Sześć lat — tyle czasu potrzebowała wywodząca się z Holandii sieć Action (patrz ramka), by otworzyć w Polsce 300 sklepów. Dyskonty wielobranżowe w ubiegłym roku miały 2,19 mld zł przychodów, czyli o 73 proc. więcej niż rok wcześniej. Zanotowały 55 mln zł czystego zysku, co oznacza wzrost o ponad 100 proc.
— W ubiegłym roku dołożyliśmy do naszej sieci w Polsce ponad 80 sklepów, w tym ponad 40. Na pewno na tym nasz rozwój się nie kończy. Nie chcę deklarować jeszcze konkretnej liczby, bo na przełomie roku może dojść do pewnych przesunięć, ale mamy już zbudowane fundamenty pod znacznie większą sieć — mówi Sławomir Nitek, dyrektor generalny Actiona w Polsce.
Inflacyjna dynamika
Te fundamenty to infrastruktura logistyczna. W tym roku Action otworzył trzecie polskie centrum dystrybucyjne — w Zakroczymiu w województwie mazowieckim.
— Każde centrum może obsługiwać 160-170 sklepów. Ze względu na położenie Polski i dobrą infrastrukturę transportową zaopatrujemy też stąd część naszych placówek w Niemczech i Czechach — mówi Sławomir Nitek.
Wzrost przychodów to nie tylko efekt szybkiej ekspansji i wzrostu rozpoznawalności sieci wśród klientów.
— Jesteśmy już po trzech kwartałach i mogę powiedzieć, że dynamika sprzedaży jest wysoka. Można u nas znaleźć większość produktów podstawowej potrzeby, więc oferta była bardzo dobrze postrzegana przez klientów w okresie, gdy wysoka inflacja skłaniała do szukania oszczędności. W ostatnich miesiącach obserwujemy wzrost optymizmu zakupowego: klienci wcześniej uporządkowali i ustabilizowali wydatki, przestawili się na programy oszczędnościowe, a teraz znów chętnie kupują — mówi Sławomir Nitek.
Action wywodzi się z Holandii, gdzie pierwsze sklepy pod tym szyldem ruszyły na początku lat 90. Jego europejską ekspansję sfinansował fundusz 3i, który w 2011 r. za 130 mln EUR przejął sieć. Inwestycja okazała się tak opłacalna, że fundusz odżegnuje się od wszelkich planów wychodzenia z niej, a nakłady dawno spłaciły się z dywidend. Tylko w ubiegłym roku fundusz zainkasował od dyskontowej sieci blisko 370 mln EUR. 3i wycenia obecnie swój pakiet w Actionie na prawie 13 mld EUR, czyli w przeliczeniu blisko 60 mld zł. Sieć działa w 11 krajach europejskich. Najwięcej sklepów (ponad 720) ma we Francji. W Niemczech prowadzi prawie 500 placówek, w Holandii ponad 400. Polska pod tym względem jest dla sieci czwartym rynkiem. W ciągu ostatniego roku Action rozpoczął ekspansję w Hiszpanii i na Słowacji. Na wszystkich rynkach na koniec marca tego roku miał 2,26 tys. sklepów.
Dyskontowe trendy
To, że popularność dyskontów rośnie w trudniejszych dla konsumentów czasach, to nic dziwnego. Widać to choćby w wynikach spożywczej Biedronki, ale najbardziej konkurencyjny wobec Actiona format dyskontowy — mocne przede wszystkim w odzieży i tekstyliach Pepco oraz należąca do niego wielobranżowa sieć Dealz — w tym roku obniżały zbyt optymistyczne prognozy. Sławomir Nitek jest jednak przekonany, że dyskonty i na krótszą, i na dłuższą metę wygrają na rynku.
— Jeśli patrzymy na trendy i prognozy rynkowe, to nie można mieć wątpliwości, że przez najbliższe pół dekady rozwijać będą się głównie dyskonty. Oczekiwana roczna dynamika sprzedaży w tym kanale to 9-12 proc. Polscy klienci zawsze byli wrażliwi na cenę, a teraz wysoka inflacja tę wrażliwość jeszcze zwiększyła. Nie sądzę, by była to tylko chwilowa zmiana i chwilowe zaciśnięcie pasa. Spodziewam się raczej trwałego przejścia klientów do formatów sklepów postrzeganych jako atrakcyjniejsze cenowo przy zachowaniu odpowiedniej jakości. W naszych wynikach to widać — mówi Sławomir Nitek.
300 sklepów po sześciu latach na rynku to sporo, ale wciąż ponad cztery razy mniej, niż ma w Polsce grupa Pepco, i kilkanaście razy mniej niż Biedronka. Gdzie będą pojawiały się kolejne placówki pod szyldem Action?
— Mamy sklepy we wszystkich rodzajach lokalizacji: w galeriach handlowych, mniejszych parkach handlowych i w obiektach wolnostojących. Jesteśmy już we wszystkich województwach i możemy dogęszczać sieć w największych miastach. Dla przykładu w Warszawie mamy osiem sklepów, a w Poznaniu siedem — w obu aglomeracjach bez wątpienia możemy mieć znacznie więcej. Generujemy spory ruch w obiektach handlowych, co ułatwia negocjacje z wynajmującymi — mówi Sławomir Nitek.
Niedziela bez znaczenia
Większość zakupów Action koordynuje na poziomie europejskim, a połowę asortymentu sprowadza z Azji.
— W naszej sieci asortyment zmienia się bardzo szybko — dwie trzecie produktów w ofercie rotuje. To daje nam sporą elastyczność i możliwość stałego zapewniania produktów w niskich cenach, niezależnie od tego, czy w niektórych kategoriach dochodzi do niespodziewanych skoków cen — tłumaczy dyrektor generalny Actiona w Polsce.
Sieć zaczęła też korzystać z polskich dostawców.
— W ciągu ostatniego roku wprowadziliśmy do naszych sklepów m.in. produkty Orlenu, Krossa czy markę Moje Auto sygnowaną przez Kajetana Kajetanowicza. Stopniowo liczba polskich dostawców na półkach będzie się zwiększać — twierdzi Sławomir Nitek.
Action zatrudnia w Polsce ponad 4 tys. osób i szykuje się na przyszłoroczny wzrost płacy minimalnej, który przełoży się na wzrost średnich płac w handlu. Czy szykuje się na zniesienie zakazu handlu w niedziele postulowane przez część partii w nowym parlamencie?
— Z punktu widzenia wyników sieci handlowych nie jest to specjalnie istotne. Widzimy trwałą zmianę w zwyczajach zakupowych polskich klientów. Mamy w ciągu roku siedem niedziel handlowych i obroty w te dni nie powalają. Widać, że klienci przyzwyczaili się do robienia zakupów w inne dni tygodnia, zwłaszcza w soboty i poniedziałki, gdy w wielu sieciach ruszają tygodniowe oferty promocyjne. Oczywiście będziemy obserwować to, co dzieje się na rynku i na co zdecydują się inne sieci, ale dla nas kwestia niedziel handlowych w praktyce nie ma większego znaczenia — mówi Sławomir Nitek.

