Droższy kapitał może przekształcić łańcuchy dostaw

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-02-28 01:17

Zmiany w globalnych łańcuchach dostaw przyciągają ostatnio bardzo dużą uwagę ekonomistów i przedsiębiorców, ponieważ mogą zredefiniować globalizację i stworzyć nowych wygranych i przegranych na poziomie konkretnych firm i krajów. Dwie analizy rzucają ciekawe światło na to zjawisko.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Co miesiąc przedstawiamy krótką listę badań i analiz ekonomicznych ze świata, które wydają się nam inspirujące z punktu widzenia zrozumienia bieżących trendów makroekonomicznych, społecznych i politycznych. Chcemy by ta lista poszerzała horyzont naszych analiz, skupionych zwykle wokół zjawisk krótko i średnio-terminowych. Żeby stała się też inspiracją dla ludzi poszukujących szerszego kontekstu dla swoich decyzji ekonomicznych.

1. Droższy kapitał może przekształcić łańcuchy dostaw

Zmiany w globalnych łańcuchach dostaw przyciągają ostatnio bardzo dużą uwagę ekonomistów i przedsiębiorców, ponieważ mogą zredefiniować globalizację i stworzyć nowych wygranych i przegranych na poziomie konkretnych firm i krajów. Dwie ciekawe analizy na ten temat opublikował amerykański instytut NBER oraz ulokowany w Szwajcarii Bank Rozliczeń Międzynarodowych (BIS).

Wniosek płynący z obu analiz jest taki, że rozwój łańcuchów dostaw w ostatnich 40 latach był w pewnej mierze związany ze spadkiem realnych stóp procentowych i tym samym kosztu kapitału. Tworzenie łańcuchów dostaw, czyli systemu produkcji opartego o lokowanie kolejnych jej etapów w różnych przedsiębiorstwach, krajach i kontynentach, jest kapitałochłonne. Teza ta opiera się o tzw. trójkąt Hayeka, czyli zależność między fragmentaryzacją produkcji a jej czasochłonnością. Im dłuższy jest proces produkcji, tym więcej wymaga on kapitału, głównie ze względu na wymogi związane z utrzymywaniem produkcji w toku i znacznego zapotrzebowania na kapitał obrotowy. Efektem jest jednak większa wydajność całego procesu produkcyjnego.

Jeżeli teraz trend w (realnych) stopach procentowych się odwróci, to szeroko rozciągnięte łańcuchy dostaw mogą tracić efektywność. Utrzymywanie produkcji w toku będzie droższe i coraz mniej opłacalne. Może na tym ucierpieć efektywność produkcji, wydajność pracy i globalizacja (mierzona relacją handlu do PKB). Choć oczywiście będzie to w pewnym sensie reakcja na konieczne zaostrzenie warunków monetarnych. Jeżeli do takiego zaostrzenia rzeczywiście dojdzie, bo na razie realne stopy procentowe na świecie są wciąż relatywnie niskie.

Obie analizy mają charakter teoretyczny, nie są oparte o empiryczne analizy danych. Ale mimo wszystko wnioski z nich płynące są ciekawe dla nas. Polskie firmy mogą upatrywać szans na rozwój w skracaniu łańcuchów dostaw i przenoszeniu przez europejskie korporacji zamówień z Azji z powrotem do Europy. Mógłby na tym skorzystać cały region Europy Środkowej. Powszechnie uznaje się, że głównym czynnikiem mogącym wywołać taką relokację jest rosnące ryzyko geopolityczne. Ale zmiany w stopach procentowych mogą być również istotną siłą wpływającą na przetasowania w systemie produkcji. Jeżeli łańcuchy dostaw będą się skracać z powodu wyższych stóp procentowych, Europa Środkowa może przyciągnąć więcej inwestycji.

