Drogie, zielone ciepło

Karol Jedliński
opublikowano: 17-10-2006, 00:00

Ciepło z ekologicznych źródeł powoli zdobywa rynek. Na razie jednak przegrywa z ekonomią.

Elektrociepłownie bez hałd koksu, samowystarczalne energetycznie domy, gorąca woda w kranach wprost z ziemi, bez podgrzewania. Te wszystkie rozwiązania łączą się z odnawialnymi źródłami energii (OZE). Jednak na razie w Polsce pozostają one w sferze fikcji, bo wykorzystywane są głównie na niewielką lokalną skalę. Przykład krajów Unii Europejskiej pokazuje, że zielona energia to nie tylko fanaberia, ale też szansa na oszczędności. By je uzyskać, trzeba będzie jednak wcześniej zainwestować miliony złotych. Znawcy rynku przekonują jednak, że ekologiczne inwestycje np. w ciepłownictwo, finansowane z unijnej kasy, ruszą na szerszą skalę.

Woda z Unii

Najnowszy Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko, a także lokalne programy operacyjne mają służyć dofinansowaniu urządzeń przyjaznych środowisku a jednocześnie efektywnych energetycznie. Na pieniądze z Brukseli mogą więc liczyć projekty instalacji wykorzystujących biomasę, biogaz czy wody geotermalne.

— Wspieranie tego typu przedsięwzięć staje się coraz istotniejszym elementem polityki państwa. A to dlatego, że według naszych zobowiązań wobec UE, za cztery lata udział OZE w bilansie energii pierwotnej ma wynieść 7,5 proc. — zaznacza dr Józef Chowaniec, dyrektor karpackiego oddziału Państwowego Instytutu Geologicznego.

Naukowiec ten od lat bada możliwości wykorzystania źródeł geotermalnych do ogrzewania budynków w Polsce. Okazuje się, że najlepsze warunki do tego typu działalności są w obrębie tzw. niecki podhalańskiej.

— Decyduje o tym sytuacja geologiczna, wysoka temperatura na wypływie, sięgająca 90 st. C, niska mineralizacja wody i wysoka wydajność, nawet do 550 m sześc. na godzinę z jednego ujęcia — tłumaczy Józef Chowaniec.

Do tego dochodzi dobra odnawialność złoża i łatwa dostępność terenu. Niestety, obszarem zasilanym przez złoża z niecki podhalańskiej są jedynie Tatry.

Kosztowny wrzątek

Od lat wykorzystuje to spółka Geotermia Podhalańska, która nieopodal Zakopanego w Bańskiej Niżnej wybudowała ciepłownię geotermalną. Zasila ją gorąca woda z głębi ziemi. Obecnie Geotermia ma już ponad 600 klientów indywidualnych, dostarcza też ciepło i wodę do 95 proc. hoteli w Zakopanem. Gorąca ciecz została doprowadzona także do 28 byłych kotłowni węglowych i koksowych, ogrzewających ponad setkę bloków mieszkalnych w stolicy Tatr. Sieć geotermalna nie objęła jeszcze Nowego Targu i domów w dolinie Białego Dunajca, tak jak to pierwotnie planowano. Na razie bowiem Geotermia Podhalańska próbuje wyjść z tarapatów finansowych. Problem przypomina węzeł gordyjski — wciąż za mało jest chętnych do podłączenia do wodociągu, a to dlatego, że ceny za eksploatację są za wysokie. A byłyby niższe, gdyby było więcej podłączonych do sieci.

— W niektórych miejscach w Polsce też da się wykorzystać wody geotermalne w skali lokalnej, np. do aquaparków, ogrzewania osiedli — zaznacza Józef Chowaniec.

Ale inwestycje w podziemną wodę są kosztowne, a sam surowiec bywa kapryśny. A to jest zbyt zmineralizowany i powoduje korozję rur, innym razem źródła regenerują się zbyt wolno.

Ciepło może być uzyskiwane nie tylko z wody, ale także z ziemi — za pomocą tzw. pomp cieplnych. To bardzo popularne rozwiązanie np. w Szwecji, gdzie blisko 75 proc. domów ogrzewanych jest w ten sposób. Jednak i tu barierą jest rachunek ekonomiczny. Aby zacząć pompować ciepło, trzeba najpierw wyłożyć ponad 20 tys. zł.

Trucie biomasą

Także o pieniądze rozbija się kwestia popularyzacji ekologicznego spalania biomasy czy wykorzystania energii słonecznej. Choć na tę pierwszą jest wielki popyt.

— Producenci biomasy przeżywają prawdziwy boom — to gigantyczny rynek, na którym można świetnie zarobić — przyznaje Przemysław Kowalski, członek zarządu spółki PGK System, zajmującej się alternatywnymi źródłami energii.

Jednak popularność biomasy wśród indywidualnych, domowych użytkowników nie przekłada się wcale na ekologiczność jej spalania.

— Do tego potrzeba specjalnych pieców, instalacji, kosztujących nieraz kilkanaście tysięcy złotych. Tymczasem biomasę spala się zwykle w tradycyjnych kotłach węglowych, emitując przy tym mnóstwo zanieczyszczeń — zaznacza przedstawiciel PGK System.

Najnowsze, zagraniczne kotły do spalania biomasy kupują więc co najwyżej zamożni ludzie, wyjątkowo wyczuleni na kwestie ekologii. Ale też coraz więcej w „zielone” spalanie biomasy inwestują samorządy, które wyspecjalizowały się w zdobywaniu środków unijnych na ten cel. Dodatkowo za tego typu rozwiązaniem przemawiają argumenty makroekonomiczne.

— Biomasa uzyskiwana jest maksymalnie 20 km od miejsca spalania. Pieniądze wracają więc do gminy, maleje bezrobocie, aktywizuje się lokalny biznes. Nie ma też akcyzy, marży koncernów paliwowych czy kryzysów gazowych — podkreśla Przemysław Kowalski.

Więcej słońca

Najpopularniejsza jest biomasa z domieszką drewna, słomy. Powstają więc plantacje wierzby, topoli czarnej oraz rzepaku. PGK System pracuje nad adaptacją roślin z rejonu południowej Azji, których zaletą jest jeszcze szybszy rozrost. W kierunku biomasy idą także elektrociepłownie, które w większości są w opłakanym stanie technologicznym. Tam gdzie nie ma dostępu do gazu — biomasa staje się priorytetem.

Mało widocznym, ale coraz istotniejszym składnikiem energii produkowanej z OZE jest energia słoneczna.

— W tej chwili mamy ponad 120 tys. mkw. tego typu instalacji w Polsce — mówi dr Stanisław Gołębiewski z Europejskiego Centrum Energii Odnawialnej.

Zwykle służą one do wspomagania ogrzewania wody, a na zwrócenie kosztów potrzeba kilku lat. Koszty kolektorów słonecznych to 1,5-2 tys. zł za każdy mkw. Jednak prognozy rozwoju tego rynku są optymistyczne. Technologia staje się coraz wydajniejsza i tańsza, a nie brakuje już i większych ośrodków — hoteli, szpitali czy osiedli — korzystających z dobrodziejstw słońca. Niestety, w naszej szerokości geograficznej nasłonecznienie jest zbyt małe, by ciepłe promienie w zimowy dzień poradziły sobie bez wsparcia pieców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu