Dni igieł są policzone

opublikowano: 13-05-2022, 12:45
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Robert Stachurski od najmłodszych lat był uparty w swojej wędrówce pod prąd. Gdy cały świat mówił „nie da się”, on miał inne zdanie. Jego firma GlucoActive jest o krok od komercjalizacji bezinwazyjnego glukometru, na który czeka 400 mln cukrzyków.

Polski sukces:
Polski sukces:
Wrocławski med-tech GlucoActive, na którego czele stoi Robert Stachurski, wyprzedził światowych biotechnologicznych gigantów w wyścigu do stworzenia bezinwazyjnego glukometru. GlucoStation monitoruje stężenie glukozy we krwi przy wykorzystaniu zaawansowanych metod optycznych. Wystarczy na kilka sekund przyłożyć do niego rękę, by naświetlić żyły wiązką o odpowiedniej długości fali, która umożliwia ustalenie poziomu cukru.
Tomasz Walków

Twórca i prezes technologicznego GlucoActive szczerze wyznaje: nie ma w rękawie asa w postaci wzruszającej historii o tym, jak on lub ktoś bliski zmaga się z cukrzycą, i stąd pomysł na bezinwazyjny glukometr, który odczytuje poziom glukozy bez potrzeby bolesnego nakłuwania dzięki złożonej optyce, czujnikom i algorytmom. Urządzenie jest w trakcie certyfikacji medycznej, na ścieżce prowadzącej do upragnionego celu: masowej komercjalizacji. Rzutki 35-latek przyznaje, że gdy międzynarodowym inwestorom, pacjentom i lekarzom pokazuje glukometr made in Poland, szeroko otwierają oczy. Hasło „nigdy więcej igły” robi wrażenie.

– Przez lata wiele osób w branży przekonywało, że to nie jest możliwe. Brzmiało to dla mnie zbyt zero-jedynkowo. Już od dziecka musiałem wiedzieć, jak wszystko działa, z czego jest zrobione, dlaczego samolot lata lub jak dokładnie przebiega proces, podczas którego z krzemienia powstaje iskra. Kiedy moi koledzy w latach 90., w erze przedinternetowej zachwycali się Cartoon Network, ja zafascynowany chłonąłem Discovery Channel i takie programy jak „Jak to działa”, „Pogromcy Mitów” czy „Zagadki Wszechświata”. Nieraz zasypiałem przy włączonym telewizorze, zanurzony w wyobrażeniach o tym, co widziałem na ekranie – śmieje się Robert Stachurski.

Gamer z pociągiem do medycyny

Fantazja:
Fantazja:
Ciekawość cechowała Roberta Stachurskiego od wczesnej młodości. Zaspokajał ją, m.in. zwiedzając z ojcem Europę, w tym kultowy Legoland.
archiwum prywatne

Dość szybko fascynacja przerodziła się w konkretne przedsięwzięcia, jednak zanim został szefem GlucoActive, próbował chleba z niejednego pieca.

– W wieku licealnym poważniej zacząłem interesować się medycyną. Intensywnie uczyłem się do rozszerzonej matury z biologii, fizyki i chemii, a potem – kilkakrotnie – zdawałem na medycynę. Po pierwszej nieudanej próbie zacząłem studiować ratownictwo medyczne, po kolejnych próbach trafiłem na inżynierię biomedyczną na Politechnice Wrocławskiej. To był strzał w dziesiątkę, bo studia pozwoliły mi połączyć zainteresowanie inżynierią i pociąg do medycyny. Nauczyłem się, jak budować urządzenia medyczne i jeszcze na studiach zrobiłem m.in. elektroniczny stetoskop, w czasach gdy takie urządzenia były kosmicznie drogie i tym samym niedostępne dla większości systemów służby zdrowia – opisuje przedsiębiorca.

Już wtedy wiedział, że nie nadaje się na szeregowego pracownika, czekającego na polecenia szefa. Wiedzą to również doświadczeni gamerzy, z których niejeden kojarzy osiągnięcia Roberta Stachurskiego z początku wieku.

– Jako nastolatek odkryłem, że jestem lepszym liderem niż członkiem zespołu. Wiarę, że mam ciekawe pomysły, racjonalne podejście do ludzi i zarządzania, dały mi sukcesy w… grach online – zdradza szef GlucoActive, precyzując, że chodzi o kultową strzelankę „Call of Duty”.

Debiutował w początkach polskiego e-sportu, gdy pierwsze drużyny znad Wisły zaczynały rywalizację w krajowych i międzynarodowych konkursach i zdobywały upragnionych sponsorów.