2. Dlaczego stymulowanie efektywności luźną polityką pieniężną niesie ryzyko

Czytając powyższe, ktoś może zadać pytanie: dlaczego nie utrzymywać w miarę luźnej polityki pieniężnej, skoro to podnosi efektywność produkcji? W ostatnich latach popularna stała się koncepcja „podgrzewanej gospodarki” (luźny przekład pojęcia „high-pressure economy”), która oznacza utrzymywanie wysokiej stymulacji popytu w celu podnoszenia inwestycji w innowacje, nowe technologie, nowe metody produkcji. W tym ujęciu pobudzanie popytu może przekładać się na wyższe zdolności podażowe gospodarki. Ale podgrzewanie gospodarki niesie też ze sobą poważne ryzyka, co pokazuje opublikowane przez NBER badanie czwórki ekonomistów z Niemiec i USA. Pokazują oni na podstawie analiz statystycznych, że długie okresy luźnej polityki pieniężnej niosą korzyści, ale też koszty w postaci podwyższonego ryzyka kryzysu finansowego i niskiego wzrostu gospodarczego. Według ich szacunków obniżenie realnej stopy procentowej o 1 pkt proc. (wobec poziomu neutralnego) średnio przez 5 lat podnosi ryzyko kryzysu finansowego aż o 15,5 pkt proc. w okresie następnych 7-9 lat. To bardzo dużo, bo niezależne od okoliczności (czyli bezwarunkowe) ryzyko kryzysu w jakimkolwiek trzyletnim oknie czasowym wynosi ok. 10,5 proc. Czyli podniesienie go o 15,5 proc. oznacza, że ryzyko to rośnie do niemal 30 proc. Podgrzewanie gospodarki może więc nieść ze sobą nieprzyjemne konsekwencje.

3. Mieszanka drogich surowców i drogiego dolara jest zabójcza dla rynków wschodzących

Kiedy już analizujemy czynniki stwarzające ryzyka dla stabilnego rozwoju, warto zwrócić uwagę na najnowszą analizę BIS dotyczącą wpływu cen surowców i kursu dolara na rynki wschodzące. Ekonomiści tej instytucji ostrzegają, że miks drożejących surowców i drożejącego dolara zwiększa ryzyko stagflacji (stagnacja i inflacja) na rynkach wschodzących znacznie bardziej niż na rynkach rozwiniętych. Jest to ciekawe badanie, bo może tłumaczyć, dlaczego w krajach takich jak Polska doszło w minionym roku do ogromnej przeceny aktywów (m.in. akcji i obligacji), znacznie większej niż na rynkach rozwiniętych. Obserwowaliśmy przecież jednoczesny skok cen surowców, przynajmniej do lata, oraz wzrost kursu dolara. Dziś obserwujemy spadek cen surowców i stabilizację kursu dolara, dlatego rynki wschodzące dostały jakby drugi oddech. Jednocześnie można dostrzec, że akurat Polska posiada pewne cechy, które powinny czynić ją relatywnie odporną na tego typu zagrożenia. Więc baty, jakie dostały polskie aktywa, mogły być niezasłużone, przynajmniej jeżeli pominiemy na chwilę ryzyko geopolityczne.

Ekonomiści szacują, że wzrost dynamiki cen surowców i wzrost kursu dolara zwiększają ryzyko, że rynki wschodzące doznają istotnego spowolnienia wzrostu gospodarczego i istotnego przyspieszenia inflacji. W analizie wykorzystywany jest dość złożony wskaźnik Ryzyka dla Wzrostu (Growth-at-Risk), którego opisu tutaj nie będziemy na razie rozwijali. Ważne jest natomiast, że są trzy czynniki, które wpływają na tę wrażliwość: 1) wysoki udział żywności i energii w zakupach konsumentów, 2) wysoki udział długu denominowanego w dolarach, 3) wysoki udział inwestorów zagranicznych na lokalnym rynku obligacji. Warto zauważyć, że Polska w tych obszarach nie należy do krajów mocno narażonych na wstrząsy. Mamy dość wysoki udział żywności i energii w konsumpcji (ok. 30 proc. wobec ok. 22 proc. dla krajów strefy euro), ale jednocześnie niski i malejący udział zadłużenia dolarowego i udziału inwestorów zagranicznych na rynku obligacji.

