Dywersyfikacja albo dekapitacja

Weronika Kosmala
opublikowano: 11-07-2018, 22:00

Na różaną szyję Marii Antoniny opadały i tłuste sznury pereł, i ziębiące ostrze. Zatańczy ze śmiercią ten, kto zróżnicuje pierwszymi portfel

Cierpki koniec rozszedł się głuchym dźwiękiem kwadrans po południu, kiedy na oczach bezzębnego tłumu bez sprzeciwu pękła szyja. Tego nie znała — wcześniej trącały ją nabrzmiałe od diamentów kolie, perły pełniejsze od winogron, pióra i pędzle, zostawiające na dekolcie glazurę z perfumowanych pudrów. Przestały dopiero w marcu 1791 r., kiedy sama szyja obracała się nerwowo na każdy skrzyp podłogi, a dłonie Marii Antoniny pośpiesznie uklepywały perły i rubiny w skrzyni, mającej ocalić je przed spierzchniętymi palcami rewolucji. Tłum nie dosięgnął ich wtedy — kosztowności zdołały umknąć do Wiednia, żeby po latach umościć się w szkatułach Burbonów, a po wiekach w aukcyjnym katalogu Sotheby’s. Te same perły, które grzały się ciepłem Marii Antoniny, osądzi jednak lud.

Kiedy Maria Antonina robiła zakupy, buduar zapełniały rzędy atłasowych pantofli, sznury świecidełek, patery ciastek i fontanny z szampanem — przynajmniej w kadrze Sofii Coppoli. W Sotheby’s ekspozycja jej klejnotów może mieć inny charakter, ale zawieszka z naturalną perłą i diamentami zahaczy o Wersal samą estymacją do 2 mln USD (7,4 mln zł).
Zobacz więcej

SHOPPING:

Kiedy Maria Antonina robiła zakupy, buduar zapełniały rzędy atłasowych pantofli, sznury świecidełek, patery ciastek i fontanny z szampanem — przynajmniej w kadrze Sofii Coppoli. W Sotheby’s ekspozycja jej klejnotów może mieć inny charakter, ale zawieszka z naturalną perłą i diamentami zahaczy o Wersal samą estymacją do 2 mln USD (7,4 mln zł). Fot. Sotheby's

Nie dla mięczaków

Ciężka od brylantów kolekcja Burbonów Parmeńskich trafi na aukcję dopiero zimą, ale dom aukcyjny już zdradza niektóre śmiało spodziewane stawki. Zbiegły spod topora rewolucji wisior ma szacowaną wartość 1-2 mln USD (3,7-7,4 mln zł) — a więc dwóch warszawskich apartamentów z garażem — mimo że w jego srebrnej oprawie obijały się kiedyś udekorowane jak desery komnaty Wersalu. Inwestor, który akurat nie odkłada na mieszkanie, może więc rozważyć, co w dłuższym horyzoncie okaże się korzystniejszą lokatą: dobro ze szkatułki królowej Francji czy widok z zawrotnego piętra na centrum Warszawy.

Przyglądając się czynnikom decydującym o estymacji, trzeba zauważyć, że tym razem wszystkie pozostałe dławi tzw. proweniencja, bo tak na rynkach obiektów kolekcjonerskich określa się pochodzenie z jakiejś kolekcji. Gdyby lokalna nieruchomość miała konkurować w tym zakresie z dworskim wisiorem, musieliby się w niej zadomowić Cristiano Ronaldo razem z Justinem Bieberem, choć i to nie zapewniłoby im przewagi w następnej kategorii: rzadkości w rynkowej ofercie. W przeciwieństwie do apartamentów, które raz na jakiś czas uświetnia skąpany w glorii lokator, zawieszka z naturalną perłą jest całkowicie unikatowa ze względu na swoją formę — większą od gęstej kropli i mniejszą od niedojrzałej gruszki, rozciągniętą na niecałe trzy centymetry.

Na rynku pereł rozróżnienie na te naturalne i hodowlane jest równie fundamentalne, co nadwyrężane, dlatego że obie kategorie i tak opuściły płaszcz małża, a nie fabryczną taśmę, bo z tej zeskakują już tylko koraliki bezwstydnie sztuczne. Jeśli więc nie są plastikowe, perły powstają, kiedy do miękkiego wnętrza mięczaka wedrze się przez muszlę jakieś obce ciało, które ten zalewać zacznie warstewkami masy, formując w końcu połyskującą kuleczkę, za którą również czeka go ostrze — choć nie przy syczeniu całego placu, wybałuszającego oczy na gilotynową atrakcję.

Większy może więcej

Takie zaczątki klejnotu ludzie nauczyli się wprowadzać do całego morza mięczaków, produkując bezdenne worki obsesyjnie regularnych korali, powstałych wokół jądra w nienagannym kulistym kształcie. O falbany sukni Marii Antoniny ocierały się natomiast formy fantazyjnie drwiące z dzisiejszej procedury, ale tak niespotykane,że okupione nierzadko bezpowrotnymi połowami rybaków. Mimo że to, co naturalne, wydaje się też powszechne, przedarcie się intruza do wnętrza małża wcale nie występuje w środowisku nagminnie, a jeśli już do niego dochodzi, mięczak wcale nie rozgłasza tego po całej toni, tylko wtapia się w szarość pozostałych. Rozkładając więc królewską zawieszkę na kawałeczki, można wywnioskować, że zakup miałby potencjał inwestycyjny już ze względu na samą perłę, chociaż i ona musiała zostać jeszcze ozdobiona — srebrną kokardą mieniącą się od ciasno poutykanych brylantów.

W związku z tym, że zwodniczy urok samego słowa diament lubi popchnąć czasem w błędny zaułek wabiący majakami stóp zwrotu, wypada wyjaśnić: dawnej biżuterii nie kupuje się ze względu na drobniejsze kamienie zakomponowane w oprawie, tylko raczej dla całej oprawy.

Rynek wiekowych kosztowności jest z zasady rynkiem urodziwego rzemiosła, a nie surowca, szczególnie jeśli użyte brylanty są masy dalekiej od pełnego karata, a ich szlif jest w typie wymagającym aktualizacji.

Żeby podnieść wartość diamentowej bryłki, nierzadko całe zespoły szlifierzy miesiącami projektują symulacje faset, mających wzmocnić odbicie światła, nie uszczuplając drastycznie masy. Cena za 1 ct brylantu nie rośnie przecież liniowo razem z jego rozmiarem, tylko zgodnie z funkcją zadartą jak podkręcony wąs arystokraty — im cięższy kamień, tym rzadszy i zawsze cenniejszy od odpowiadającej mu masą garstki najdrobniejszych. Jak nietrudno zauważyć, podobna dysproporcja względem masy wychudłych poddanych obiła się w końcu falą gniewu, doprowadzającą na syczący plac szyję Marii Antoniny, której dobre imię postrzępiła dodatkowo poprzedzająca wydarzenia afera naszyjnikowa.

Mimo że sama królowa nie brała w niej udziału, bezrefleksyjna opinia publiczna jak pies połknęła kąsek o rzekomym zamówieniu przez nią biżuterii nieprzyzwoicie kosztownej i nonszalanckim zignorowaniu rachunku od jubilerów. Obecnie na taką dworską rozrzutność inwestorzy spoglądają znacznie cieplej, bo im bardziej rozpasane były ówczesne wydatki, tym soczystsza proweniencja i wyższy rynkowy potencjał samych materiałów. Taka ciężka, naturalna perła królowej nie może przecież nie zapewnić zwrotu — ktoś mógłby rozgłosić wieść przed tłumem gapiów nawet dzisiaj i połknęlibyśmy ten scenariusz jak głodny pies, nie patrząc, że rynek zawsze bywa mocny do chwili, w której okazuje się kruchy, zupełnie jak kawałek szyjnego kręgosłupa. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Dywersyfikacja albo dekapitacja