Dopołączenia droga kręta

Paweł Janas
opublikowano: 03-09-2007, 00:00

Przejęcie Lotosu przez Orlen nie musi być ani szybkie, ani łatwe. Projekt mogą zablokować inwestorzy finansowi, a nawet sam rząd.

Przejęcie Lotosu przez Orlen nie musi być ani szybkie, ani łatwe. Projekt mogą zablokować inwestorzy finansowi, a nawet sam rząd.

Piotr Kownacki, szef Orlenu, od kilku tygodni silnie lobbuje wśród polityków za fuzją z Grupą Lotos. Szef największej polskiej spółki paliwowej będzie się musiał uporać z wieloma barierami. Podstawowe pytanie: czy skarb państwa, dysponujący 58,8 proc. akcji Lotosu i 27,5 proc. Orlenu, przeprowadzi ten proces przez walne obu spółek.

— To spółki publiczne. W tym wypadku kodeks spółek handlowych przewiduje, że ich łączenie wymaga uchwały walnego zgromadzenia każdej z łączących się spółek (większością dwóch trzecich głosów). Chyba że statut spółki przewiduje surowsze warunki. Nie ma jednak wymogów dotyczących kworum — mówi prof. Andrzej Szumański, prawnik z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Trudno jednak ostatecznie przesądzić szanse skarbu na przeforsowanie połączenia.

— Wiele zależy od inwestorów finansowych i funduszy. Dotychczas większość z nich głosowała jak skarb państwa. Ale ich lojalność zaczęła słabnąć. Jeśli zobaczą, że po połączeniu Lotosu i Orlenu nowy podmiot mógłby być gorzej notowany, mogą głosować przeciw fuzji. A jeśli zrobią to wspólnie, szanse skarbu państwa na przeforsowanie takiego projektu nie są duże — mówi przedstawiciel spółki specjalizującej się w doradzaniu przy fuzjach i przejęciach.

Rządzi polityka

Skarb może mieć także problemy z przeforsowaniem konpomysłu w Radzie Ministrów.

— Nawet tu nie ma przecież jednolitej opinii w tej sprawie. Różni politycy będą też podatni na lobbing ze strony zarządów spółek, społeczności lokalnej czy związków zawodowych. Widać to już było kilka lat temu, gdy także głośno było o planach przejęcia Lotosu przez Orlen — mówi Andrzej Szczęśniak, niezależny ekspert paliwowy.

I dodaje, nawet gdyby ten rząd rządził jeszcze dwa lata, i tak są małe szanse, by uporał się ze wszystkimi sprawami formalnymi, prowadzącymi do połączenia. A przecież kwestie fuzji musi zatwierdzić UOKiK. No i trzeba przejść procedurę związaną z europejskim prawem antymonopolowym.

— Ale tu akurat nie powinno być większych problemów — zauważa prof. Szumański.

Decyzje urzędów antymonopolowych mogą oznaczać dla Orlenu konieczność np. sprzedaży stacji benzynowych. W Niemczech, gdy koncern BP przejmował stacje firmy Aral, zobligowany prawem antymonopolowym sprzedał nadmiar placówek właśnie Orlenowi.

Wybory tuż-tuż

I jeszcze jedna bariera dla starań Orlenu. Jeśli 7 września dojdzie do samorozwiązania Sejmu i rozpocznie się nowa batalia o głosy wyborcze Polaków, do władzy może dojść nowa ekipa. A wtedy los prezesa Kownackiego może być przesądzony. Sprawa fuzji z pewnością nie odejdzie jednak do lamusa. Kilka lat temu ostro lansował ją prezes Zbigniew Wróbel. Od koncepcji połączenia obu spółek nie odżegnywał się też Igor Chalupec, choć specjalnie jej nie forsował.

Inna strona scalenia: co z cenami

Po fuzji Orlenu z Lotosem nowy podmiot miałby ponadtrzydziestoprocentowy udział w krajowej sprzedaży detalicznej i niemal 80 proc. — hurtowej. I mógłby skuteczniej dyktować ceny benzyn i oleju napędowego. Innego zdania jest Piotr Kownacki, szef płockiej spółki. Podkreśla, że na ceny w Polsce niewielki wpływ ma rywalizacja z Lotosem. Liczą się notowania ropy i paliw na światowych giełdach oraz konkurencja importerów. Sporo racji, ale... Dyskusyjna jest kwestia konkurencyjności importu: Orlen jako jedyny korzysta z rurociągów, najtańszego środka transportu paliw. Dopuszczenie do nich innych graczy

i budowa rurociągów transgranicznych jest dopiero w planach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu