Etaty od zaraz dla dobrych fachowców

Ewa Szczecińska, Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 26-04-2006, 00:00

W wielu strefach czekają etaty, ale jest problem z ich obsadzaniem. Dlatego inwestorzy, nim postawią fabrykę, organizują kształcenie.

Mimo ponad 20-procentowego bezrobocia na Dolnym Śląsku brakuje rąk do pracy. Włoska spółka Adeo Screen zamierza produkować w złotoryjskiej podstrefie Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (LSSE) ekrany audiowizualne. Otrzymała pozwolenie na budowę fabryki. W grudniu chce rozpocząć produkcję. Przedstawiciele Adeo Screen nie spodziewali się, że napotkają tak duże problemy ze znalezieniem wykwalifikowanej kadry. Dwukrotnie wznawiali rekrutację, choć stopa bezrobocia w mieście przekracza 26 proc., a w powiecie sięga 33 proc.

— Operatorów niektórych maszyn nie znajdziemy nie tylko w Złotoryi, ale także w całej Polsce. Musimy ich przeszkolić za granicą. Dlatego zależało nam, aby znali język włoski. Podczas naboru okazało się, że nieliczni opanowali podstawy angielskiego — mówi Tomasz Opaczyk, który kieruje rekrutacją w Adeo Screen.

W tarnobrzeskiej strefie, gdzie powstał klaster aluminiowy, brakuje odlewników metali lekkich.

— Mamy w Polsce deficyt spawaczy, automatyków czy specjalistów logistycznych, bo szkolnictwo zawodowe nie przekształcało się odpowiednio szybko — uważa Cezary Tkaczyk, wiceprezes Starachowickiej SSE.

Podbieranie pracowników

W tej sytuacji zdarza się, że nowi inwestorzy w strefach podkradają pracowników firmom już istniejącym.

— Często musimy sprowadzać do fabryk specjalistów z innej części Polski, co kłóci się z polityką lokalnych samorządów, którym zależy na tym, aby zatrudniać bezrobotnych z najbliższego otoczenia — mówi Tomasz Opaczyk.

Na przykład Motorola, działająca w Krakowskim Parku Technologicznym, ściąga ludzi z innych miast i oferuje im m.in. pożyczkę na mieszkanie.

Duże problemy ze znalezieniem pracowników mają firmy branży motoryzacyjnej. Kinga Hirao szuka ludzi do trzech japońskich firm branży motoryzacyjnej w Wałbrzyskiej SSE, m.in. dla Yagi Poland Factory, produkującej elementy zawieszenia samochodów. Fabryka mieści się w podstrefie w Żarowie w powiecie świdnickim, gdzie bezrobocie wynosi ponad 32 proc.

— Wciąż szukamy operatorów maszyn cyfrowych. Staramy się wybrać osoby, które podejmą pracę po przeszkoleniu lub szukamy pracowników z innych miast — wyjaśnia Kinga Hirao.

Szkoła na ratunek

Duża luka pojawia się, gdy pracodawcy potrzebują inżynierów i znawców logistyki. Japońska firma TBMeca, działająca w Legnickiej SSE od 2003 r., ma wakaty dla inżynierów. Próbują temu zaradzić miejscowe uczelnie wyższe, które współpracują z legnicką strefą.

— Na kierunku zarządzania inżynierią produkcji uruchomiliśmy nową specjalność: sterowanie systemami przemysłowymi — mówi Katarzyna Senko z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Legnicy.

Przez dziewięć lat istnienia strefy zatrudnienie znalazło tam ponad 6,9 tys. osób. Do końca roku powstanie jeszcze nie mniej niż pół tysiąca miejsc pracy.

Część inwestorów postawiła na samodzielne szkolenia. Niemiecki Häring Polska, który w łódzkiej strefie za 200 mln zł rozbuduje fabrykę i zwiększy zatrudnienie z 430 do 700 osób, chce otworzyć własną szkołę. Od września przyszłego roku kształciłby tam specjalistów precyzyjnej obróbki detali metalowych.

Firmy z grupy LG (Koreańczycy otrzymali grant na szkolenie), które w podwrocławskich Kobierzycach chcą zatrudnić 12 tys. osób, również szkolą przyszłych pracowników, chociaż fabryki ruszą za dwa lata.

W strefie starachowickiej od kilku lat funkcjonują w szkołach klasy, które współpracują z inwestorami, na przykład MAN-em czy RR Donnelley.

Prosta recepta

Mimo kłopotów przedstawiciele stref obserwują zmiany na rynku pracy ze spokojem.

— Dotąd mieliśmy rynek pracodawcy. Teraz zaczyna on się zmieniać na korzyść pracownika. Żeby nie wyjechał za granicę, musi otrzymać ciekawą i dobrze płatną ofertę. Zadaniem stref jest nie tylko tworzenie miejsc pracy, ale także podnoszenie standardów osób zatrudnionych. Obecnie ceny paliw mamy europejskie, ale zarobki jeszcze nie — twierdzi Cezary Tkaczyk.

Zdaniem Marka Indyka, dyrektora Tarnobrzeskiej SSE Euro-Park Wisłosan, inwestorzy bardziej doceniają zdolności Polaków niż niskie koszty pracy.

— Deficyt dobrych fachowców zlikwiduje się dzięki wzrostowi płac — mówi Marek Indyk.

Jednak z najnowszego raportu KPMG „Dlaczego Polska” wynika, że właśnie koszty pracy (ex aequo z lokalizacją geograficzną) są kryterium stawianym przez inwestorów wybierających Polskę na pierwszym miejscu.

Okiem eksperta

Kadrowy samobój

Najgorsza sytuacja jest w złotoryjskiej podstrefie i podstrefie w Żarowie. W tych regionach nagle pojawiło się wielu inwestorów i w naturalny sposób zaczął się wyczerpywać zapas przygotowanych kadr. W takiej sytuacji pracodawcy muszą albo podbierać pracowników (ale to jest strzelanie gola do własnej bramki, bo konkurencja może zrobić to samo), albo po prostu postawić na ich kształcenie i motywowanie.

Piotr Wielgomas, prezes firmy doradztwa personalnego Bigram

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Szczecińska, Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu