Drobni z GetBacku nie pogodzili się z losem

Adam Torchała, Bankier.pl
opublikowano: 03-09-2018, 22:00

Poszkodowani w sprawie GetBack nie są tylko obligatariusze, ale także akcjonariusze, którzy zaczęli łączyć siły i upominać się o sprawiedliwość

Chcielibyśmy, aby akcjonariusze mniejszościowi byli traktowani jako poszkodowani na równi z obligatariuszami. Wciąż trwa postępowanie prokuratorskie, ale już teraz można domniemywać, że do nieprawidłowości w spółce dochodziło jeszcze przed ofertą publiczną akcji. Strata 1,3 mld zł nie powstała przecież tylko w drugim półroczu 2017 r. Dodatkowo akcjonariusze indywidualni od IPO do momentu zawieszenia kursu nie dysponowali prawdziwymi danymi na temat spółki, więc nie mogli podjąć racjonalnej decyzji inwestycyjnej — tłumaczy nam Artur Rosiński, który reprezentuje grupę, skupiającą na Facebooku kilkudziesięciu członków.

Twórcy grupy szacują, że łącznie popierające ich inicjatywę osoby posiadają ponad 0,5 proc. akcji GetBacku. Na razie nie sformalizowali stowarzyszenia, ale tego nie wykluczają. Przydać ma się to nie tylko w kontekście promocyjnym, ale także m.in. do ewentualnych pozwów dotyczących odszkodowań.

— W naszych planach są pozwy sadowe wobec instytucji, które nie wywiązały się z obowiązków, zarządu spółki oraz jej głównego właściciela. Pełen obraz sytuacji poznamy jednak, gdy zamknięte zostanie śledztwo — dodaje Artur Rosiński.

Inwestorzy zwracają uwagę na horrendalne koszty oferty, fałszowanie wyników przez zarząd oraz niewywiązanie się ze swoich obowiązków przez radę nadzorczą.

W cieniu Abrisu

O dokonaniach starego zarządu i rady nadzorczej akcjonariusze mieli zresztą okazję porozmawiać w poniedziałek 27 sierpnia, gdy odbyło się walne zgromadzenie spółki. Członkowie zarządu nie otrzymali na nim absolutorium za 2017 r. Absolutorium otrzymali natomiast członkowie rady nadzorczej (wyjątkiem był jej przewodniczący — Ken Maynard). Akcjonariusze mniejszościowi byli przeciwni, sprawę przepchnął jednak Abris, który dysponuje 60 proc. głosów na WZA.

— Był to smutny spektakl. Nikt z członków rady nadzorczej nie pofatygował się na walne. Absolutorium dostali ludzie, którzy nie dopełnili statutowych obowiązków. Pełnomocnik głównego akcjonariusza tłumaczył, że nie ma zarzutów kryminalnych wobec tych osób. Czyli zdaniem Abrisu wystarczy nie mieć zarzutów by dostać absolutorium... To jakaś pomyłka! Dodatkowo na następną kadencję powołany został przedstawiciel Abrisu pan Wojciech Łukawski, który jeszcze w kwietniu na łamach prasy twierdził, że cena 18,5 zł w IPO była za niska — wyjaśnia Artur Rosiński.

Abris z punktu widzenia akcjonariuszy mniejszościowym urasta nie do rangi partnera, ale podejrzanego — jednego z ogniw, które wpłynęło na stratę przez nich pieniędzy. Jednocześnie akcjonariusze mniejszościowi muszą walczyć o interesy ogółu akcjonariuszy (a więc mimochodem Abrisu), ponieważ do tegoż grona należą.

Tylko widzowie

Głosowanie w sprawie układu w GetBacku ma odbyć się 9 października. Decydujące zdanie będą mieli wierzyciele, to bowiem oni mają w ramach układu ponieść koszty ratowania spółki. Reprezentujący ich interesy kurator oraz rada wierzycieli proponują rezygnację z połowy przysługujących obligatariuszom pieniędzy, po to, by spółka nie upadła, mogła spróbować wyjść na prostą i w ratach spłacała pozostałe długi. Zarząd proponuje zaś cięcie 69 proc. zadłużenia. Prace nad konsensem mają trwać przez najbliższy miesiąc.

Akcjonariuszy mniejszościowych do dyskusji się nie dopuszcza. Teoretycznie reprezentować ich interesy ma zarząd, ten jednak zdaniem mniejszościowych udziałowców tego nie robi.

