Dzieci nie dostaną oprogramowania

Mariusz Zielke
opublikowano: 12-06-2008, 00:00

Resort edukacji chce skasować przetarg na oprogramowanie edukacyjne za 180 mln zł. A to część wielkiego unijnego projektu.

Premier Tusk obiecywał oprogramowanie dla dzieci. Obiecanki cacanki

Resort edukacji chce skasować przetarg na oprogramowanie edukacyjne za 180 mln zł. A to część wielkiego unijnego projektu.

Giełdowe firmy informatyczne, z Asseco i Sygnity na czele, prawdopodobnie obejdą się smakiem przy kolejnym dużym i ważnym zamówieniu publicznym. Według nieoficjalnych informacji „PB”, Ministerstwo Edukacji Narodowej (MEN) chce unieważnić trwający od lutego 2008 r. przetarg na zakup oprogramowania edukacyjnego dla 20 tys. szkół w całej Polsce. Według naszych informacji, decyzję podjęto na kolegium w MEN, ale musi ona zostać jeszcze formalnie uzasadniona, z czym resort może mieć problem.

To obecnie największy przetarg w administracji z zakresu informatyzacji — jego wartość szacuje się na 180 mln zł. Tymczasem firmy przestrzegają, że unieważnienie projektu może spowodować bardzo poważny konflikt Polski z UE o rozliczenie całego wartego ponad 1 mld zł programu komputeryzacji szkół. Powód: Polska zobowiązała się, że uzyskane z unijnych funduszy pieniądze pójdą też na zakup oprogramowania, a nie tylko na pudełka ze sprzętem. MEN uspokaja, że problemu nie ma, a firmy nie mają racji. Jak jednak wytłumaczy unieważnienie projektu premierowi, który 2 maja 2008 r. w orędziu mówił: „Tak jak każdy polski uczeń ma prawo do ciepłego posiłku, tak powinien mieć też dostęp do komputera, oprogramowania edukacyjnego”.

— Trudno mi komentować działania MEN, bo sprawy nie znam. Ale w kancelarii premiera powstał już specjalny zespół, który przygotuje projekt umożliwiający dostęp polskim uczniom do komputerów i oprogramowania edukacyjnego — mówi Agnieszka Liszka, rzeczniczka rządu.

Już nie potrzebujemy

Cały projekt trzeba rozliczyć do końca 2008 r. Dotąd wydano 720 mln zł na zakup sprzętu. Kolejne dostawy za 280 mln zł są w trakcie realizacji. Zakup programów do nauki języków, matematyki czy encyklopedii zostawiono zaś na sam koniec. Tymczasem są one wpisane jako część składowa projektu „Pracownie komputerowe dla szkół”. Zgodnie z nim, do każdej pracowni miał zostać dołączony jeden pakiet z programami.

— Jeśli nie kupimy oprogramowania edukacyjnego, unijni urzędnicy mogą nie rozliczyć całego programu i zażądać zwrotu już wydanych pieniędzy. Nie mówiąc już o tym, że jednym z głównych celów całego projektu miało być umożliwienie prowadzenia lekcji za pomocą specjalnych programów komputerowych. Przez cztery lata kupiono kilkaset tysięcy komputerów. A oprogramowanie do nauki zostawiono na koniec i teraz chce się to skasować. Jak to się ma do zapowiedzi premiera? — pyta prezes jednej z firm informatycznych i jednocześnie usługodawca MEN.

MEN oficjalnie twierdzi, że nie podjęło decyzji o unieważnieniu przetargu, a jedynie dyskutowało o tym projekcie na kolegium.

„Nie zapadła jednak decyzja o unieważnieniu postępowania, gdyż w świetle przepisów ustawy prawo zamówień publicznych decyzję taką podejmuje kierownik zamawiającego, a nie ciało doradcze Ministra w postaci kolegium” — informuje nas biuro prasowe.

Witold Witowski, dyrektor biura wdrażania Europejskiego Funduszu Społecznego w MEN, nie ukrywa, że jest zwolennikiem unieważnienia tego przetargu.

— Od nowego roku zmienia się program nauczania, więc istniejące teraz oprogramowanie edukacyjne nie spełnia jego wymagań i zakup powinien zostać przesunięty na później. Inaczej może się okazać, że oprogramowanie trafi nie tam, gdzie trzeba lub nie będzie dostosowane do potrzeb wynikających z programu. Zakupy oprogramowania są potrzebne, ale później — tłumaczy.

— To szukanie pretekstu. W tej chwili przetarg jest na etapie wniosków o udział w postępowaniu — nie ma ogłoszonej specyfikacji. Więc skoro resort ma nowy program, to może napisać specyfikację zamówienia pod nowe założenia — ripostuje jeden z uczestników przetargu.

Resort edukacji nie obawia się też problemów z rozliczeniem projektu.

— Zakup oprogramowania edukacyjnego nie jest wymagany i nie stworzy problemów. Wręcz przeciwnie, gdybyśmy kupili to oprogramowanie, moglibyśmy mieć problem z utrzymaniem współczynnika trwałości. Unia wymaga, by projekty finansowane z jej funduszy były utrzymywane co najmniej 5 lat. Jeśli kupimy złe oprogramowanie, które nie będzie używane, będziemy mieli poważny problem — mówi Witold Witowski.