4. Jak brak mieszkań ogranicza mobilność międzygeneracyjną

Kwestia dostępności mieszkań będzie jednym z głównych ekonomicznych tematów nadchodzącej kampanii wyborczej. Zwrócimy więc uwagę na ciekawe badanie, w którym dostępność mieszkań jest wymieniona jako jeden z kluczowych czynników blokujących międzygeneracyjną mobilność społeczną. Innymi słowy, im trudniej o mieszkanie, tym trudniej wyrwać się z niskiego statusu ekonomicznego charakteryzującego rodziców. A tym samym trudniej osiągnąć jest równość szans w społeczeństwie, która stanowi jeden z najważniejszych postulatów wielu idei politycznych i pewnie jeden z najważniejszych celów polityki rozwojowej.

Dwoje ekonomistów z Uniwersytetu w Uppsali i University College of London pokazało, jaka jest korelacja między statusem zawodowym/społecznym rodziców i dzieci w Europie, w podziale na regiony. A następnie przeanalizowali, czy ta korelacja, która z zasady jest niepożądana (w idealnym społeczeństwie chcemy, by każdy był panem własnego losu, a nie był związany z losem rodziców) ma jakiś związek z cechami ekonomicznymi, demograficznymi, czy społecznymi regionu.

Na dwa wnioski z tego badania warto zwrócić uwagę. Po pierwsze, Polska wypada dość słabo pod względem stagnacji międzygeneracyjnej: korelacja statusu zawodowego i społecznego między rodzicami i dziećmi w Polsce jest wysoka na tle innych krajów Europy, a nawet na tle innych krajów regionu (widać to na pierwszym wykresie). Po drugie, najważniejszym czynnikiem podnoszącym tę korelację, czyli odbierającym ludziom szans na awans międzygeneracyjny, jest występowanie trzypokoleniowych gospodarstw domowych. Można założyć, że ludzie nie mieszkają z rodzicami i dziadkami z własnej woli przez całe życie, więc ten wskaźnik jest jakimś przybliżeniem problemów z dostępnością mieszkań.

To wszystko nie oznacza oczywiście, że masowe dotowanie budownictwa mieszkaniowego uruchomi nagle wielkie ruchy społeczne w Polsce. Ale jest to sygnał, ze dostępność mieszkań może stanowić problem strukturalny dla całej gospodarki. Jak ten problem rozwiązać – tym zajmiemy się w kolejnych wydaniach przeglądu badań.

5. Edukacja rodziców determinuje innowacyjność dzieci

Skoro zwróciliśmy już uwagę na zjawisko mobilności międzygeneracyjnej, to warto nawiązać do bardzo ciekawego badania opublikowanego przez wspomniany już amerykański instytut NBER dotyczącego związków między edukacją rodziców a innowacyjnością dzieci. Czterech ekonomistów, w tym bardzo znany ekspert od rozwoju gospodarczego Philippe Aghion, dokładnie przeanalizowało dane dotyczące prawie 1,5 miliona Finów z drugiej połowy XX wieku. Szukali związków między statusem rodziców a innowacyjnością dzieci, mierzoną zarejestrowanymi przez nie wynalazkami (dzieci są tu oczywiście rozumiane nie w sensie wieku, ale zależności pokoleniowej).

Warto zwrócić uwagę na dwa wnioski z tego badania. Pierwszy wniosek autorów jest dość oczywisty: istnieje bardzo wyraźna korelacja między dochodem rodziców a innowacyjnością dzieci, co oznacza, że głównie dzieci z zamożniejszych rodzin zostają wynalazcami. To dość przygnębiające, bo oznacza, że społeczeństwo może potencjalnie tracić wielu Einsteinów, którzy nie zrealizują swojego talentu. Ale drugi wniosek niesie już więcej nadziei: ta korelacja między dochodem jednego pokolenia a innowacyjnością kolejnego znacząco się zmniejsza jeżeli dane skoryguje się o wykształcenie rodziców. To oznacza, że w ramach grupy posiadającej dane wykształcenie korelacja między dochodem rodziców a innowacyjnością dzieci jest niska. Prowadzi to do konkluzji, że wykształcenie może być silniejszym bodźcem do aktywności innowacyjnej niż dochody.

Dlaczego to jest ważne? Inwestycje publiczne w edukację wyższą niosą wiele pośrednich efektów, wykraczających poza podnoszenie umiejętności pracowników. Tworzy się dzięki nim kultura innowacji, zwiększają się pula potencjalnych wynalazców. Dlatego tak ważne jest, by dostęp do edukacji wyższej był tani i łatwy.