Wydana w 2017 r. książka brytyjskiej badaczki Kate Raworth „Ekonomia obwarzanka. Siedem sposobów myślenia o ekonomii XXI wieku” jak rzadko która zainspirowała dyskusje polityków i ekonomistów na temat zrównoważenia rozwoju. Obwarzanek jest tylko umownym symbolem, równie dobrze mógłby to być np. pierścień. O co w ogóle chodzi – obrazuje diagram.

Obwarzanek to sfera gospodarczej, społecznej i cywilizacyjnej równowagi. Spadnięcie z niej do wewnątrz oznacza niedostatek, natomiast wyskoczenie na zewnątrz to przesadny konsumpcjonizm i fetyszyzacja nieustającego wzrostu dla wzrostu, który skutkuje rabunkową eksploatacją ograniczonych zasobów Ziemi.
Obwarzanek czy spaghetti
Tytuł panelu Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI) był adaptacją tytułu książki z dodaniem pytajnika: „Ekonomia obwarzanka – jak myśleć o ekonomii w XXI wieku?”. Do koncepcji Kate Raworth jako pierwszy ustosunkował się profesor Jerzy Hausner, który w okresie wchodzenia Polski do UE 2003-05 był wicepremierem gospodarczym, zaś obecnie m.in. współorganizuje Open Eyes Economy Summit (szósta edycja za miesiąc). Jako teoretyk solidarności ekonomicznej uważa, że gospodarka rynkowa musi radykalnie się zmienić, chociaż wcale nie w formule statycznego obwarzanka. Miniwykład oparł na innym produkcie konsumpcyjnym – ciągnącym się spaghetti. Symbolicznie podkreśliło to, że gospodarka znajduje się w stałym ruchu, lecz nie w cyrkulacyjnym obiegu zamkniętym. Bardziej rozwojowe okazuje się spiralne ciągnięcie w górę, do czego konieczne jest odblokowanie własnego potencjału, oczywiście z uszanowaniem ograniczoności zasobów natury. Niestety, znane są przykłady także ruchu zstępującego – w Polsce po przemianach ustrojowych np. losy stoczni czy łódzkiego włókiennictwa. W swoim modelu Jerzy Hausner preferuje rzeczywistą produktywność zamiast jakże iluzorycznej, często jedynie księgowej efektywności. Społecznie odpowiedzialny biznes powinien hodować drzewo, a nie pasożytującą na nim jemiołę.
Świadomość ekologiczna rośnie
Ekonomia obwarzanka stała się inspiracją dla kilku miast w Europie i Ameryce, które oparły na niej swoje strategie rozwoju. Szlak przeciera Amsterdam, jego śladem podąża zaś Bruksela, z której pilotażowe doświadczenia przekazała Stéphanie Lepczynski, ekspertka zarządu regionu stolicy Belgii (autonomicznej jednostki pomiędzy niderlandzką Flandrią a francuską Walonią). Paradoks Brukseli polega na tym, że według unijnych statystyk to region zamożny, ale aż 31 proc. mieszkańców żyje wewnątrz umownego obwarzanka, czyli w niedostatku. Dlatego działania władz regionu koncentrują się na radykalnym zmniejszeniu tego odsetka i przeniesieniu większości mieszkańców do sfery ich satysfakcjonującej. W konsultacjach programu wzięło udział 200 podmiotów – organizacji, firm, grup lokatorskich. Wzrost gospodarczy stolicy Belgii (i zarazem UE) ma stawać się bardziej zrównoważony i przynosić realne korzyści ludziom, a nie tylko korporacyjnym księgowym.
Ze względu na ograniczenie niepohamowanego wzrostu idea obwarzanka naturalnie jest bardzo bliska gospodarczemu zielonemu ładowi. Do tego wątku nawiązała Lucyna Stańczak-Wuczyńska z rady nadzorczej banku BNP Paribas. Z jej doświadczeń wynika, że zwłaszcza od ONZ-owskiego szczytu klimatycznego COP21 w Paryżu w 2015 r. coraz większa część biznesu zdaje sobie sprawę z nieuchronności przestawienia gospodarki na model odnawialny, który nie szasta ograniczonymi zasobami. Priorytet ekologiczny deklaruje już 90 proc. menedżerów z państw uczestniczących w rozpoczynającym się wkrótce COP26 w Glasgow. Coroczne wydatki potrzebne w UE na zielone zrównoważenie szacowane są na 400 mld EUR. To kwota niemożliwa do zdobycia bez zaangażowania sektora prywatnego, któremu konieczne jest stabilne otoczenie regulacyjne. Pandemia ogromnie zwiększyła gospodarczą rolę państw, ze względu na wprowadzanie lockdownów, moratoriów, tarcz osłonowych, etc.

Podcinanie ludnościowej gałęzi
Agnieszka Chłoń-Domińczak, prorektor ds. nauki Szkoły Głównej Handlowej, zwróciła uwagę na najbliższy jej fragment obwarzanka – demografię. W pogoni za sukcesem i nieustającym wzrostem nie tylko pracodawcy, lecz także rozliczani z efektów pracobiorcy zapominają o zachowaniu balansu między pracą a domem. Następstwem staje się ujemny przyrost demograficzny, podcinający gałąź na której siedzimy. Wśród motywów niedecydowania się na dzieci kobiety coraz częściej podają obawy o los ich potencjalnego potomstwa w pogarszającym się środowisku, i taki powód wcale nie jest wykrętem. Zrównoważenie rozwoju otwiera możliwość odwrócenia fatalnego trendu demograficznego.
Z przyczyn ludnościowych do szczytnych założeń ekonomicznego obwarzanka nie pasuje goszczący EFNI Sopot. Uzdrowiskowa perła po wojnie osiągnęła populacyjny szczyt w PRL, konkretnie było to 54,5 tys. mieszkańców w 1977 r., gdy w Operze Leśnej akurat startował z rozmachem festiwal Interwizji. Od tamtego czasu przez ponad cztery dekady trwa systematyczny zjazd, obecnie urzędowa liczba mieszkańców zeszła poniżej 35,5 tys. Uczestniczący w panelu prezydent Jacek Karnowski (powinien być burmistrzem, progiem jest 50 tys. mieszkańców, ale tytułu kiedyś nabytego się nie odbiera) kładł akcent na inne walory miasta, w szczególności na jego rekordową w skali Polski zieloność. Przypadek Sopotu wymyka się obwarzankowej teorii, bo oto więdnie ludnościowo miasto kwitnące inwestycyjnie. Abstrahując od rosnącej bazy hotelowej, również substancja stricte mieszkaniowa staje się lokatą kapitału np. dla inwestującej warszawki, o czym wspomniał prowadzący panel Grzegorz Nawacki, naczelny „Pulsu Biznesu”. Systematycznie zmienia to liczebną proporcję między faktycznymi stałymi mieszkańcami a rotującymi się gośćmi, upodabniając miasto do mniejszych ośrodków turystycznych.