Poproszone przez nas o opinię Ministerstwo Rozwoju Regionalnego nie odniosło się szczegółowo do kwestii rozliczenia, ale twierdzi, że realizacja projektu nie jest zagrożona.

No problem

Może więc nie ma problemu?

— W końcu nie ma co się czepiać, że organ centralnej administracji przez 4 miesiące prowadzi przetarg za prawie 200 mln zł, po czym uznaje, że właściwie to już tych zakupów nie potrzebuje. Niech żyje partnerstwo publiczno-prywatne — ironizuje jeden z uczestników przetargu.

1,5

mld zł Tyle resort edukacji miał do wydania w latach 2004-06 (formalnie zakupy kończą się w 2008 r.) na pracownie komputerowe dla szkół oraz zakupy specjalnych punktów internetowych w bibliotekach szkolnych i centrach kształcenia.

3

mld zł Prawie tyle łącznie mógł wydać na wszystkie unijne programy obejmujące m.in. zakupy pomocy dydaktycznych i sprzętu dla uczniów niepełnosprawnych.

Administracja firm nie szanuje

Sektor publiczny jest jednym z najważniejszych klientów firm IT. Co jednak wymyśli jakiś duży i ciekawy projekt, to się nie udaje. W ten sposób w ciągu ostatnich lat poległy właściwie wszystkie duże rządowe projekty. Słynne były problemy z budową ewidencji pojazdów i kierowców, do której trzeba było podchodzić kilka lat. Przez wiele lat rządy unikały decyzji ostatecznych o budowie rejestru usług. Polska zajmuje ostatnie miejsca w rankingach zinformatyzowania administracji i wydatków na nowe technologie.

Największe informatyczne wpadki

Wartość:

4

mld zł

System łączności służb mundurowych miał być częścią offsetu związanego z zakupem samolotów F16. Po wielu zagraniach lobbingowych nie doszło do akceptacji koncepcji i ogłoszenia przetargu. Systemu nie ma i prawdopodobnie nie będzie.

Wartość:

200

mln zł

Planowano stworzenie nowoczesnego rejestru ewidencji ludności. Prace trwały dwa lata. Rezultat: nawet nie doszło do przetargu na właściwy system, projekt padł, unijne pieniądze oddano na inne cele.

Wartość:

1

mld zł

Od lat trwa dyskusja, jak ma wyglądać. Miał to też być projekt sfinansowany z offsetu, ale ostatecznie z tego zrezygnowano. Obecna ekipa ma ambicje jednak projekt uruchomić i zakończyć.

Wartość:

400

mln zł

Przetarg na część lądową padł i system nigdy nie powstał. Część radarów na granicy morskiej jest instalowana od 2005 r. z ogromnymi problemami.

Wartość:

100

mln zł

Policja miała mieć znakomity system wspomagający dowodzenie operacyjne oraz kilka innych systemów IT (łącznie za kilkaset milionów złotych). Przetargi unieważniono, systemów nie ma, choć mają być.

Nie wolno nam ze szkoły czynić skansenu

Komputer w szkole to standard nawet w wielu krajach trzeciego świata i zupełnie nie powód do samozadowolenia. Dopiero właściwe oprogramowanie bogate w poprawne metodycznie treści dopasowane do poziomu ucznia czyni naprawdę cuda (a rozumiem, że cuda chcemy czynić w tej kadencji :-)

W edukacyjne multimedia inwestują nie tylko prawie wszyscy nasi unijni sąsiedzi, jak Rumunia, Słowenia, Bułgaria, Czechy, Węgry, nie wspominając wszystkich „bogatszych”, ale także Nigeria, Meksyk, Pakistan, Malezja i wiele innych „egzotycznych” krajów.

Nie wolno nam ze szkoły czynić skansenu, w którym zachowano wszystko tak, jak wyglądało 50 lat temu. Szkoła przestała nadążać za rzeczywistością, która jest multimodalna — atakuje szybkozmiennym obrazem, dźwiękiem, informacją skondensowaną jak czarna dziura, atrakcyjną formą przekazu i co najważniejsze, potrafi utrzymać skoncentrowaną uwagę młodego człowieka przez naprawdę długi okres czasu.

Wygląda na to, że stwierdzenie „Po raz pierwszy w historii mamy i pomysły i pieniądze” na IT nie dotyczy Ministerstwa Edukacji Narodowej. Aby wypełnić orędzie premiera, komputer się kupi, a oprogramowanie, tradycyjnie w Polsce, szkoły sobie „załatwią”. Widać, że w MEN jak przyszło do wydania większej kwoty na oprogramowanie, kogoś w dołku ścisnęło, bo przecież tyle zabawek z plastiku i tektury można za to kupić.

Mógłbym tak całą stronę „PB” ale... boję się, bo ktoś pójdzie do p. minister z „dowodem”, że to my bruździmy i trzeba nas „przyciąć”...

Mariusz

Zielke

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Zielke

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu