyrektora DM BOŚ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał Partnera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu