Duda odpracuje opcje

Grzegorz Nawacki, TS
opublikowano: 2010-03-15 00:00

Potknęliśmy się. Zawiodłem. Przepraszam — mówi prezes mięsnej spółki. I obiecuje, że teraz będzie już tylko lepiej.

Gwiazdą już byłem, teraz chcę być rzemieślnikiem — mówi szef PKM Duda.

Chce odzyskać zaufanie funduszy i nakłonić do kupna akcji. Łatwo nie będzie

Potknęliśmy się. Zawiodłem. Przepraszam — mówi prezes mięsnej spółki. I obiecuje, że teraz będzie już tylko lepiej.

Przez rok Maciej Duda, prezes i akcjonariusz PKM Duda, walczył o przetrwanie spółki. Udało się. Teraz czeka go kolejna walka, kto wie, czy nie trudniejsza. O odzyskanie zaufania inwestorów.

— Jest mi przykro z powodu tego, co się wydarzyło w ubiegłym roku. Sprawa z opcjami obciąża mnie i moją rodzinę. Pierwszy raz w ponad dwudziestoletniej historii firmy się potknęliśmy, ale konsekwencje były ogromne. Zawiedliśmy akcjonariuszy, rynek, ale przede wszystkim sami siebie. Za jedno wypowiedziane zdanie o op-cjach zapłaciłem ogromną cenę, dlatego teraz chcę przekonać rynek czynami, a nie słowami. Gwiazdą już byłem, teraz chcę być rzemieślnikiem — mówi Maciej Duda, prezes PKM Duda.

Trzeba było milczeć

Jeszcze na początku 2009 r. mięsna spółka uchodziła za jedną z gwiazd GPW. Analitycy ją chwalili, fundusze kupowały akcje. Do połowy lutego 2009 r., kiedy okazało się, że spółka straciła na opcjach grube miliony. Mimo że wcześniej, m.in. na łamach "Pulsu Biznesu", prezes zapewniał, że jego firma nie angażowała się w opcje. Reakcja była łatwa do przewidzenia — TFI i OFE pozbywały się masowo akcji spółki — na początku 2009 roku miały ich ponad 30 proc., na koniec — niespełna 1 proc.

— Gdy rynek się odwraca od spółki, instytucje sprzedają akcje, jest to przykre i trudne do zaakceptowania dla menedżera. Próbowaliśmy rozmawiać z instytucjami, ale wystraszyły się upadłości. A my nie mogliśmy im zagwarantować, że tak się nie stanie. Było poważne ryzyko, tych kilka godzin czekania pod salą sądową na decyzję w sprawie postępowania naprawczego było najbardziej stresującym momentem w moim życiu — wspomina Maciej Duda.

Przez pięć lat spółka zarabiała na opcjach kilka milionów złotych rocznie. Aż w końcu się potknęła.

— W 2008 r. przychody z eksportu bardzo dynamicznie rosły. Zabezpieczyliśmy się na poziomach z III i IV kwartału 2008 r., tymczasem w 2009 r. przychody dramatycznie spadły, a kurs złotego nagle i gwałtownie zaczął się osłabiać. Zawiodła kontrola ryzyka. Gdy zorientowaliśmy się, jak duża jest strata, było za późno. Nie mieliśmy tyle gotówki, by zamknąć pozycje — przyznaje Maciej Duda.

Dlaczego oszukał rynek?

— Rynek o opcjach poinformowaliśmy, gdy tylko uzyskaliśmy pełne dane o skutkach finansowych. Co do wypowiedzi w "Pulsie Biznesu": mówiłem o tym, że nie spekulowaliśmy na opcjach. Nie jestem finansistą, wtedy nie wiedziałem, że opcje są tak bardzo niebezpieczne. Pewnie byłoby lepiej, gdybym się wstrzymał z wypowiedzią — mówi Maciej Duda.

Pomogli w potrzebie

Niedługo potem spółka znalazła się na skraju bankructwa. Rynek spekulował, że to koniec. Do rodziny Dudów zgłaszały się fundusze private equity z propozycją rozpoczęcia nowej działalności.

— Łatwiej było zbankrutować, założyć nową spółkę i zacząć od zera. Pewnie oznaczałoby to wyprowadzkę z GPW na zawsze, ale to nie koniec świata. Ale dla naszej rodziny ta firma jest jak dziecko, a jak dziecko jest niegrzeczne, to go się nie wyrzuca, dalej się je kocha. I dlatego postanowiliśmy walczyć o uratowanie firmy —mówi Maciej Duda.

Niewielu było chętnych do pomocy. Spółka zakończyła wieloletnią współpracę z IDMSA, a głównym doradcą została Ipopema.

— Ipopema najbardziej nam pomogła. Bez tak profesjonalnego wsparcia nie udałoby się nam przetrwać. Kilka razy gasili pożary, pamiętam kluczowe spotkanie z bankiem, gdy jego przedstawiciel wstał po 5 minutach i powiedział, że kończymy spotkanie. Ale przedstawiciel Ipopemy na korytarzu przekonał go do powrotu — spotkanie trwało 2 godz. i zakończyło się sukcesem. Liderem ostatecznego porozumienia był Kredyt Bank, ten sam, który wcześniej złożył wniosek o upadłość —mówi Maciej Duda

Przypadek PKM to wyjątek — dla banków priorytetem nie była spłata kredytów. Zamieniły sporą ich część na akcje i dziś konsorcjum siedmiu banków kontroluje spółkę.

— Banki miały możliwość odsprzedania długu za 70 proc. wartości, odpisania reszty i pozbycia się kłopotu. Ale uwierzyły w ten biznes, zaangażowały się w ratowanie firmy i wiem, że zależy im na tym, by na koniec 2012 r. firma była jak najwięcej warta, więc nie będą hamowały rozwoju. Ale na pewno wszelkie decyzje, w tym np. o przejęciach, będą podejmowane bardzo ostrożnie — mówi Maciej Duda.

Dostałem szansę

W KNF leży prospekty emisyjny. Aby sprzedać emisję o wartości 105 mln zł, trzeba podjąć trudne rozmowy z funduszami.

— Dostałem szansę odbudowania zaufania do rynku. Zakładam, że potrzebujemy na to minimum rok. Traktuję to bardzo personalnie, bo utożsamiam się z firmą i biorę pełną odpowiedzialność za to, co się stało. Wierzę, że jeśli zrealizujemy plan restrukturyzacji i strategię, spółka będzie warta dużo więcej. Zdaję sobie sprawę, że może być ciężko uplasować całą emisję. Ja i moja rodzina zobowiązaliśmy się objąć akcje za 20 mln zł. Historia PKM Duda to nie tylko straty. Wielu inwestorów nieźle zarobiło. I liczę, że będą zainteresowani emisją. Trudniej będzie przekonać tych, którzy stracili, ale jeśli tylko będą chcieli się spotkać, będę gotów — mówi Maciej Duda.

OKIEM EKSPERTA

Monika Kalwasińska, analityk DM PKO BP

Przed spółką mrówcza praca

Najgorsze spółka ma już za sobą. Opcje to sprawa zamknięta, obecnie na wynik będą miały wpływ koszty obsługi zadłużenia. Spółka praktycznie co kwartał pokazywała dodatnią marżę brutto, ale potem zysk był zjadany przez jednorazowe czynniki. Gdy ich nie będzie, spółka powinna pokazać zysk, ale jaki, trudno powiedzieć. Plan restrukturyzacji jest bardzo szczegółowy i wygląda realnie, ale wiąże się z długą mrówczą pracą. Według tego planu największy pozytywny wpływ zmian będzie widoczny dopiero w 2011 r. Spółce sprzyja sytuacja na rynku surowcowym, koszty zakupu mięsa są niższe w porównaniu z minionym rokiem.

Grzegorz Nawacki, TS

Możesz zainteresować się również: