Działa na telefon

Wojciech Surmacz
14-05-2004, 00:00

Masakra w Magdalence, „smród” w Starachowicach, poznańska „egzekucja”, żenada w Śmiłowie i krew na ulicach Łodzi. Kto stoi za kompromitacją policji?

„Puls Biznesu”: Czy jest bezpiecznie?

Marek Biernacki, były minister spraw wewnętrznych i administracji: No, nie jest...

Naiwnie zapytam: dlaczego?

Poczucie bezpieczeństwa w naszym państwie ostatnio dramatycznie spadło. Czarna seria w policji... To nie pech. Wydarzenia w Śmiłowie pod Piłą, Poznaniu i Łodzi nie były kwestią przypadku. Szczególnie szokuje zachowanie w Pilskiem — policjant bardziej się bał senatora Stokłosy niż opinii publicznej! Źle się dzieje w polskiej policji!

Dlaczego?

Jest wiele przyczyn.

Może zacznijmy od podstaw: mocne upolitycznienie struktur?

Tradycyjny zarzut. Równie istotny jak to, że żaden z ministrów tej kadencji nie wziął policji pod bezpośredni nadzór. Też na początku tak nie robiłem... Zająłem się tym tuż przed sprawą „Pruszkowa” i wiem, jaka była — od razu! — zmiana w działaniu policji: policjanci poczuli, że minister bezpośrednio nadzoruje ich działania. To ważne!

Tworząc CBŚ, starał się Pan odizolować policję od wpływów politycznych. Trudne?

Czy trudne? Przyszedłem po Januszu Tomaszewskim, który w policji za bardzo nie grzebał, a resort i tak był bardzo upolityczniony. Wówczas policjanci dostali ode mnie jedno twarde przykazanie: przestępstwo nie jest polityczne! I wzięli się ostro do roboty... Do dzisiaj czuję — między wierszami — w wypowiedziach kolegów z dawnego AWS-u, że poniekąd przeze mnie ugrupowanie poniosło klęskę. Bo tych kilka wielkich spraw odbiło się rykoszetem... Nie rozumieją, że gdyby inaczej postępowali, nie byłoby po co zatrudniać policji.

Ale wróćmy...

Dodam, że wielu polityków miało mi za złe, że nie wymuszałem decyzji personalnych. Dla mnie pierwszym policjantem w kraju był komendant Jan Michna. Kiedy był problem, to się po prostu z nim kłóciłem. Zresztą z innymi komendantami też. Jak się ze mną nie zgadzali, nie forsowałem za wszelką cenę swego zdania — wiedziałem, że komendant główny za to odpowiada! Policja była zdziwiona! Myśleli, że jestem słaby, bo czegoś nie narzucam. Z perspektywy okazało się, że taki system zarządzania doskonale się sprawdzał. Opłacił się, bo policja dostała wiatr w żagle. A przecież obejmowałem stanowisko też w dość niekorzystnych warunkach: pamięta pan akcję z tygrysem na Tarchominie i tragedię tego weterynarza?

Zapomnieć się nie da.

Otóż to! A odchodziłem w zupełnie innej aurze. Ale obecni ministrowie...

Nie grzebią w policji?

Nie zajmują się nią w sensie bezpośredniego nadzoru, bo grzebią w personaliach. Komendanci wojewódzcy, powiatowi są „ustawiani” pod względem sympatii określonych baronów, czyli regionalnego, politycznego układu. Przykłady? Mnóstwo. Starachowice są patologią tak porażającą, że szkoda słów... Poza tym ministrów spraw wewnętrznych z rekomendacji SLD bardziej interesowała kariera polityczna niż poprawa bezpieczeństwa w państwie. Brak elementarnych policyjnych działań, czyli prewencji! Nie dopuszczać do przestępstwa — tak przecież pracował Giuliani w Nowym Jorku. Niestety polska policja działa „na telefon”... W Łodzi mieliśmy do czynienia z klasycznym przykładem zaniechania pewnych posunięć. Przemarsz chuliganów...

Nie powinno go być?

Oczywiście! Należało ich zatrzymać o wiele wcześniej — i nie byłoby tragedii. Kolejne problemy: braki finansowe, ubóstwo policji.

Niech Pan nie przesadza, byłem niedawno w Komendzie Głównej Policji — wszystko w końcu wyremontowane, całkiem elegancko, nowocześnie. Widać coraz lepiej się powodzi...

Prawda?

Za Pana kadencji tak nie było.

Zgadza się, ale mam na myśli ubóstwo policji pod względem braku pieniędzy na szkolenia. Przecież ten policjant w Łodzi jest niewinny — w każym wypadku! Nie miał praktyki, nie strzelał z kul gumowych, nie potrafił ich odróżnić od breneki, a powinien machinalnie rozpoznać nabój w ręku. To właśnie błąd w wyszkoleniu. I to nie tylko w dotyczącym obsługi broni, ale i prowadzeniu różnego typu akcji. Tego policji brakuje.

Przecież w resorcie pracują tysiące osób po przeróżnych „kursach”.