— Zarząd reprezentuje obecnie tylko i wyłącznie interesy głównego właściciela, czyli Abrisu, który chciałby jak najszybciej pozbyć się problemu. Obecne propozycje zarządu zakładają de facto 100 proc. stratę dla akcjonariuszy mniejszościowych, więc nie możemy ich poprzeć — tłumaczy Rosiński.

Głosowanie nad układem jest dla akcjonariuszy kluczowe. Po pierwsze chodzi o kontynuację działalności i próby wyprowadzenia GetBacku na prostą. Po drugie zarówno zarząd, jak i przedstawiciele wierzycieli w swoich propozycjach zawarli propozycję konwersji części wierzytelności na akcje. Konwersja może istotnie wpłynąć na przyszłą strukturę akcjonariatu, a więc udziały mniejszościowych w „nowym” GetBacku. Przedstawiciele akcjonariuszy mniejszościowych nie podważają samej idei konwersji, uważają jednak, że obecne propozycje są dla nich zabójcze.

Najłagodniejsza wersja kuratora zakłada stosunek 12 nowych akcji do 1 starej. W przypadku propozycji zarządu to 112 do 1 — wyliczają, podkreślając, że to idealny dowód na to, że zarząd nie dba o interes mniejszościowych. Nowe akcje wierzyciele mieliby otrzymać po cenie emisyjnej 0,05 zł w zamian za zrzeczenie się części długu. W ocenie Artura Rosińskiego jest to jednak de facto wywłaszczenie obecnego akcjonariatu, którego dotychczasowe udziały w i tak sfatygowanej spółce, zostałyby wielokrotnie pomniejszone. Jego zdaniem sensowny mógłby być podział biorący pod uwagę wkłady akcjonariuszy i wierzycieli, czyli mniej więcej 3 do 1. Akcjonariusze wskazują także, że gdy konwersja będzie zbyt duża, przyszły akcjonariat spółki będzie tak rozdrobniony, że sparaliżuje możliwość odpowiedniego zarządzania „nowym” GetBackiem.

Wspólny wróg

Akcjonariusze podkreślają jednak, że nie chcą być stawiani w opozycji do wierzycieli.

— Naszym zdaniem zarówno akcjonariusze mniejszościowi, jak i wierzyciele, zostali w taki sam sposób oszukani — zaznacza Rosiński, dodając jednocześnie, że nie dotyczy to akcjonariusza większościowego, który miał pełną kontrolę nad spółką.

Zaznacza także, że w myśl nowego prawa restrukturyzacjanie powinna faworyzować wierzycieli względem akcjonariuszy, ale chronić obie strony. Zdaniem Artura Rosińskiego najlepszym rozwiązaniem byłoby znalezienie inwestora, który chciałby kontynuować działalność spółki, przeprowadzić rebranding i dofinansować ją. Nie będzie to jednak łatwe. Obecny zarząd deklaruje wprawdzie, że jest w kontakcie z 11 zainteresowanymi podmiotami, nie wiadomo jednak na ile poważne są to propozycje.

Dodatkowo wcale nie muszą pomóc akcjonariuszom mniejszościowym. Drobni akcjonariusze szansy upatrują jednak także w tym, że Abris akceptując propozycje układowe w zasadzie pogodził się ze stratą i wywłaszczeniem z GetBacku. To podsuwa Arturowi Rosińskiemu inny scenariusz.

— Spółka mogłaby wykupić za małą opłatą akcje Abrisu i umorzyć je. Zostałoby tym samym 40 mln starych akcji. Do tego obligatariusze dostaliby 120 mln akcji nowej emisji po ostatniej cenie z rynku: 3,75 zł. Wówczas akcjonariusze mniejszościowi nie zostaną wywłaszczeni, a kapitał zakładowy zostanie podniesiony o ponad 400 mln zł — proponuje Rosiński, choć zaznacza, że jest to tylko przykład możliwego rozwiązania, a akcjonariuszom mniejszościowym zależy zaś przede wszystkim na tym, by w końcu ktoś zaczął bronić ich interesu. © Ⓟ

18,5 zł Tyle wynosiła cena akcji GetBacku, sprzedawanych w 2017 r. w pierwszej ofercie publicznej.

3,75 zł Taki był ostatni kurs akcji GetBacku na warszawskiej giełdzie przed zawieszeniem, dokonanym przez operatora parkietu na żądanie Komisji Nadzoru Finansowego.

WSZYSTKO O GETBACKU SPRAWDŹ NA: www.pb.pl/temat/getback

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Torchała, Bankier.pl

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Drobni z GetBacku nie pogodzili się z losem