– Dość szybko pozyskałem kilku pomniejszych sponsorów, a grając w zespołach, często uważałem, że narzucona strategia nie jest optymalna. Tam było wszystko na serio: treningi, gdy uczyliśmy się, oglądając zapisy wideo z potyczek przeciwników, ćwiczenia z taktyki. Po jakimś czasie sam zacząłem rekrutować graczy, tworzyć własne drużyny, zbierać sponsorów na serwery, wyjazdy, sprzęt – i wygrywaliśmy nagrody. Można więc powiedzieć, że to były zalążki mojej przedsiębiorczości – uważa Robert Stachurski.

Odporny na urok marketingu

Upór i precyzja:
Upór i precyzja:
Kiedy na wakacjach nad Bałtykiem padło hasło mycia felg rodzinnego mercedesa, na dzisiejszym prezesie GlucoActive można było polegać w ciemno. Nikt tak uparcie i dokładnie nie zajmował się drobnymi elementami i szczegółami. I tak jest do dziś.
archiwum prywatne

Od kilku lat zamiast w strzelankach siedzi w mejlach, excelach czy rysunkach technicznych i bazach naukowych. Gaming był intensywnym zajęciem na chwilę, nabieraniem doświadczenia przed czymś większym. Tym bardziej że nie chciał – choć z dyplomem inżyniera elektronika – zostać np. projektantem układów elektronicznych. Elektronikę widział jako wstęp do szerszego aspektu tworzenia produktu, jego legalizacji, wprowadzenia na rynek. Dlatego znów poszedł pod prąd.

– Jako pierwszej pracy na drugim roku studiów nie wybrałem, jak niemal wszyscy, firmy, w której mógłbym się szkolić jako elektronik. Poszedłem… sprzedawać telewizory: najpierw w Sony, potem w Samsungu. To była cenna lekcja, zrozumiałem, że bardziej zależy mi na zadowoleniu klienta i jego potrzebach niż na sprzedaży i prowizji. Ergo – jestem dość kiepskim sprzedawcą, bowiem pracując dla Sony, sprzedawałem plazmy konkurencyjnej marki oferującej znacznie lepszą jakość przy tej samej cenie. Postanowiłem szukać drogi do tego, by wytwarzać i sprzedawać produkty naprawdę dobre lub rozwiązujące realny problem niezależnie od marketingowej otoczki – podkreśla przedsiębiorca-innowator.

Eksgamer podjął się nowego zajęcia u polskiego producenta smartfonów. Tam, już jako menedżer produktu, uczestniczył w całym procesie: od projektu przez produkcję w fabryce, logistykę, legalizację, aż do sprzedaży i marketingu. Na tej fali założył swoją pierwszą firmę Invent-tech, zajmującą się organizacją produkcji urządzeń na zlecenie klienta. To był skok na głęboką wodę i szybka lekcja pływania w postaci budowania relacji w chińskich fabrykach w Shenzhen, gdzie poznał innych producentów elektroniki szturmujących Unię Europejską. Dla jednej z nich – Allview Electronics – założył oddział na Europę Środkową.

– Być może niewiele osób kojarzy tę markę, ale wówczas produkowała i sprzedawała milion smartfonów rocznie, a jej elektronika schodziła z taśm fabryk produkujących telefony Apple’a. Po pięciu latach pracy poczułem, że wyzwania się powtarzają, wkracza monotonia. To był sygnał, że znów zwycięża ciekawość i czas iść dalej – przyznaje Robert Stachurski.

Portfel pełen porażek

Chwila oddechu:
Chwila oddechu:
Bangkok to jedno z najciekawszych miejsc, do których Robert Stachurski lubił wracać w czasie biznesowo-turystycznych wypadów. W Azji bywał często – w końcu to zagłębie producentów i projektantów zaawansowanej elektroniki.
archiwum prywatne

Co najlepiej zaspokaja ciekawość? Dziś Robert Stachurski twierdzi, że start-upy. Mówi, że to ekosystem z niekończącym się źródłem ekscytujących pomysłów. Ze wspólnikiem Maciejem Wysockim (również przedsiębiorcą-innowatorem, dziś prowadzącym medtechowy start-up Biocam) postawili sobie ambitny cel. Skoro nie chcą, żeby ich ciekawość się wypaliła, muszą dołożyć czynnik emocjonalny, wyzwalający dodatkową motywację i energię. Ukuli zatem biznesowe motto aktualne do dziś: „zaawansowana technologia zaprzężona do pomocy ludziom w potrzebie”. W ten sposób narodził się m.in. projekt ExoLimbs, gdzie kilkuosobowy zespół stworzył egzoszkielet stawu kolanowego, który za pomocą czujników wykrywał aktywność mięśni. Po co? By przy pomocy wbudowanych silników automatycznie uzupełniać brakującą siłę w upośledzonej kończynie. Produktu wyczekiwali pacjenci po udarach, paraplegiach czy z niedowładami jednej części ciała.

– Kolejnym projektem biznesowym był czujnik na klatce piersiowej, który monitorował aktywność płuc i pozwalał wykrywać ich choroby oraz uprzedzać przed nadchodzącymi atakami astmy. Brzmi ciekawie, prawda? Jednak rzeczywistość była brutalna, bo 10 lat temu większość naszych projektów utknęła przez brak zainteresowania inwestorów. Oczywiście nie tylko z racji tego, że wciąż uczyliśmy się poważnego biznesu. Także rynek inwestorów był wówczas dużo mniej rozwinięty – podkreśla przedsiębiorca.

Jak mawiają Amerykanie – porażka jest najlepszym aktywem startupowca. Robert Stachurski wziął to sobie do serca, aktywizując się w konsultingu, pomagając innym start-upom. I jak to w jego przypadku – szybko skakał na coraz wyższe gałęzie. Jeszcze przed założeniem GlucoActive pracował dla wielu start-upów technologicznych z całego świata – od samochodów autonomicznych z USA po cyberbezpieczeństwo z Japonii czy pierwsze platformy typu marketplace z Europy. Potem dołączył do większej agencji konsultingowej Fast Forward Advisors i jako partner zarządzający odpowiadał za rynek europejski.

Mentor bez pychy

– Razem z dwoma innymi bardzo doświadczonymi partnerami z USA otworzyliśmy oddziały w Berlinie, Bolzano (Włochy), Ho Chi Minh (Wietnam), Limie (Peru) i Singapurze, gdzie zbudowaliśmy również własny fundusz inwestycyjny bazujący na kryptowalutach. Nie była to duża organizacja, około 50 pracowników, ale jej globalne podejście otworzyło przede mną zupełnie nowe możliwości. Doradzałem największym akceleratorom w Europie, funduszom inwestycyjnym, korporacjom i kolejnym odnoszącym sukcesy start-upom. Dzięki dziesiątkom projektów, w których brałem udział, mogłem nieustannie dzielić się swoją wiedzą, ale również uczyć się wielu nowych rzeczy od najlepszych z branży – podkreśla Stachurski i dodaje, że jego zagraniczni biznesowi partnerzy – doświadczeni w globalnych strukturach Goldmana Sachsa, Microsoftu czy KPMG – dali mu coś na kształt doktoratu z biznesu na kierunku wszechstronność.

Dlatego dziś angażuje się również w mentoring.

– Wielu przedsiębiorców ze względu na swoją pozycję na świeczniku ma tendencje do zarozumiałości, pychy, omnipotencji. Jest to szkodliwe nie tyle dla ludzi wokoło, ile przede wszystkim dla nich samych, ponieważ próbując udowodnić wszystkim swoją wielkość, nie są w stanie niczego się nauczyć – zapominają, co potrafią, nie podejmują wyzwań, a przez to się cofają – konstatuje innowator.

Milimetry, masy i miliony

Wespół w zespół:
Wespół w zespół:
Za stworzenie bezinwazyjnego glukometru odpowiada grupa naukowców i przedsiębiorców, głównie biotechnologów. Na zdjęciu: Robert Stachurski i Gabriel Widacki, inżynier biomedyczny w GlucoActive.
Tomasz Walków

W jego przypadku chęć do nauki zwyciężyła: jej emanacją jest właśnie GlucoActive, który powstał w 2017 r. i najlepsze ma wciąż przed sobą. Jeszcze pracując w korporacji, z własnych oszczędności finansował pierwsze badania. Udowodniły, że technologia ma sens i solidne podstawy naukowe, dzięki czemu w 2019 r. pozyskał pierwszego profesjonalnego inwestora. Teraz GlucoActive ma już wielomilionowe wyceny i wielu inwestorów na pokładzie. Pędzi, jest o krok przed komercjalizacją pierwszego wyrobu medycznego. Przygotowuje produkcję, jest w procesie certyfikacji medycznej i fazie testów na ludziach. To już duża sprawa, a twórca GlucoActive jest zdeterminowany jak nigdy.

– Upór to rzeczywiście jedna z najważniejszych cech mojej osobowości. Nie chodzi o bezcelowy, nieuzasadniony, ośli upór, ale racjonalne określenie swoich celów i priorytetów, a następnie uparte dążenie do ich realizacji. Raz wolniej, innym razem szybciej. Ważne jest tylko to, że jak już coś sobie postanowisz, to poświęcisz każdą wolną chwilę, by przybliżyć się chociaż o milimetr do celu, nie porzucając swoich założeń i konsekwentnie prąc do przodu. A im ambitniejszy jest cel, tym bardziej porażki po drodze wydają się tylko potknięciami. I wcale nie przekreślają zasadności obranej drogi – podsumowuje Robert Stachurski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane