Czytasz dzięki

Dwa światy na rynku złota

opublikowano: 02-04-2020, 22:00

W obliczu najgłębszego kryzysu gospodarczego po II wojnie światowej inwestorzy rzucili się na fizyczne złoto. W rezultacie złote sztabki i monety stały się albo w ogóle niedostępne, albo trzeba za nie zapłacić znacznie więcej, niżby to wynikało z notowań na rynku finansowym

Podobnie jak jesienią 2008 r. okazało się, że istnieją dwa równoległe rynki złota. Jeden to rynek złota „papierowego” pod postacią kontraktów terminowych i różnego rodzaju certyfikatów inwestycyjnych. A drugi to rynek złota fizycznego, na którym inwestorzy kupują faktycznie istniejące sztabki i monety. W normalnych warunkach oba rynki się wzajemnie uzupełniają, oferując ekspozycję na złoto po zbliżonych cenach.

Papier, który spada jak kamień

W marcu 2020 r. taka sytuacja przestała być aktualna. Na rynku złota „papierowego” w połowie miesiąca doszło wręcz do zapaści: kurs kontraktów terminowych na królewski metal między 9 a 19 marca spadł z przeszło 1700 USD do 1465 USD za uncję. Ta wyprzedaż złotych kontraktów nie miała nic wspólnego z popytem na złoto fizyczne. Był to efekt wymuszonego brakiem płynności procesu zamykania długich pozycji na rynku terminowym.

Duzi i spekulacyjnie nastawieni inwestorzy nie zamykali pozycji w złocie dlatego, że nie potrzebowali metalu, tylko dlatego, że czasem było to jedyne aktywo,z którego mogli pozyskać dolarową gotówkę potrzebną np. do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego na rynku akcji. Skalę tej „wymuszonej likwidacji” oddają statystyki amerykańskiego nadzoru nad rynkami towarowymi.

Według danych CFTC między połową lutego a połową marca długa spekulacyjna pozycja w kontraktach na złoto została ścięta o 22 proc., czyli o prawie 91 tys. kontraktów. Tu tkwi cała tajemnica 15-procentowego marcowego spadku kursu złota. Co więcej, taka sytuacja może się powtórzyć właściwie w każdej chwili, ponieważ długa spekulacyjna pozycja netto na nowojorskiej giełdzie towarowej (COMEX) 24 marca wciąż była bardzo duża i przekraczała 288 tys. kontraktów.

Rynek, który nie mówi prawdy

Gwałtowne spadki „kursu złota” mogły sugerować spadek popytu na królewski metal. Trudno o wniosek bardziej odległy od prawdy. Podczas gdy zlewarowani inwestorzyz rynku terminowego panicznie zamykali długie pozycje, u dilerów pojawiły się kolejki chcących kupić sztabki i monety bulionowe. W efekcie już w połowie marca „detaliczne” sztabki i monety praktycznie zniknęły z półek.

— Nie sądzę, abyś obecnie znalazł kilobara [sztabka o masie 1 kg — red.] czy w Europie, czy w USA. To sytuacja nadzwyczajna — powiedział tydzień temu Ross Norman, weteran rynku złota cytowany przez „Financial Times”.

Prezes niemieckiej Degussy przyznał, że zapotrzebowanie na złote sztabki i monety jest pięciokrotnie wyższe niż zwykle i że musi wydłużyć czas dostawy nawet do 15 dni. O 5-krotnym wzroście sprzedaży informował też brytyjski BullionByPost. Powszechne braki w zaopatrzeniu w „detaliczne” złoto (ale także srebro) lokacyjne wynikały nie tylko ze skokowego wzrostu zainteresowania metalami szlachetnymi. Z powodu zamkniętych granic, wstrzymania ruchu lotniczego i wszechogarniających lockdownów zakłócone zostały łańcuchy dostaw. W szwajcarskim kantonie Ticino pracę wstrzymały mennice Valcambi, Pamp i Argor-Heraeus.

Już dwa tygodnie temu złoto lokacyjne praktycznie przestało być dostępne w Polsce. Przynajmniej po cenach zbliżonych do stawek z nowojorskiego rynku terminowego. Mennica Skarbowa zakomunikowała, że sprzedaje złoto tylko „od ręki” w sklepie internetowym „z uwagi na ogólną niedostępność towaru w rafineriach i mennicach”. Cena też jest kryzysowa: 31 marca za uncjowego krugerranda trzeba było zapłacić 8825 zł, czyli aż o 32,6 proc. powyżej ceny z rynku terminowego przeliczonej po bieżącym kursie dolara. Podobnie jest w Taveksie, który za uncjowego kanadyjskiego Złotego Jelenia życzył sobie 8492,80 zł. Czyli prawie dwa tysiące złotych ponad cenę „hurtową”. Z kolei Goldenmark przyjmuje jedynie zamówienia na złoto z… 45-dniowym terminem dostawy i przy cenach zaczynających się od około 7900 zł za uncjową monetę bulionową. Z kolei w sklepie internetowym Mennicy Polskiej ostatniego dnia marca królował towar „chwilowo niedostępny”.

Ilość ta sama, ale…

Nie jest tak, że na świecie nagle zabrakło złota. Żółty metal istnieje w takich samych ilościach jak przed wybuchem pandemii. Zmieniły się jednak dwie kwestie. Po pierwsze, inwestorzy detaliczni nie są skłonni pozbywać się teraz złota po żadnej cenie, a już z pewnością nie po cenach dyktowanych przez rynek „papierowych” kontraktów terminowych (w chwili pisania tego tekstu wynoszących około 1600 USD za uncję).

Po drugie, na rynku brakuje bulionu „detalicznego”, czyli monet jednouncjowych oraz sztabek o masie do jednego kilograma włącznie. Natomiast jeśli wierzyć oficjalnym informacjom, to w londyńskich skarbcach wciąż znajdują się spore zasoby (ponad 8,2 tys. ton) sztab 400-uncjowych, używanych w rozliczeniach między dużymi bankami.

To właśnie takie „hurtowe” sztaby kupują podmioty typu ETF (ang. exchange-traded funds), które są swoistym pośrednikiem między dwoma światami złota. Same jednostki ETF to tzw. złoto papierowe, dostępne dla każdego inwestora na giełdach papierów wartościowych na takich samych zasadach jak akcje. Za gotówkę spływającą od inwestorów (zarówno indywidualnych, jak i funduszy inwestycyjnych) organizator ETF-a kupuje fizyczne złoto, zwykle w postaci 400-uncjowych sztab.

Tylko w ostatnim tygodniu marca ETF-y zakupiły 110,4 tony złota — wynika z danych Światowej Rady Złota. Do 27 marca było to 132,6 ton, czyli więcej niż w całym lutym, gdy fundusze te nabyły 84,5 tony kruszcu. Łączny stan posiadania ETF-ów wyniósł 3165,5 tony — według danych na 27 marca. Nawet podczas najgłębszego kryzysu finansowego złota nie zabraknie. Na świecie cały czas istnieje prawie 200 tys. ton metalu wydobytego od początku ludzkiej cywilizacji.

Nawet odliczając oficjalne rezerwy banków centralnych (niemal 34 tys. ton) „w obiegu” pozostaje ponad 163 tys. ton królewskiego metalu — z czego większość w postaci biżuterii. Natomiast cena, przy której rynek znajdzie równowagę, jest niemożliwa do przewidzenia. Jednakże jeśli obecny kryzys utrzyma się dłużej niż kilka tygodni, to jest coraz bardziej prawdopodobne, że cena „złota papierowego” rozjedzie się z ceną złota fizycznego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany

Polecane