Tych szkoleń jest za mało! W straży pożarnej odbywają się prawie codziennie... Fakt, że to służba o innej specyfice, ale strażacy — nawet czekając na dyżur — doskonalą umiejętności. Zresztą w policji cały system szkoleń zakwestionowała ekipa ministra Janika. Do dzisiaj nie skonstruowano nowego.

O jakim systemie Pan mówi? Tym, który Pan pozostawił po sobie?

O tym, który zastałem; tylko poprawiałem. Byłem zwolennikiem ewolucji. Czas na rewolucje był w 1989 roku — albo je przeprowadziliśmy, albo nie. Nie przeprowadziliśmy — nasz problem.

Jak Pan skomentuje przewrotne tłumaczenia posła Dziewulskiego, że w Łodzi mieliśmy do czynienia z zawodowcami, bo to przecież fachowiec zauważył, że załadowano brenekę, że dzięki niemu nie zabito więcej osób?

Takie wypowiedzi są bezsensowne... Bez komentarza. Gdy ginie człowiek, akcja policji zawsze jest nieudana! Policja przez ostatnie wydarzenia pokazała, że równie dobrze zagraża obywatelowi, jak go chroni.

Poseł Dziewulski mówi, że jesteśmy sami sobie winni: „Policja leje, tłum się gapi, policja strzela, tłum się gapi, policja rozbraja bombę, tłum się gapi”. Jego zdaniem, trzeba stworzyć program edukacyjny, który nauczyłby Polaków zachowania się w podobnych sytuacjach.

Programów edukacyjnych nie brakuje. To nie wina ludzi. Brak programów prewencyjnych. Na początku tej kadencji Sejmu policję scentralizowano, wyłączono z kompetencji starostów — odsunięto ją w ogóle od samorządów. Za moich czasów było mnóstwo programów prewencyjnych, które tworzyły samorządy. A teraz — nie ma! Przez tę reformę zduszono aktywność samorządów, dotyczącą bezpieczeństwa. Zaraz ktoś powie, że ludzie nie powinni wychodzić po godzinie 22 na ulicę!

Kibice Widzewa nie odpuszczą.

Bardziej się obawiam, że te dramatyczne zdarzenia, o których mówimy, wywołają lęk wśród policjantów. Dlatego urzędujący minister musi im wyraźnie zakomunikować: policja powinna działać zdecydowanie, bo ma na to przyzwolenie społeczne! Ale w ramach obowiązującego prawa i — jeszcze raz podkreślam — musi być wyszkolona! Przecież w Poznaniu odbyła się „egzekucja”! Tłumaczenie, że młody człowiek ruszył samochodem, nie ma sensu, bo ktoś, kto jest w szoku, działa irracjonalnie. Błąd w wyszkoleniu — bez dwóch zdań!

„Gdybym wiedział, że jedno życie policjanta ma być zagrożone, lub Pałac Kultury miałby zostać wysadzony, wysadziłbym Pałac Kultury”

Tak jest.

Pamięta Pan?

To moja wypowiedź.

Aktualna?

Oczywiście. Miałem na myśli Pałac Kultury i Nauki — uwaga! — bez ludzi.

A gdyby było zagrożone życie policjanta lub miał zostać zastrzelony zwykły obywatel? Kogo by Pan wybrał?

Policjant jest od tego, by chronić obywatela. To jego służba i powołanie. Jeżeli tego nie rozumie, powinien odejść. To moja odpowiedź.

Co powinien zrobić obecny szef resortu spraw wewnętrznych?

Gdyby nim był minister Janik, to winien się podać do dymisji. Ale teraz jest pan minister Kalisz i trudno wymagać, aby robił jakieś bezsensowne pokazówki. Odpowiedzialność spada na ręce panów Krzysztofa Janika i — po części — Józefa Oleksego (też traktował ministerstwo dość brutalnie). Minister spraw wewnętrznych musi zajmować bardzo wyraźną postawę wobec policji. Pierwszy sygnał, że tak nie jest — bardzo nieszczęśliwy — był w Magdalence. Już wtedy należało się zdobyć na reakcję! Już wtedy minister Janik powinien się podać do dymisji! Nie mówię, że trzeba ją było przyjąć, ale do policjantów trafiłby sygnał: ponoszę odpowiedzialność za swoich ludzi. Tymczasem, kiedy jest sukces, to politycy napinają piersi. A jak nieszczęście — mówią: My? Nie! To oni!

Szukają kozłów ofiarnych?

Tak. Dlaczego w Łodzi podsunięto tę — nigdy nie szkoloną — kobietę, która omyłkowo wydała ostre naboje? Wiadomo... Ale obciążanie jej to nonsens.

Uderzmy w delikatną strunę. Obejmując urząd ministra w 1999 roku, obiecał Pan, że doprowadzi do końca śledztwo w sprawie zabójstwa generała Papały. Ma Pan coś do powiedzenia?

O to pytanie poproszę za jakieś dwa tygodnie. Może będę mógł powiedzieć więcej. To „moja” sprawa.

Dlatego pytam.

Dałem słowo.

Dotrzyma Pan?

Będę jej pilnował do końca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Surmacz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Działa na telefon