We wtorek Stany Zjednoczone ogłosiły szczegóły swojej interwencji. Tamtejsza administracja podała, że USA mają w planach „pożyczyć” firmom naftowym 32 mln baryłek ropy naftowej na przestrzeni kolejnych kilku miesięcy (po jakimś czasie firmy tę specyficzną pożyczkę będą musiały zwrócić w postaci ropy naftowej lub produktów ropopochodnych). Dodatkowo, USA mają zamiar bezpośrednio sprzedać 18 mln baryłek ropy naftowej na rynku.
Wczoraj i dzisiaj napłynęło także trochę informacji na temat uwolnienia rezerw ropy naftowej także przez inne kraje, we współpracy z USA. Po kilka milionów baryłek prawdopodobnie uwolnią Japonia, Indie, Korea Południowa oraz Wielka Brytania. Spore ilości ropy naftowej mogą potencjalnie uwolnić także Chiny – co zresztą nieoficjalnie robiły już w ostatnich tygodniach.
Informacje na temat uwolnienia rezerw ropy naftowej negatywnie wpływały na ceny tego surowca w poprzednim tygodniu – jednak już same konkretne informacje nie były zaskoczeniem. W rezultacie, po publikacji szczegółów notowania ropy naftowej ruszyły w górę, częściowo odreagowując niedawne zniżki.
Warto mieć na uwadze fakt, że łącznie uwolnienie rezerw może dotyczyć około 70-80 mln baryłek ropy naftowej, co nie jest nawet ekwiwalentem dziennej globalnej produkcji. Jest to więc mimo wszystko gest mający bardziej symboliczne niż fundamentalne znaczenie. Tymczasem uwaga inwestorów powoli przenosi się na kraje OPEC+, które już na 2 grudnia mają zaplanowane spotkanie dotyczące porozumienia naftowego.